Film zabiera nas w dziwną, nierzeczywistą podróż do świata zamieszkanego przez postacie jak najbardziej rzeczywiste. Inspiracją stała się postać Jaromíra Nohavicy, czeskiego pieśniarza, kompozytora i poety, którego w Polsce specjalnie przedstawiać nie trzeba. Twórca wydanej niedawno płyty “Babylon" koncertował u nas wielokrotnie, mieszka w Czeskim Cieszynie, często też podkreśla swoje związki z Polską. Przyjaźni się z Jackiem Kaczmarskim, ale w pejzażu czeskiej kultury jest kimś innym niż twórca “Murów".
Bardziej liryczny niż publicystyczny, Nohavica nigdy nie widział siebie w roli dysydenckiego barda. Największą popularność zdobył już po “aksamitnej rewolucji" i zawsze, co podkreśla, czuł się bardziej kuglarzem niż romantycznym wajdelotą. Mieszając elementy piosenki poetyckiej spod znaku Okudżawy i Wysockiego ze słowiańskim folkiem, wypracował własną formułę sceniczną. Ostatnio nie stroni też od ostrzejszych, bardziej rockowych brzmień.
Zafascynowany artystą Zelenka towarzyszył Nohavicy w 2000 r. podczas trasy koncertowej z popularnym zespołem Czechomor. Wtedy to właśnie zrodził się pomysł na film. Jego bohaterem jest uzależniony od alkoholu charyzmatyczny muzyk, twórca “alkoholowej teorii", godnej najtęższych w tej dziedzinie mistrzów pióra. Wciągając w swą orbitę innych, filmowy Nohavica zmienia ich dotychczasowe życie, sam zaś do końca pozostaje postacią wyobcowaną i nieodgadnioną. Opowieść rozpoczyna się w ośrodku odwykowym dla alkoholików, gdzie Nohavica zgłasza się dobrowolnie wraz ze swym muzycznym partnerem Karelem Plíhalem (w rzeczywistości również znanym czeskim muzykiem), który nie ma co prawda podobnych problemów, ale desperacko pragnie ukryć się przed światem. Sceny w zakładzie, choć odmalowane ze szczyptą groteskowej fantazji, oparte są na osobistych doświadczeniach Nohavicy, który na przełomie lat 80. i 90. sam zmagał się z nałogiem.
Do ośrodka przyjeżdża również niejaki Holman, nawiedzony holenderski filmowiec, by nakręcić dokument o skutecznych metodach walki z alkoholizmem w Republice Czeskiej. W tej roli dokumentalista Jan Prent, postać niezwykle malownicza: wielbiciel corridy, były alkoholik, obecnie przemierzający świat z kamerą pracownik Światowej Organizacji Zdrowia. Nohavica od początku go intryguje: udało mu się przezwyciężyć chorobę, pracuje teraz w ośrodku jako wolontariusz i właśnie zakłada grupę muzyczną, zapraszając do współpracy bardzo niekonwencjonalnych muzyków, przygrywających dotychczas głównie na weselach i pogrzebach.
Czechomor wraz z Nohavicą wyruszają na podbój Czech. Towarzyszy im “latający Holender", a także gitarzysta Plíhal - odklejony od rzeczywistości współczesny jurodiwyj. Ilustracją są autentyczne zdjęcia z trasy, to one przybliżają fenomen grupy, której koncerty gromadziły w Czechach wielotysięczną i bardzo różnorodną publiczność; grupy nieporównywalnej z niczym na polskim rynku muzycznym. Zelenka nie zajmuje się jednak analizą sukcesu muzyków. Interesuje go inny aspekt sławy - wzajemne oddziaływanie artystycznych indywidualności, ciężar popularności, tajemniczy, nieomal alchemiczny wymiar tworzenia. Pytanie: jaki jest naprawdę Jaromír Nohavica, okazuje się właściwie pretekstowe i pozostaje bez odpowiedzi. “Rok diabła" stara się raczej opisać nieuchwytną aurę, którą roztacza wokół siebie artysta. I robi to brawurowo, łącząc poważną refleksję ze specyficznym, cieniutkim humorem, przywodzącym na myśl kino Bustera Keatona czy Jarmuscha.
Zelenka i jego aktorzy w wyrafinowany sposób bawią się ową dwoistością, a w tej zabawie raz po raz odsłania się wymiar zgoła demoniczny. Tytułowy “rok diabła" oznacza przecież walkę o duszę, która w każdym z przypadków zbacza na inne manowce. Nohavicy ten czas upływa w cieniu butelki i sławy, która coraz bardziej go przytłacza. Dokumentalista Jan Holman niczym hiena czyha z kamerą, aż terapia odwykowa Jaromíra zakończy się klęską - to on sam jednak, ów człowiek we wszystkim “szukający Boga", odda się we władanie alkoholowego demona. František, gitarzysta Czechomora, zaczyna mieć problemy z tożsamością i niebezpiecznie upodabnia się do leadera grupy. W dodatku nawiedza go duch zmarłego kolegi, z którym występował niegdyś w praskim kabarecie transwestytów. I wreszcie Plíhal, najwrażliwszy z nich, uważany przez przyjaciół za anioła - najpierw traci dar mowy, a wreszcie w cudowny sposób przenosi się w inny wymiar istnienia...
W filmie pojawia się także groteskowa, choć zarazem budząca trwogę postać Jaza Colemana. Muzyk postpunkowej grupy “Killing Joke", znany w ostatnich latach z symfonicznych aranżacji muzyki rockowej, wciela się u Zelenki w postać diabolicznego kapłana, kuszącego poczciwych chłopców z Czechomora wizją kariery filharmonicznej. Aranżując psychodeliczne rytuały na poprzemysłowej czeskiej pustyni usiłuje przeciągnąć ich na swoją stronę. Postacie stworzone przez Colemana i Prenta uosabiają także (w mniej lub bardziej satyrycznej formie) wampiryczną wręcz fascynację zblazowanej zachodniej kultury środkowoeuropejską egzotyką.
“Rok diabła", zwycięzca ubiegłorocznego festiwalu w Karlowych Warach, przebój czeskich ekranów, sprowadzony do Polski za sprawą młodej firmy dystrybucyjnej Przemysława Wojcieszka, to kino, które wywołuje szczególny dreszcz. Każdy niepoprawny kinofil dobrze zna ten rodzaj rozkoszy: świat przedstawiony na ekranie jest dlań cudownie nieoczywisty, jego “ontologiczny" status do końca pozostaje niejasny, ale pytanie, co tu jest fikcją, a co faktem, szybko przestaje być kwestią fundamentalną. Wszystko rozgrywa się w jakiejś magicznej, nadrealnej przestrzeni.
"Rok diabła" to film w istocie szamański, niełatwo też daje się sklasyfikować. Z jednej strony przypomina specyficzny podgatunek fikcyjnego dokumentu, mający swój niedościgły wzór w “Zeligu" Woody Allena, z drugiej - przywołuje tradycję dokumentalnego filmu muzycznego. Wenders w “Buena Vista Social Club" dokonywał podobnej z pozoru manipulacji; zarzucano mu w związku z tym nadmierną kreacyjność. Zelenka w swej filmowej balladzie niczego przed nami nie udaje i na dobrą sprawę wcale nie musimy mu wierzyć. Gra bowiem toczy się nie tyle o prawdziwość zarejestrowanego faktu, ile o prawdę emocji, którą iście kuglarskimi metodami udaje się twórcy wywołać.
"ROK DIABŁA" ("Rok dăbla"). Scen. i reż.: Petr Zelenka, zdj.: Miro Gabor, muz.: Jaromír Nohavica & Czechomor, wyst.: Jaromír Nohavica, Karel Plíhal, Jan Prent, Jaz Coleman, František Černý, Radek Poboril, Michal Pavlík, Radek Klucka i inni. Prod. Republika Czeska 2002. Dystryb. Traffic Films.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















