Reklama

Ładowanie...

Blogosfera

Blogosfera

06.02.2006
Czyta się kilka minut
M

MICHAŁ KUŹMIŃSKI: Blogi zaczęły powstawać stosunkowo niedawno. W jaki sposób osiągnęły światowy sukces? Co sprawia, że możliwość otwartego pisania o sobie jest tak kusząca i - co nawet bardziej zastanawia - dlaczego ludzie chcą czytać pamiętniki kogoś innego?

DAN GILLMOR: Ludzie mają sobie nawzajem wiele do powiedzenia. Każdy z nas ma swoją opowieść. Blog pozwala na łatwe publikowanie. Ale nie aż tak wielu ludzi czyta pamiętniki innych, nieznajomych. Większość blogów przeznaczona jest jednak dla przyjaciół i rodziny. I to dobrze.

Blogi odniosły sukces po części dlatego, że są prawdziwym dowodem na możliwość pisania w sieci tak łatwo, jak się w sieci czyta. Jeśli teoretycznie każdy może zostać wydawcą, teoretycznie dla globalnej publiczności, wielu ludzi zdecyduje się z tej możliwości skorzystać.

- Wokół blogów powstają swego rodzaju społeczności - bloggerów czytających się nawzajem. Jak wyjaśniłby Pan pojęcie "blogosfera"?

- Wiele blogów wychodzi poza formę pamiętnika. Niektóre z nich są w rzeczy samej dziennikarstwem. Inne powstają po to, by gromadzić społeczności, przy czym nierzadko wychodzi im to znakomicie. Blogosfera to po prostu ekosystem blogów.

- Gdy internauta, bądź ich grupa, decyduje się publikować swój prywatny "przegląd prasy", a nawet serwis informacyjny przy pomocy bloga, nazywa Pan to "dziennikarstwem oddolnym" (grassroots journalism). Jak odkrywał Pan i formułował ten koncept?

- Opisałem to w mojej książce "We, the media" ("My, media"), i to na bardzo wielu stronach. By podsumować: po pierwsze, sam to robiłem. Będąc dziennikarzem, wielokrotnie rozmawiałem z moimi czytelnikami z Doliny Krzemowej i okazywało się, że wiedzieli o wiele więcej niż ja. Sprawiło to, że począwszy od 1999 r. postanowiłem pisać blog. Następnie wydałem książkę.

Tymczasem poznałem kilkoro z najbardziej wpływowych ludzi w tym obszarze. Niektórzy z nich nie są bloggerami. Swojego bloga nie prowadzi Jimmy Wales, twórca Wikipedii [patrz słowniczek na str. 7-8 - red.]. Nie prowadzi go też Oh Yeon Ho, twórca portalu informacyjnego OhmyNews. Świat dziennikarstwa obywatelskiego to dużo więcej niż blogosfera, jednak blogi są jego nieodzowną częścią.

Nie wynalazłem dziennikarstwa obywatelskiego. Ma ono długą i piękną historię w Stanach Zjednoczonych i na całym świecie. Po prostu opisałem jego gwałtowny rozkwit w erze cyfrowej, bo to ona przyniosła mu możliwość rozkwitu.

- Alvin Toffler przepowiadał, że media przestaną być masowe w miarę tego, jak tanieć będzie tworzenie własnych przekazów. Pisał, że konsumenci przekazów medialnych będą mogli stawać się "prosumentami". Ale co powoduje, że ludzie chcą to robić? To wprawdzie nie kosztuje ani grosza, ale też nie przynosi żadnych korzyści - przynajmniej w większości przypadków. Jak działa "dziennikarstwo obywatelskie"?

- Działa na wielu poziomach. Niektórzy ludzie korzystają z nowych formatów medialnych, by być lepiej poinformowanymi. Sięgają po artykuły do źródeł, którym ufają, zamiast polegać na jednej gazecie czy jednym kanale telewizyjnym. Inni piszą blogi. Jeszcze kolejni tworzą wielkie strony internetowe pospołu z innymi internautami, a efekty ich pracy są wysoce profesjonalne.

Większość nie próbuje osiągać z tego tytułu zysków, chociaż zmienia się to w miarę powstawania modeli biznesowych dla tej działalności. Kluczowe jest to, że ludzie chcą powiedzieć sobie nawzajem o tym, co wiedzą, i pomóc zrozumieć własne społeczności, zarówno te wynikające z miejsca zamieszkania, jak i wspólnych zainteresowań.

Nowe formy dziennikarstwa obywatelskiego stają się obecnie głównym nurtem. Włączając w to witryny, które pozwalają ludziom wysyłać fotografie, nagrania wideo i inne rodzaje przekazów. Oglądamy bardzo wczesny etap tego fenomenu i jeszcze zbyt wcześnie, by orzekać, które modele biznesowe okażą się najskuteczniejsze.

- Jak Pan pisze, media z "wykładu" przemieniają się w "konwersatorium". Na polskich portalach mnóstwo jest komentarzy pod artykułami, nierzadko są to dyskusje. Jednak aż nazbyt często obraźliwe czy szowinistyczne. Nie obawia się Pan, że zamiast konwersacji powstaje chaos? Czy nie jest Pan zbytnim optymistą?

- Jestem zdecydowanie optymistą, ale­­ i realistą. Obraźliwe zachowania to cecha charakterystyczna większości dzisiejszych społeczeństw. Ale ludzie, którzy mają coś wartościowego do powiedzenia i którzy robią to w sposób cywilizowany, koniec końców zdobędą, jak wierzę, najwięcej zaufania. Zdecydowanie potrzebujemy lepszych systemów filtracji, wyszukiwania i określania reputacji, by wspomóc odkrywanie i rekomendowanie najlepszych informacji w sieci.

Nie twierdzę też, że przyszłość należy wyłącznie do mediów zdecentralizowanych. Chcę, by wielkie media przetrwały, i oczekuję, że niektóre z nich będą z nami jeszcze długo.

- Czy potrafi Pan sobie wyobrazić, że będziemy preferować w wiadomościach amatorskie nagrania świadka wydarzenia niż profesjonalne relacje?

- A jaki był najczęściej oglądany obraz z zamachów terrorystycznych w Londynie zeszłego lipca? Zdjęcia z pociągu metra zrobione przez pasażera aparatem w komórce. Gdy chodzi o wiadomości, ludzie chcą tego, co autentyczne, nieważne z jakiego źródła. Zwykle preferują wysoce profesjonalne relacje dziennikarskie. Ale czasem wygrywają amatorzy.

- Zrezygnował Pan z pracy jako dziennikarz w "tradycyjnych" mediach i stworzył Pan firmę zapraszającą do współpracy dziennikarzy obywatelskich. Musiało to wymagać odwagi. Czy czuł Pan ryzyko?

- Słowo "odwaga" rezerwuję dla ludzi, którzy podejmują prawdziwe ryzyko - takich jak dziennikarze w krajach, gdzie mówienie prawdy może oznaczać utratę wolności, a nawet zdrowia i życia. Dziennikarstwo "tradycyjne" rzuciłem dlatego, że pojawiła się szansa zrobienia z dziennikarstwa obywatelskiego głównego nurtu.

- Nie brak znakomitych przykładów dziennikarstwa oddolnego - 11 września, tsunami, zamachy w Londynie, Katrina... To jednak były wielkie dramatyczne wydarzenia. Czy ma Pan jakieś codzienne przykłady takiego działania?

- Ależ to funkcjonuje bez przerwy wokół nas. Przykład: Sony BMG umieszczało na swoich muzycznych płytach CD niszczące oprogramowanie. Ujawnił to ekspert, który umieścił o tym informację na swojej stronie. Podchwycili ją bloggerzy i ostatecznie zwróciły na nią uwagę media. Ale to był czysty przykład mediów oddolnych w działaniu. Relacje z katastrof są uważane za, jak Pan mówi, "znakomite" przykłady tylko dlatego, że są najbardziej widoczne.

- Aktywność oddolna ściśle łączy się z ideą budowy społeczeństwa obywatelskiego. Czy więc internet mógłby okazać się dobrym narzędziem dla Polski i krajów postkomunistycznych?

- Nie jestem ekspertem w sprawach Polski i nie śmiem być na tyle arogancki, by mówić wam, co robić z waszymi mediami. Powiedziałbym, że działania mediów obywatelskich są częścią procesu wzmacniania łączności ze sprawami, które liczą się w naszym życiu - włącznie z polityką, ekonomią, sprawami społecznymi - nie chodzi tylko o pisanie pamiętników. Powiada się, że poinformowani obywatele są podstawą demokracji. I z tym się zgadzam.

Dziennikarstwo obywatelskie nie zastąpi jego tradycyjnych form. Będzie je wzmacniać i uzupełniać. By uzyskać najlepsze informacje, musimy wykorzystywać wiedzę każdego. A to jest dobry sposób na początek.

Autor artykułu

Zastępca redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”, dziennikarz, kierownik wydania internetowego „Tygodnika”, twórca i wieloletni kierownik działu „Nauka”, zajmuje się też tematyką...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]