Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Brzemię utraconych istnień

Brzemię utraconych istnień

30.11.2010
Czyta się kilka minut
Obraz Chin wyłaniający się z literackich przekazów jest tyleż paradoksalny, co niepełny. Niewiele mamy w polskich przekładach książek, które by opowiadały o Kraju Środka w sposób zrównoważony. Wizję tego kraju sklejamy więc z sentymentalnych obrazków, unurzanych w taniej orientalistyce, oraz z jadowitych dokumentalnych opowieści o ludziach niszczonych przez politykę i system społeczny. Tym ważniejszą lekturą okazują się "Włóczędzy" Yiyun Li.
C

Chińska pisarka mieszkająca w Stanach Zjednoczonych, ceniona za krótkie formy, na literacką mapę Chin nanosi nowe punkty. Jej znakomita powieść pozbawiona jest uproszczeń - nie próbuje nas uwodzić sentymentalnymi obrazami Orientu ani też szokować wstrząsającymi historiami o ludziach zniszczonych przez system. Zachwyca czytelnika pięknem prozy - i porusza obrazami boleśnie zapadającymi w pamięć.

Jest 21 marca 1979 roku. Na dalekiej prowincji, w mieścinie zwanej Błotnistą Rzeką trwają przygotowania do wielkiego wydarzenia. Obwieszczenia wiszące na słupach informują o ceremonii zdemaskowania i stracenia 28-letniej kontrrewolucjonistki Gu Shan. Na wielkim stadionie zebrać się mają wszyscy - robotnicze brygady z okolicznych fabryk, młodzież szkolna i najmłodsi pionierzy. Właśnie podczas egzekucji politycznej aktywistki poznajemy bohaterów "Włóczęgów".

Wśród gapiów, którzy zapełniają widownię stadionu, znajdujemy całą menażerię ludzkich typów. Poznajemy Bashiego, 19-letniego chłopca, którego ojciec był bohaterskim żołnierzem, a on sam uważany jest za odludka i podejrzanego erotomana. Małżeństwo włóczęgów sprzątających ulice. Kai, spikerkę radiową, która mimo "kontrrewolucyjnych" przekonań stara się być pokorną żoną swego męża - szlachetnego lekarza i zarazem członka politycznego establishmentu. Jesteśmy świadkami rozpaczy państwa Gu, rodziców skazanej, oraz niezdrowej satysfakcji Nini, dziewczyny, która urodziła się okaleczona, gdyż jej ciężarna matka została kopnięta w brzuch właśnie przez Gu Shan - dziś kontrrewolucjonistkę, wówczas zwolenniczkę Mao i krzewicielkę rewolucyjnych idei.

Witajcie w świecie pozbawionym nadziei - zdaje się już na wstępie mówić Yiyun Li. Rzeczywistość, którą opisuje, przytłacza. W prowincjonalnej mieścinie ludzie żyją w kieracie codziennych obowiązków, stłamszeni przez propagandę. W orwellowskim świecie Błotnistej Rzeki nie ma miejsca na wolność słowa. "Póki się nie wychylisz, nigdy nie wylądujesz tam, gdzie nie trzeba" - mówi matka jednego z bohaterów. Nikt nie wyjawia swych politycznych sympatii, bo każdy, nawet najbliższy krewny, może okazać się denuncjatorem. I choć wszyscy "cierpią ten sam godzien pogardy ból", kryją się ze swoimi rozterkami. Mimo to po straceniu Gu Shan w Błotnistej Rzece rodzi się ferment, a grupa opozycjonistów chce upamiętnić zabitą przez władzę kobietę.

Streszczenie fabuły sugerować może, że mamy do czynienia z książką żarliwie polityczną. Nie jest to jednak cała prawda o "Włóczęgach". W prozie chińskiej autorki polityczny temperament idzie bowiem w parze z psychologiczną przenikliwością i talentem konstrukcyjnym. Z luźnych epizodów, krótkich opowiastek o mieszkańcach Błotnistej Rzeki - Li składa portret społeczeństwa ideologicznie i kulturowo zniewolonego. Wszystkie międzyludzkie relacje zbudowane są tutaj na poddaństwie i dominacji. "Nie sposób piąć się wzwyż, nie używając ludzi jako żywych schodów" - mówi jeden z mieszkańców. Reżimowi politycy chętnie wykorzystują swoje wpływy dla nikczemnych celów, silni manipulują słabszymi, a kobiety traktowane są przez swych mężów jak darmowe niewolnice.

Odczłowieczony świat zapełniają jednak szalenie barwne, intrygujące postaci. Psychologiczne portrety kreślone ręką Li oddają wielowymiarowość bohaterów, pokazują ich ból, samotność, wewnętrzne rozterki. Chińska pisarka umiejętnie trąca emocjonalne struny - wzrusza, opisując historię męża zmuszonego do wyrzeczenia się żony, by on i dziecko nie płacili kary za jej opozycyjną działalność, albo życie tytułowych włóczęgów, biedaków, którzy przez lata przygarniali dziewczynki porzucane przez rodziców spragnionych męskiego potomka. Łańcuch epizodów tworzy opowieść o ludzkim losie, utkanym z niespełnionych tęsknot, na wpół ziszczonych marzeń, życiowych wzlotów i upadków.

Polski wydawca podkreśla surowość stylu Yiyun Li i zestawia jej książkę z prozą J.M. Coetzeego. Określenia te wydają się być mocno na wyrost. Styl "Włóczęgów" jest raczej rzeczowy niż surowy, u chińskiej pisarki nie znajdziemy intelektualnego chłodu i przenikliwości, które stanowią o geniuszu południowoafrykańskiego noblisty. Choć pisze o świecie brutalnym, Li świadomie rezygnuje też z modnej ostatnimi laty pornografizacji przemocy i nie próbuje - jak choćby Jonathan Littell - akcentować jej mrocznej urody. Autorka nie dokonuje stylistycznych wolt, nie szarżuje, ale z podziwu godną skromnością składa swą powieść z małych, poruszających historii. I powstaje dzieło wybitne: powieść polityczna i fresk psychologiczno-obyczajowy.

Chiny końca lat 70. u Li stają się sceną, na której rozgrywają się uniwersalne ludzkie dramaty. Bo we "Włóczęgach" wszyscy dzielą ten sam los - przeżywają bolesne rozczarowania, jak młodziutki Tong muszą wyrzekać się własnych ideałów, by stać się częścią komunistycznego społeczeństwa, a dla ojczyzny, narodu i partii zmuszeni są rezygnować nawet z dziecięcej naiwności. Piękna i dojmująco smutna powieść pokazuje, że nie trzeba wcale sięgać po wielkie literackie formy, by opowiedzieć o historii, epoce, narodowej tożsamości.

Yiyun Li, Włóczędzy, Przeł. Michał Kłobukowski, Wołowiec 2010, Wydawnictwo Czarne.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]