Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Bez komentarza

Bez komentarza

19.03.2016
Czyta się kilka minut

W warszawskim szpitalu im. Św. Rodziny w nocy z 6 na 7 marca urodziło się dziecko, które przeżyło aborcję – miało umrzeć kilkadziesiąt minut później przy bezczynności lekarzy.
Anna Goc, fot. Grażyna Makara
Anna Goc / Fot. Grażyna Makara
P

Prokuratura, która od kilku dni bada sprawę, wszczęła śledztwo w sprawie nielegalnej aborcji oraz nieudzielenia pomocy nowo narodzonemu. Zgodnie z art. 152 par. 3 kk za tego typu przestępstwa (przerwanie ciąży, gdy „dziecko poczęte osiągnęło zdolność do samodzielnego życia poza organizmem kobiety ciężarnej”) grozi do ośmiu lat więzienia.

O okolicznościach zabiegu wiemy niewiele: matka miała być w 23. tygodniu ciąży; wskazaniem do usunięcia ciąży miało być ciężkie uszkodzenie płodu (nie wiadomo dokładnie jakie, pojawia się informacja m.in. o zespole Downa); 5-osobowe konsylium lekarskie miało mieć mało czasu na podjęcie decyzji (choć nie wiadomo dokładnie dlaczego). Przedwczesny poród wywołano, podając kobiecie leki. Dziecko, które się urodziło, zostało odłożone do otwartego inkubatora i okryte. Tam zmarło.

Dziennikarze, zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy aborcji, przystąpili do ataku. Jedni pisali, że dziecko płakało i krzyczało przez godzinę, drudzy cytowali lekarzy, którzy tłumaczyli, że nie podali mu środków przeciwbólowych, bo musieliby to zrobić dożylnie, a to spowodowałoby ból.

Dyskusja o aborcji sprowadza się więc do dyskusji o co drastyczniejszych przypadkach. W tej ostatniej wygląda na to, że najrozsądniejszy głos należy do rzecznika stołecznej prokuratury, który odmówił komentarza ze względu na delikatny charakter sprawy.   ©℗

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Anna Goc, fot. Grażyna Makara
Dziennikarka, reporterka, redaktorka działu Kraj „Tygodnika Powszechnego”. Doktorantka na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Współpracowniczka Instytutu Dziennikarstwa,...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Podstawowym dogmatem, jakim posługują się świątobliwi przeciwnicy związków partnerskich/antykoncepcji/aborcji/in vitro jest przekonanie o tzw. "świętości życia". Ludzkiego jedynie, żeby nie było nieporozumień. Bo życie życiu według nich nierówne.+++ Otóż aureola owej "świętości" powstaje według nich w bardzo jasno określonym momencie - w momencie zapłodnienia. Bo sam fakt, że przecież i plemnik, i komórka jajowa są bezsprzecznie ludzkie i w sposób nie budzący wątpliwości żywe absolutnie nie wystarcza - jedno i drugie ochronie świątobliwych nie podlega. Dopiero moment zapłodnienia generuje obecność Ducha Świętego i namaszczenie połączonych komórek. W przypadku in vitro poziom absurdu jest już kosmiczny - otóż zapłodnienie, aby było coś warte w pełnych seksualnego obłędu oczach biskupów polskich MUSI dokonać się w pochwie, podczas stosunku. Inaczej jest, delikatnie mówiąc, niepełnowartościowe. Gen by się uśmiał.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]