Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Bug pamięci

W podtopionej łódce stało lusterko wody. I nic. Ani ruchu, ani dźwięku. Ramię rzeki ocierało się o wypłukane przed tysiącleciami wnętrze ziemi.

Reklama

Bug pamięci

Bug pamięci

23.04.2018
Czyta się kilka minut
W podtopionej łódce stało lusterko wody. I nic. Ani ruchu, ani dźwięku. Ramię rzeki ocierało się o wypłukane przed tysiącleciami wnętrze ziemi.
Bug w okolicach Drohiczyna / K.K. WODECKA / EAST NEWS
Bug w okolicach Drohiczyna / K.K. WODECKA / EAST NEWS
T

Tamtego dnia szukaliśmy miejsca, w którym był most. Nie mógł sobie przypomnieć. Schodziliśmy w dół stromego brzegu niedaleko kościoła, potem pomiędzy domami, ale nie mógł się zdecydować. A przecież od tamtego czasu niewiele się zmieniło. Domy i kościół stały na swoich miejscach. Rzeka płynęła starym nurtem. Wiosną rozlewała się na niskich łąkach po tamtej stronie. Potem powracała na swoje miejsce. Ale nie mógł sobie przypomnieć, gdzie był pontonowy most.

Wsiedliśmy do auta, by 10 kilometrów dalej na wschód przeprawić się zwykłym mostem na drugą stronę, na te niskie łąki, które zabierała wiosenna woda. Stamtąd, z szutrowej drogi widać było białe zabudowania dawnego prawosławnego klasztoru, a nieco dalej w dół biegu pomiędzy drzewami można było dostrzec drewnianą wieżyczkę kościoła.

Chciałem podjechać jak najbliżej rzeki, więc porzuciłem szutrówkę i mokrym bezdrożem...

10662

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Uwaga! Przypominamy o ciszy wyborczej. Trwa ona od północy z 19 na 20 października do momentu zakończenia głosowania w wyborach samorządowych 21 października. W tym czasie nie wolno prowadzić agitacji wyborczej - czyli publicznie nakłaniać lub zachęcać do głosowania w określony sposób, również w internecie. Za złamanie zakazu agitacji grozi kara grzywny od 500 tys. do miliona zł.  

 

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

To było na plaży na Półwyspie Helskim, kiedy byłem dzieckiem. Na plaży było tłoczno, gwarno i kolorowo, a z głośników „Lata z radiem” zapowiadano wyruszenie w rejs „Stefana Batorego”. Ten wreszcie się pojawił. Jezu, w życiu bym nie pomyślał że statek może tak pruć. To się chyba nazywało „cała naprzód”. I dopiero później dowiedziałem się że to właśnie ten statek zakończył dumną epokę transatlantyków, był ostatnim który kursował na z Europy do Ameryki. Dziwne że właśnie on, jako „peerelowski” nie komponował się przecież tak do końca z dżentelmenami na „Titanicu” /tu bardziej jego poprzednik jakoś pasował do całości/ ale było jak było. No i do Ameryki płynął. Albo w ogóle dokądś, w jakieś miejsca o których czytałem u Verne’a czy Dafoe. W świat w każdym razie, który wówczas mogłem oglądać przez szybę hotelu „Forum” w Warszawie pod postacią wyperfumowanych mieszkańców bliskiego wschodu. I tak ciekawy świata po raz pierwszy skonfrontowałem się z nim w szkole językowej w RFN. Wchodzili i witali się „Salem alejkum”. Albo jakoś inaczej. Zależy skąd przyjechali – z Syrii czy Iranu czy Erytrei czy Turcji czy Chin czy … I wszyscy skądś uciekli. Przed czym albo przed kim, o tym pogadaliśmy sobie raz na pikniku. A to i tak było mizernym wstępem do tego, czego dowiedziałem się później o innych krajach. A wówczas moim głównym zmartwieniem była różnica w dochodach między moim krajem a RFN. Albo też nie posiadanie wysokich markowych adidasów. Pierwsze jakie dostałem czyściłem w każdym razie po każdorazowym przyjściu do domu i jeszcze raz przed wyjściem. Chodząc w nich wybierałem zaś chodniki. Jakieś dwa lata później zamieniłem je na – porządne – glany i koszulkę Antifa w każdym razie, no ale na początku było jak było.

Bo ja swój kraj już miałem. W dodatku nie byle jaki, z wolnymi wyborami i z zahamowaną inflacją. A jeszcze Niemcy klarowali mi raz w czas że mogę być z niego dumny. Bo oni nie mogą. Czy mogą czy nie mogą nie mnie oceniać, ale fakt faktem, że o czym nie pomyślą i czego nie spróbują to kończy się na rozkminie tego rozgdakanego gościa z wąsem. A tu ten Beck powiedział że pewnych rzeczy się nie robi. No albo ten Niemiec który obserwował wyjście powstańców z Warszawy i zanotował że to smutne że duch musi ustąpić przed materią. A tere fere. W każdym razie znakomity artykuł do rozpoczęcia pogadania sobie o nas, pamiętając że rozbite szkło należy zbierać w rękawiczkach jak to mówią. Z tą – moją – uwagą, że pewnie polskie rzeki wyrzucają mnóstwo mułu, ryb i zbutwiałego drewna. Ale i czasami na ich dnach leżą skarby i minerały. Co dość wyklarowali mi Kurdowie, Afgańczycy, Niemcy, Turcy, Rumuni … A jak się przepłynąć łodzią po Bugu …

PS: w tym samym numerze wywiad z Dorotą Masłowską o Warszawie. Że ta cokolwiek wykoślawia świadomość. Taaa … przeczytałem „Bug pamięci”. https://www.computerworld.pl/slownik/termin/36328/bug.html. Może czas na urlop nad Bugiem. Choć jakoś to znów przecież pasuje 

Ale też-Zaścianek, Parafia, Zadupie. Czyli oparcie dla stóp i głowy, które jest zarazem świat(ki)em zabitym dechami. Czy idzie te sprzeczne oceny pogodzić ze sobą w jeden jakiś pozytyw? Wygląda, że nie bardzo-patrząc na to "po ludzku". A "nie-po-ludzku"? Zakorzenić się na miejscu, jako pniak, by służyć środowisku swoją obecnością i pracą? Czy wędrować jak ptak, by na rzeczy "patrzeć własnymi oczami" i zbliżać się do prawdy istotnej na drodze gromadzonych wiarygodnych obserwacji? Chyba najczęściej przypada nam pośrednia forma krzaka-trochę pobyć w jednym miejscu, by i jakieś trwałsze dobro zostawić na miejscu. I dalej w drogę, bo nie Eden, Ur, Egipt, czy nawet Jerozolima, są dla człeka bożego miejscem docelowym. Tylko prawda i droga ku życiu-poprzez kolejne zakorzenienie pod Namiotem Spotkania

niestety po czesku juz sie nie wroci bowiem za duzo zburzono tamze MOSTOW laczacych te wszystkie wlasciwe nam DOBRA . To zeKosciol jeszcze stoi to dobrze ale nie ma do niego starego dobrego juz mostu. Za to teraz budujemy mosty w druga strone -zapatrzeni -jak zakochani w Europe ale za to bez Kosciola no i tego pieknego drewnianego mostu z pieknymi w okolo kaczencami...

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]