Bajki japońskie

Był to rok 1916. I nie tylko tak mogę powiedzieć; mogę też powiedzieć o sobie: żyłem wtedy, w 1916. Działo się to na jakichś obszarach Rosji, nie umiałem jeszcze czytać i pisać, ale czytane mi książeczki istniały w mojej świadomości. Były to książeczki wydawane przez Księgarnię Idzikowskiego, przedsiębiorstwo przeniesione z Warszawy do Kijowa i starające się odpowiedzieć na potrzeby czytelników najmłodszych.
Czyta się kilka minut

Wśród nich wyróżniałem bajki japońskie układane przez Remigiusza Kwiatkowskiego. Chyba dorwał się on do jakiegoś zbioru bajek, które tłumaczył wierszem, zaopatrując je w orientalne rysunki, bo zapamiętałem kimona i bardzo mi się podobały. W każdym razie Japonia zajmowała w mojej wyobraźni miejsce specjalne. Moja przyszła żona na pewno musiała być Japonką.

Z bajek orientalnych Remigiusza Kwiatkowskiego zapamiętałem tylko jedną: o królowej smoków. Mieszkała na dnie morza i była kapryśna, czy też może jej lekarze byli kapryśni. Zadysponowali, że musi dostać małpią wątrobę i król smoków natychmiast rozkazał wybrać stworzenie znane z tego, że bywa na górze, tj. na powierzchni morza. Była to meduza, która zupełnie nie przypominała kształtem dzisiejszej meduzy, miała muszlę i nogi, którymi wiosłowała.

Rozkaz króla smoków musiał zostać spełniony. Wysłano meduzę na powierzchnię wód z wyraźnym poleceniem zdobycia małpiej wątroby. Cóż miała robić, wypłynęła na powierzchnię i zobaczyła wyspę. Powiadomiła swoich nadzorców, że jeżeli małpia wątroba - to może być tu. Podpłynęła do wyspy i najbardziej kuszącym głosem zaczęła zachwalać uroki innej wyspy. Mieszkanki wyspy uległy pokusie i jedna z nich wskoczyła na muszlę, ale zaledwie oddalili się od brzegu, małpa, słysząc opowieść o królowej smoków, złapała się za głowę i oświadczyła, że stało się wielkie nieszczęście, ponieważ zapomniała swoją wątrobę, wiszącą na orzechu.

A meduza głupiogłowa

uwierzyła w małpie słowa.

I nastąpił powrót do wyspy oraz skok małpy na najbliższą palmę i jej urąganie. Tak się skończyła nieudana wyprawa. Powrót na dwór królewski nie okazał się dla meduzy pomyślny:

Wnet schwycili ją żołnierze

co ma, każdy do rąk bierze

i tak zbili ją niestety

aż na kupkę galarety.

Ktoś może się zdziwić, że bajkę, którą czytano mi w wieku lat pięciu, zapamiętałem. Mnie też to dziwi.

Tajemnicą jest dla mnie pochodzenie innej bajki, o rodzinie kotów: czy także była to bajka japońska? Bo przyznam się szczerze, że nie pamiętałem wcale bajki niejapońskiej, która by kocią rodzinę przedstawiała jako skupienie kilku pokoleń. A więc wujków, kuzynów i bratanków. Była to opowieść o rodzinie odwiedzającej babunię i zapamiętałem swawolnika pod nazwą Psik oraz jego podstępne czynności:

Psik wstrzymuje zegar łapką,

żeby dłużej pobyć z babką.

Na tym kończę mój cykl "Spiżarnia literacka".

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 25/2004