Według Benedykta XVI zdanie "Będą patrzeć na Tego, którego przebili" winno kierować nasz wzrok nie tyle w kierunku Paruzji, co w stronę Golgoty - "na Chrystusa ukrzyżowanego". Mamy w Nim przy tym widzieć nie tyle Skazańca, rozciągniętego na krzyżu w wymyślnej torturze, co Syna Bożego, który - podniesiony nad ziemię - rozkłada szeroko ramiona, by nimi objąć każdego z nas. Klucza interpretacyjnego Papież szuka w Jezusowym zdaniu z Ewangelii według św. Jana: "Gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie" (J 12, 32). I komentuje: "Pan gorąco pragnie, abyśmy w odpowiedzi przede wszystkim przyjęli Jego miłość i pozwolili, by nas przyciągnął".
To scena przejmująca! Zobaczyć naraz przed sobą Boga z rozwartymi ramionami. Propozycja miłości. Wstrząsająca - bo złożona w całej wstrząsającej prawdzie Golgoty. Bóg chce mnie objąć. I... chce być objęty przeze mnie! Chce, abym wziął Go w ramiona. W ukrzyżowanym Chrystusie Papież widzi zakochanego "oblubieńca, który czeka na »tak« swojej oblubienicy". To nie tylko miłość agape - bezinteresowna, ofiarna, spalająca się w dawaniu; ale także Boży eros (Papież jest bardzo odważny!) - miłość "pełna żaru i namiętności", która chce otrzymywać, by nie ulec - jak ludzkość u początku dziejów (i jak każdy z nas wielokrotnie!) - pokusie samowystarczalności: "Tak naprawdę jedynie taka miłość, w której bezinteresowny dar z siebie łączy się z gorącym pragnieniem wzajemności, daje owo upojenie, które sprawia, że najcięższe ofiary stają się lekkie".
Nie po raz pierwszy Benedykt XVI pokazuje się nam jako "uczeń miłości" (por. "Deus caritas est") - jako ktoś, kto na miłości się rozumie, potrafi o niej pisać w głęboko humanistyczny (a zarazem religijny) sposób, z samego środka ludzkiego doświadczenia; ktoś, kto potrafi współ-czuć z Bogiem, gdyż wie, co znaczy wziąć kogoś w ramiona, lub pozostać z ramionami wyciągniętymi w... próżnię.
Czy w ukrzyżowanym Chrystusie łatwo przychodzi rozpoznać oblubieńca? Czy na Golgocie możliwa jest medytacja w kategoriach "Pieśni nad pieśniami"?
Tak.
W XII stuleciu benedyktyński opat Rupert (Rupertus Tutiensis) interpretując Ewangelię Janową, tekst "kiedy podeszli do Jezusa i zobaczyli, że już nie żyje, nie połamali Mu goleni, lecz jeden z żołnierzy przebił Mu bok włócznią", objaśniał właśnie przy pomocy piątego rozdziału "Pieśni nad pieśniami". W nie łamanych goleniach Jezusa dostrzegał nogi Oblubieńca opisywane zakochanymi słowami oblubienicy: "Uda Jego jak kolumny marmurowe [dlatego nie można ich złamać!], spoczywające na szczerozłotych podstawach" (Pnp 5, 15). Nic więc dziwnego, że kiedy komentował samą "Pieśń nad pieśniami", czynił to z perspektywy Golgoty. Wtedy zwłaszcza, gdy przytaczał słowa Oblubieńca do oblubienicy: "Pójdź! Gołębico moja, ukryta w skalnych szczelinach, w wydrążeniu skały" (Pnp 2, 14) - Rupert nie miał problemów z identyfikacją: skalne szczeliny, w których chroni się dusza, to rany Chrystusa ukrzyżowanego; wydrążenie skalnej ściany to rana boku - "A skałą był Chrystus..." (1 Kor 10, 4). Z kolei Ojcowie w starożytności mówili o chwili przebicia boku Chrystusa jako o momencie zaślubin nowego Adama z nową Ewą. Jak z boku Adama Bóg "uczynił" Ewę, tak z przebitego boku Chrystusa "wyprowadził" krew i wodę - zapowiedź chrztu i Eucharystii, a więc sakramentów, z których rodzi się Kościół. Więc krzyż był "łożem z zieleni" (por. Pnp 1, 16), na którym nas "zaślubił Pan".
Czy istnieje bardziej "szalony eros"? - pyta nas papież Benedykt XVI. Co zrobimy z takim obrazem Boga, który z całą siłą i z niepowstrzymaną potęgą miłości - nie zrażając się żadnym z naszych "nie" - "żebrze o miłość swojego stworzenia i jest spragniony miłości każdego z nas"? Co zrobimy z tym, że On nie tylko potrafi być niewyczerpalny w dawaniu, ale że także staje wobec nas w postawie potrzebującego? "Byłem głodny, byłem spragniony, byłem nagi, byłem chory i w więzieniu" (Mt 25, 36nn). Co zrobimy z Bogiem, który nie tylko chce zaspokoić naszą potrzebę "bycia kochanym", ale chce także wyzwolić z nas miłość - sprawić, że (to znów Benedykt XVI:) "otworzymy serca na innych i rozpoznamy rany zadane ludzkiej godności istoty ludzkiej" oraz że poczujemy się zobowiązani (i uzdolnieni), by "zwalczać wszelkie formy pogardy dla życia i wykorzystywania człowieka oraz wspierać tak liczne osoby, które przeżywają dramat samotności i opuszczenia".
Nie widać potrzeby, by tę refleksję zamykać jakimiś "konkretnymi" wnioskami czy moralnymi "zastosowaniami". Jest niesłychanie ważne, aby mieć właściwy obraz Boga. Bóg jest miłością - jest umiejętnością dawania (agape) i umiejętnością przyjmowania w poczuciu niewystarczalności (eros).
Jaki obraz Boga, taki obraz Kościoła.
A jeszcze bardziej - obraz każdego z nas, skoro na ten właśnie obraz i podobieństwo zostaliśmy stworzeni.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
















