Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Bezimienny świat

Bezimienny świat

04.02.2013
Czyta się kilka minut
Don DeLillo pisał „Nazwy” (1982) podczas swojego dwuletniego pobytu w Grecji dzięki stypendium Guggenheima. Kiedy je wydawał, nie był jeszcze bardzo znanym amerykańskim pisarzem.
S

Sukces miał dopiero nadejść wraz z publikacją „Białego szumu” (1985) i „Libry” (1988). W „Nazwach” pojawiają się jednak problemy, które później staną się znakiem rozpoznawczym jego pisarstwa. Przede wszystkim: obsesja zrozumienia tego, czym we współczesnym świecie – korporacji, przemocy i wielkiego biznesu, wiedzy „otoczonej pustką i strachem” – jest powieść, język, pismo i mowa.

Podróż po Bliskim Wschodzie i archeologiczne poszukiwania bohaterów w tym kontekście nie są więc niczym dziwnym. Grecja jest jednym z miejsc, w których dzieje się akcja „Nazw”, zasadniczo jednak jest ona umiejscowiona na Bliskim Wschodzie, a symbolicznie na Wyspie, Górze, Pustyni i Prerii. Podobnie z bohaterem-narratorem: zasadniczo jest nim James Axton, analityk ryzyka w amerykańskiej firmie ubezpieczeniowej, który działa na międzynarodowych rynkach. Poznajemy go w momencie kryzysu osobistego – jest w separacji z żoną, archeolożką pracującą przy wykopaliskach w Grecji. Axton jedzie do niej i do syna. Symbolicznym bohaterem tej powieści jest jednak postać zupełnie inna: to chłopiec z „z zawiązanym językiem”, pojawiający się w ostatnim rozdziale, być może pochodzący z powieści pisanej przez syna Axtona, być może będący jeszcze kimś innym. W pewnym sensie to charakterystyczny bohater książek DeLilla: fascynując się zbiorowym przymusem uległości i posłuszeństwa, wciela on zarazem idee ofiarowania, które w powieści jest pochodną relacji ze słowami („To właśnie przynosimy do świątyni, nie modlitwę, nie śpiew, nie zarżnięte barany. Naszym ofiarowaniem jest mowa”), jak i idee samotnego umysłu, który nigdy nie połączy się z rzeczami i światem.

Wokół tych dwóch wariantów egzystencji – ofiarniczej uległości i wyizolowanej perfekcji mechanizmu ludzkiego umysłu – krąży fabuła powieści. Gdy Axton zaczyna interesować się tajemniczym kultem, działającym na Bliskim Wschodzie, i usiłuje dociec, z jakiego powodu wyznawcy tego kultu mordują ludzi, gdy próbuje ustalić wzór ich postępowania, wkomponować ich działania w znaną mu strukturę społeczną i kulturową, jego przyjaciel tłumaczy mu, że przyjmuje błędne założenia: „Pomyślmy o tym jako o eksperymencie ukazującym, co potrafi zrobić samotny umysł obdarzony doskonałymi mechanizmami”. Jeśli więc wyznawcy kultu reprezentują ten chłodny, analityczny aspekt wyizolowanej myśli, to sam Axton zdaje się uosabiać drugi wariant egzystencji. Rozpaczliwie poszukuje on więzi między światem a językiem, i choć zdaje sobie sprawę ze swojej desperacji, jest w stanie wiele zaryzykować, by poczuć coś, jak to nazywa DeLillo, „poza polem oczekiwań”.

Tego rodzaju desperackie poszukiwania nie dotyczą wyłącznie Axtona. Inni bohaterowie „Nazw” – pracownicy międzynarodowych korporacji – także usiłują wyjść poza ego, szukają formuły innej egzystencji niż oferowana przez zachodnio-kapitalistyczny świat, fascynuje ich stan bezimienności.

Najlepiej więc charakter „Nazw” – powieści o języku, tajemniczym kulcie i pragnieniu ekstremalnych wrażeń – oddaje metafora „zawiązanego języka”. Jej autor jest bowiem pisarzem terrorystą. DeLillo w jednym z wywiadów twierdził, że „prawdziwy terror to pewien język i pewna wizja”. I tak jest: czujemy, że nie sposób wyplątać się z jego świata, że osacza i obezwładnia on nas językami, scenami, dialogami do tego stopnia, że wydaje się nam, iż istnieje tylko taka wersja życia i działania, jaką DeLillo pokazuje.

ANNA KAŁUŻA (ur. 1977) jest krytyczką literacką, pracownicą Zakładu Literatury Współczesnej Uniwersytetu Śląskiego, autorką m.in. książek „Wola odróżnienia. O modernistycznej poezji Jarosława Marka Rymkiewicza, Julii Hartwig, Witolda Wirpszy i Krystyny Miłobędzkiej” oraz „Bumerang. Szkice o polskiej poezji przełomu XX i XXI wieku”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]