Broniąc się przed rosyjską napaścią, Ukraina podejmuje też dyplomatyczne kontrnatarcia, by przeciwstawić się propagandowej ofensywie Kremla w Afryce

Od zeszłego roku Ukraina zaczęła wysyłać do Afryki zboże jako pomoc żywnościową. Kijów otwiera też w Afryce kolejne ambasady i ma dziś swoje dyplomatyczne przedstawicielstwa już w połowie krajów kontynentu, a w najbliższych miesiącach zamierza otworzyć kolejne.
Czyta się kilka minut
Minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kułeba podczas spotkania z ministrem spraw wewnętrznych Rwandy, Vincentem Birutą (w środku, po prawej) i jego współpracownikami. Kijów, 16 czerwca 2024 r. // Materiały prasowe mfa.gov.ua
Minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kułeba podczas spotkania z ministrem spraw wewnętrznych Rwandy, Vincentem Birutą (w środku, po prawej) i jego współpracownikami. Kijów, 16 czerwca 2024 r. // Materiały prasowe mfa.gov.ua

Żaden z ministrów dyplomacji świata nie podróżuje do Afryki tak często jak Rosjanin Siergiej Ławrow i jego ukraiński kolega po fachu Dmytro Kułeba. Ławrow, który na początku czerwca odwiedził Kongo-Brazzaville, Gwineę, Burkina Faso i Czad, w afrykańskie wojaże zabiera ze sobą często przedstawicieli ministerstwa obrony i generałów. Ukraińca zastępuje czasami Maksym Subch, jego specjalny wysłannik od spraw Bliskiego Wschodu i Afryki. W maju, podczas kolejnego afrykańskiego objazdu, Subch otworzył ukraińskie ambasady w Kinszasie, Maputo, Gaborone, Kigali, Akrze i Abidżanie.

Zanim Rosja napadła na Ukrainę, Kijów utrzymywał zaledwie kilka ambasad w Afryce i nie dbał o współpracę z tym kontynentem. Także Rosja, dziedziczka Związku Sowieckiego, nie zabiegała o utrzymanie afrykańskiej części spadku po komunistycznym imperium, które w czasach rozkwitu kontrolowało połowę Czarnego Lądu. Dopiero po pierwszym najeździe na Ukrainę w latach 2014-15 Moskwa zwróciła większą uwagę na Afrykę, zwłaszcza na jej surowce, dzięki którym zamierzała wzbogacić się i skutecznie przełamać sankcje Zachodu. Za najważniejszy oręż w afrykańskiej ekspansji posłużyli Kremlowi żołnierze z najemniczej korporacji Grupa Wagnera, którzy w zamian za kopalniane licencje służyli jako gwardia przyboczna afrykańskich przywódców.

Po najeździe na Ukrainę Rosja, potępiana przez Zachód i zachodnich sojuszników, mogła liczyć na wsparcie jej afrykańskich klientów albo przynajmniej ich życzliwą neutralność. Zabiegając o przyjaźń Afryki, Kreml przypominał jej czasy, gdy była kolonią zachodnich mocarstw, a także te późniejsze, „zimnowojenne”, gdy Związek Sowiecki, walcząc o wpływy z Zachodem, wspierał afrykańskie ruchy wyzwoleńcze. Na korzyść Moskwy działało też to, że po upadku komunizmu wiele krajów Afryki gorzko rozczarowało się zalecaną przez Zachód demokracją, która nie rozwiązała problemów biedy, korupcji i zacofania ani nie zaradziła konfliktom zbrojnym. W rezultacie w ostatnich kilku latach Rosja zaczęła skutecznie odbudowywać dawne sowieckie wpływy w Afryce i wypierać z niej zachodnie mocarstwa, zwłaszcza dawną metropolię kolonialną, Francję.

Ukraina długo nie próbowała nawet rywalizować z Rosją o względy Afryki, która w głosowaniach w ONZ opowiadała się po stronie Moskwy. Dopiero pod koniec zeszłego roku Kijów zaczął walczyć z Kremlem także na Czarnym Lądzie.

Pielgrzymując od Kairu po Kapsztad i od Dakaru po Mombasę, ukraińscy dyplomaci przypominali Afryce, że jeśli wciąż czuje się ona dłużniczką ZSRR, to powinna pamiętać, że wdzięczność za dawną pomoc należy się zarówno Rosji, jak Ukrainie, będącej w tamtych czasach częścią sowieckiego imperium. Tłumaczyli też, że Rosja ofiarująca dziś Afryce pomoc żywnościową jest tak naprawdę sprawczynią jej kłopotów, bo wywołując wojnę w Ukrainie i blokując czarnomorskie porty, doprowadziła do kłopotów z zaopatrzeniem w zboże i do jego drożyzny.

Podejmując rywalizację z Rosją, od zeszłego roku także Ukraina zaczęła wysyłać do Afryki zboże jako pomoc żywnościową. Kijów otwiera też w Afryce kolejne ambasady i ma dziś swoje dyplomatyczne przedstawicielstwa już w połowie krajów kontynentu, a w najbliższych miesiącach zamierza otworzyć kolejne: w Kamerunie, Tanzanii i Mauretanii. Ukraińska ambasada miała też powstać w Sudanie, ale udaremnia to trwająca tam od roku wojna domowa

Rosyjsko-ukraińska wojna nad Nilem

Sudan stał się za to główną sceną rosyjsko-ukraińskiej rywalizacji w Afryce. Jesienią zeszłego roku w walkach w Chartumie i Omdurmanie sudańskie wojsko rządowe zaczęło używać ukraińskich dronów kamikadze. Pojawiły się też pogłoski, że po stronie sudańskiego wojska walczą ukraińscy snajperzy.

Ukraińcy mieli się pojawić nad Nilem, by podjąć walkę z rosyjskimi najemnikami od Wagnera, którzy w sudańskiej wojnie domowej wspierali buntowników z arabskiego pospolitego ruszenia z Darfuru. Wagnerowcy od wielu lat prowadzą interesy z darfurskim watażką Mohammedem Hamdanem Dagalo, któremu zamarzyła się prezydentura i w kwietniu podniósł zbrojny bunt przeciwko dowódcy rządowego wojska Abdelowi Fattahowi al-Burhanowi. Dagalo pozwalał wagnerowcom wydobywać złoto w tamtejszych kopalniach, a rosyjscy najemnicy z położonych tuż za miedzą baz w Libii i Republice Środkowoafrykańskiej zaopatrywali go w broń i paliwo.

We wrześniu zeszłego roku, w drodze powrotnej z Nowego Jorku z sesji Zgromadzenia Ogólnego NZ, generał Burhan, pełniący obowiązki szefa sudańskiego państwa, spotkał się podczas międzylądowania w Irlandii z ukraińskim prezydentem Wołodymyrem Zełenskim, który obiecał mu pomoc w walce z rosyjskimi najemnikami. Wkrótce potem w Chartumie pojawiły się ukraińskie drony i snajperzy. Na moście Szambat nad Nilem Ukraińcy rozbili m.in. składającą się z setki pojazdów karawanę z bronią i paliwem przysłaną przez wagnerowców dla buntowników z Darfuru.

W lutym ukraińskie gazety podały, że komandosi z Kijowa wzięli w Sudanie do niewoli kilku wagnerowców, którzy wraz z setką najemników z Rosji przybyli z Republiki Środkowoafrykańskiej, by wesprzeć zbrojnie buntowników z Darfuru i pomóc im przejąć władzę w Chartumie.

W czerwcu w rosyjsko-ukraińskiej wojnie nad Nilem górę wzięła znów Moskwa, która przejąwszy w zeszłym roku najemników od Wagnera, wypowiedziała sojusz z Darfurczykami i zawarła układ z Burhanem. Obiecała mu dostawy broni w zamian za zgodę na budowę rosyjskiej bazy dla czterech okrętów wojennych w czerwonomorskim Port Sudanie (dzierżawa na 25 lat). Rosja obiecała też Sudanowi zboże, a Sudan Rosji kopanie złota i pola naftowe.

O bazę wojenną w Port Sudanie Rosja zabiega od dawna. Dobiła nawet targu z byłym sudańskim dyktatorem Omarem al-Baszirem, ale wiosną 2019 roku został on obalony wskutek ulicznej rewolucji i wojskowego puczu. Potem Rosjanie próbowali porozumieć się w tej sprawie z dowódcą rządowego wojska, generałem Burhanem, ale rokowania utrudniły najpierw wojna w Ukrainie, a potem sudańska, domowa.

Batalia południowoafrykańska

Nowym polem bitwy – tym razem dyplomatycznym – rosyjsko-ukraińskiej wojnie afrykańskiej stanie się teraz RPA, kontynentalne mocarstwo, gdzie po majowych wyborach władzę przejmie wkrótce pierwszy koalicyjny rząd, w którym znajdą się zarówno wierni zwolennicy Rosji, jak jej zagorzali przeciwnicy.

Do majowych wyborów RPA, rządzona przez Afrykański Kongres Narodowy, dłużnika Związku Sowieckiego, była sojuszniczką Rosji. Dostała się pod rosyjskie wpływy, gdy rządził nią poprzedni prezydent Jacob Zuma (2009-1018). Zuma, odsunięty od władzy za korupcję, chętnie przyjmował w RPA rosyjskich oligarchów, a jeszcze chętniej pozwalał im spełniać wszystkie swoje zachcianki i łożyć na utrzymanie partii. Pod rządami Zumy RPA przystała do ugrupowania BRICS, składającego się z Chin, Rosji, Indii i Brazylii i mającego ambicje stać się konkurentem Zachodu i jego alternatywą.

Następca Zumy, urzędujący prezydent Cyril Ramaphosa, nie zmieniając dyplomatycznego kursu, stara się zachować większą wstrzemięźliwość wobec Rosji i prowadzić politykę niezaangażowania, podobną do tej, jaką w czasach „zimnej wojny” prowadziły Indie. Większość kongresowych towarzyszy Ramaphosy uważa się jednak za sprzymierzeńców Rosji. Delegaci z RPA przyjechali do Szwajcarii na niedawną naradę pokojową w sprawie wojny rosyjsko-ukraińskiej, ale odmówili podpisu pod jego deklaracją końcową.

Do majowych wyborów Afrykański Kongres Narodowy rządził samodzielnie. W maju znów wygrał wybory, ale po raz pierwszy nie zdobył większości głosów i żeby dalej rządzić, musiał dobrać sobie koalicjantów. Poza trzema maleńkimi partyjkami partnerować w rządzeniu będzie mu liberalny Sojusz Demokratyczny, który w ukraińskiej wojnie opowiada się zdecydowanie po stronie Ukrainy i Zachodu, a jego przywódca, John Steenhuisen, już w maju 2022 roku złożył wizytę w Kijowie, a po powrocie oznajmił, że RPA musi „opowiadać się po stronie wolnego świata i sprzeciwić rosyjskiej agresji”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”