Bałtycka determinacja

Za rok jedynym krajem spośród unijnych sąsiadów Polski, który nie będzie jeszcze posiadać wspólnej waluty, pozostaną Czechy
Czyta się kilka minut

– bo jeśli nic nie zmieni się w planach, w 2015 r. euro zacznie obowiązywać na Litwie. Po tym, jak 1 stycznia tego roku euro wprowadziła Łotwa, a w 2011 r. Estonia, do historii przejdą waluty narodowe wszystkich trzech państw bałtyckich, które i niepodległość, i własny pieniądz uzyskały niewiele ponad dwie dekady temu, po rozpadzie Związku Sowieckiego. Zostawiając na boku dyskusję gospodarczo-finansową i czynione czasem porównania z Polską – u nas, jak słyszymy, euro zostanie wprowadzone być może w 2018 r. (a może niestety jeszcze później) – jest kilka powodów, dla których warto przyglądać się krajom bałtyckim i ich stałości w dążeniu do wspólnej waluty.

Bo można tu mówić wręcz o determinacji. Tallin, Ryga, a teraz Wilno wykonały (wykonują) ciężką robotę, by spełnić kryteria unii walutowej. Na Łotwie już w 2008 r., gdy zaczął się globalny kryzys finansowy (jeszcze nie kryzys strefy euro), zareagowano drastycznym programem oszczędności i cięć. Także potem Łotwa była taką anty-Grecją. I zarówno w Estonii, jak i teraz na Łotwie w chwili wejścia euro nie było (nie ma) euforii i oczekiwań, że nastaną cuda – jest raczej przekonanie, że choć mogą pojawić się też zjawiska negatywne (np. pewien wzrost cen), to perspektywicznie cała operacja i wysiłek się opłacają. A że Estonia i Łotwa przystępowały do strefy euro w czasie kryzysu, w ich decyzjach widać też przekonanie, że wbrew tym, którzy wieszczą „eurogeddon” (choć dziś chyba z mniejszym przekonaniem niż jeszcze rok temu), strefa euro się nie rozpadnie, a wybór euro jest – także – wyborem cywilizacyjnym.

Jest jeszcze jedna okoliczność, która przypadek bałtycki – może faktycznie trudno porównywalny z Polską na gruncie ekonomii, przy tej różnicy w wielkości gospodarek – czyni interesującym. To aspekt tożsamościowy. Dla tych państw i narodów ich własne waluty, wprowadzone ledwie 20 lat temu – litewski lit, łotewski łat, estońska korona – miały dodatkową wartość, jako jeden z symboli tożsamości; wartość większą niż złotówka dla Polaków. A jednak zdecydowano, że waluty narodowe przejdą do historii – bo to leży w interesie narodowym. Ten aspekt warto odnotować – z punktu widzenia polskiej dyskusji wokół euro.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 02/2014