Pradawna małpa: trzy metry wzrostu, trzysta kilogramów mięśni i kości. Czy ludzkość stoi na ramionach olbrzymów?

Gigantopitek zasługiwał na swoją nazwę. Mało wiemy o jego życiu, ale coraz więcej – o wyginięciu.

23.01.2024

Czyta się kilka minut

Wizualizacja Gigantopithecusa wg AI / Łukasz Kwiatek / DALL-E
Wizualizacja Gigantopithecusa wg AI / Łukasz Kwiatek / DALL-E

Ziemia była kiedyś planetą małp. Geolodzy nazywają tę epokę miocenem – zaczęła się ok. 23 mln lat temu, skończyła 5,3 mln lat temu. Był to czas dużych przemian: kontynenty znajdowały się już wprawdzie blisko pozycji, które zajmują obecnie, ale płyty tektoniczne mocno na siebie naciskały, co prowadziło do wypiętrzania się wielkich pasm górskich: Himalajów, Alp czy Andów. Półwysep Arabski, wówczas połączony z Afryką, uderzył w Eurazję, zamykając od wschodu dzisiejsze Morze Śródziemne – relikt Oceanu Tetydy, oddzielającego przez prawie 200 mln lat te dwie masy lądu. W ten sposób ok. 19 mln lat temu utworzyło się połączenie lądowe między kontynentami, a przed zwierzętami, które wyewoluowały w Afryce, otwarły się całkowicie nowe możliwości.

Skorzystały z nich m.in. gomfotery należące do trąbowców (podobnie jak słonie, mamuty i mastodonty), które weszły do Eurazji, by później dotrzeć nawet do Ameryki Północnej. To od nich pochodzi nazwa pomostu lądowego, dzięki któremu afrykańska fauna mogła zacząć kolonizację nowych światów. Wkrótce ten sam „pomost gomfotera” pokonały również m.in. małpy człekokształtne – te pozbawione ogona – które w Eurazji, w ciepłym z początku miocenie, natrafiły na ziemię obiecaną. 

Komu szkodziły owoce

Tereny te w dużej mierze porośnięte były wówczas przez wiecznie zielone lasy, w których nie brakowało drzew rodzących najróżniejsze słodkie owoce, w tym przodków dzisiejszej jabłoni. To właśnie na owoce – rzadziej na gałązki, liście czy orzechy – rzuciły się nowo przybyłe do Eurazji małpy. I przynajmniej niektóre musiały to przypłacić bólem zębów – z terenu Węgier znamy skamieniałości rudapiteków (przypominających dzisiejsze szympansy) ze śladami próchnicy. U małp żyjących dzisiaj na wolności problemy dentystyczne też się zdarzają, ale bardzo rzadko – i między innymi to sugeruje, że mioceńskie małpy z Eurazji zajadały się nasyconymi cukrem owocami częściej niż ich współcześni krewniacy.

Po dotarciu do Eurazji małpy człekokształtne szybko się zróżnicowały, co zresztą często zdarza się populacjom zasiedlającym nowe tereny. Różne grupy mogą wówczas zająć swoje własne nisze, ułożyć własne diety i dostosować się do nieco innego stylu życia. Paleoprymatolodzy, czyli specjaliści od wymarłych naczelnych, zawzięcie kłócą się dzisiaj o to, ile różnych gatunków tych małp żyło wówczas w lasach deszczowych ciągnących się od Hiszpanii po Chiny i jakie więzy pokrewieństwa je łączyły – opisano ich już dziesiątki, a przecież możemy się spodziewać, że znaleźliśmy tylko ślady ułamka tych, które istniały. Stopień ich zróżnicowania był wysoki: niektóre ważyły zaledwie trzy kilogramy, inne posturą przypominały goryle. Najprawdopodobniej znacznie więcej gatunków występowało w Eurazji niż w Afryce, bo o dziwo, z tego ostatniego kontynentu, choć był on kolebką wszystkich małp (i człowieka), znamy jedynie garstkę skamieniałości małp człekokształtnych żyjących między 15 i 7 mln lat temu.

Niektórzy badacze, z Davidem Begunem z Uniwersytetu w Toronto na czele, przypuszczają nawet, że afrykańska linia małp człekokształtnych wówczas całkowicie wymarła, a te gatunki, które żyją w Afryce dzisiaj – czyli szympansy i goryle – są potomkami małp, które nie później niż 7 mln lat temu wróciły z Eurazji do Afryki. To by oznaczało oczywiście, że także my należymy do ich spadkobierców.

Nie jest jasne, czy tak było w rzeczywistości, ale europejskie człekokształtne miałyby dobry powód, by wrócić do Afryki: ok. 10 mln lat temu klimat się osuszył i ochłodził, co doprowadziło do przerzedzenia lasów deszczowych. Znikł wówczas cały szereg europejskich leśnych zwierząt (tapiry, nosorożce, nimrawidy – drapieżniki przypominające koty – czy amficjony, znane też jako niedźwiedziopsy). Innym grupom udało się przetrwać tylko dlatego, że zdążyły przenieść się z Eurazji do Afryki – jak przodkowie dzisiejszych żyraf, hipopotamów czy hien. Te dramatyczne wydarzenia paleontolodzy określają mianem kryzysu Valesianu (Valesian to nazwa tej części miocenu).

WIELKIE WYZWANIA: ANTROPOCEN

Przyglądamy się największym wyzwaniom epoki człowieka oraz drodze, która zaprowadziła nas od afrykańskich sawann do globalnej wioski. Omawiamy badania naukowe i dyskusje nad interakcjami między człowiekiem i innymi elementami przyrody – zarówno tymi współczesnymi, jak i przeszłymi. CZYTAJ WIĘCEJ W SERWISIE SPECJALNYM >>>

Pierwsze kroki

Co ciekawe, europejskie człekokształtne mogły ten kryzys przejść… na dwóch nogach. Początki dwunożności to kolejny temat wywołujący dzikie awantury w środowisku naukowym, bo opinie badaczy różnią się o miliony lat, ale pojawiają się i takie głosy, że to właśnie jakiś sprytny przedstawiciel europejskiego gatunku dokonał małego kroku dla małpki, ale wielkiego dla człekokształtnych – i zaczął chodzić. Mógł to być bliski krewniak lub potomek Danuvius guggenmosi – opisanej w 2019 r. w „Nature” małpy z Bawarii, mierzącej metr i ważącej 17-30 kg, która najwyraźniej przystosowana była zarówno do sprawnego wspinania się po drzewach, jak i stąpania po ziemi w pozycji wyprostowanej (czyli inaczej, niż robią to dzisiaj szympansy, goryle i orangutany, które wprawdzie potrafią przejść na dwóch nogach krótsze odległości, ale najchętniej podpierają się na knykciach). Materiał kopalny, jakim dysponujemy, jest jednak zbyt skąpy, byśmy mogli rozstrzygnąć kwestię pierwszych kroków na drodze do dwunożności.

Na odciśnięte w podłożu ślady istoty, która prawdopodobnie była całkowicie dwunożną małpą żyjącą ok. 5,7 mln lat temu, natrafili na Krecie polscy badacze z Gerardem Gierlińskim na czele, ale nie jest jasne, czy opisane przez nich w 2017 r. tropy zostawił przedstawiciel naszej linii ewolucyjnej (nasz przodek), czy jakiś nasz jeszcze niezidentyfikowany dalszy krewniak, zajmujący osobną gałąź na drzewie życia. Najbliższe pod względem geograficznej lokalizacji i czasu powstania do śladów z Krety są skamieniałości z Bałkanów opisane jako Graecopithecus freybergi – ale i tak są starsze o ponad 1,5 mln lat, poza tym zachowały się jedynie części czaszki – nie możemy więc nic pewnego powiedzieć o sposobie poruszania się tego stworzenia.

Dwunożność mogła pojawić się u afrykańskich i europejskich człekokształtnych niezależnie, w wyniku działania podobnych nacisków selekcyjnych – i nawet jeśli pierwsze w dziejach planety chodziły małpy europejskie, to i tak mogły one wymrzeć bezpotomnie. Dwunożność nie jest przecież gwarancją nieśmiertelności. My i tak możemy ją (tzn. dwunożność – choć co do nieśmiertelności także trwają spory) zawdzięczać tym naszym afrykańskim przodkom, którzy w miocenie nie zwiedzali – ani na dwóch, ani na czterech kończynach – innych kontynentów.

Gdy morze wyparowało

W Azji sytuacja wyglądała inaczej niż w Europie. Tamtejsze lasy deszczowe nie zniknęły u schyłku miocenu, dlatego azjatyckie małpy bezogoniaste przetrwały, i to w dwóch oddzielnych liniach. Do dzisiaj jedną z tych linii reprezentują żyjące w Azji Południowo-Wschodniej gibony i siamangi, które nie mają sobie równych w skakaniu między koronami drzew, drugą zaś – większe i mniej zwinne, zamieszkujące jedynie Borneo i Sumatrę orangutany. Te ostatnie formalnie zalicza się do małp człowiekowatych – podobnie jak występujące w Afryce goryle, szympansy zwyczajne i bonobo (a także ludzi). Linie gibonowatych i człowiekowatych rozdzieliły się ok. 18-19 mln lat temu, a więc mniej więcej w tym samym czasie, gdy otwarła się lądowa droga z Afryki do Eurazji. Parę milionów lat później zaczęły się rozchodzić drogi człowiekowatych.

Po miocenie nadszedł pliocen, a po nim nastał plejstocen (zapoczątkowany ok. 2,58 mln lat temu). W tym czasie także dochodziło do dramatycznych zjawisk. Jeszcze w miocenie, niemal 6 mln lat temu, Morze Śródziemne zostało odcięte od Atlantyku i wyparowało – tereny te stopniowo zmieniły się w solną pustynię. Geolodzy nadali temu zdarzeniu nazwę kryzysu messyńskiego. Nawet jeśli jakieś małpy (np. oreopiteki, zamieszkujące ok. 7-8 mln lat temu wyspę ciągnącą się od Sardynii po Toskanię) zapuściły się na te osuszone tereny, to ślady po nich zostały bezpowrotnie utracone, gdy 5,33 mln lat temu Cieśnina Gibraltarska znów się otwarła – i bezmiar wód w ciągu zaledwie kilku lat ponownie wypełnił Morze Śródziemne. To zdarzenie, znane jako powódź zanklu, zakończyło kryzys messyński, być może wywołując globalne zmiany klimatyczne, a także przekreśliło marzenia jakiejkolwiek małpy o bezpośredniej podróży z Europy do Afryki lub w drugą stronę.

Nie wiemy zbyt wiele o przodkach azjatyckich człekokształtnych – gibonów ani orangutanów – z miocenu i pliocenu. Ale niedawno lepiej poznaliśmy plejstoceńską historię innego przedstawiciela tej azjatyckiej części naszej rodziny, i to będącego najbardziej majestatyczną małpą, jaka kiedykolwiek chodziła po świecie: gigantopiteka.

Porownanie żuchwy gigantopiteka (z lewej) z żuchwami antycznego (w środku) i współczesnego Homo sapiens / Materiał prasowy New York University

Smoczy ząb

Gigantopiteka zawdzięczamy Ralphowi von Koenigswaldowi. Ten niemiecko-holenderski badacz wyruszył w latach 30. XX w. do Azji, by polować na małpoluda – dość tajemniczą istotę, opisaną pod koniec XIX w. przez pioniera paleoantropologii i swojego rodaka Eugène’a Dubois na podstawie trzech znalezionych na Jawie, nad rzeką Solo, fragmentów szkieletu. Dziś tamtego „małpoluda” uznajemy za jednego z pierwszych przedstawicieli naszego rodzaju i nazywamy Homo erectus. Wiemy też, że jego przodkowie najpóźniej ok. 1,8 mln lat temu opuścili Afrykę i dotarli do Eurazji. Z tego okresu pochodzą ich szczątki znalezione na Kaukazie.

Koenigswald swojego małpoluda znalazł już w latach 1933-1934, zresztą podobnie jak Dubois nad rzeką Solo na Jawie. Razem ze współpracownikami opisał aż 12 czaszek pochodzących z jednego miejsca, obecnie datowanych na zaledwie 117-108 tys. lat. Na ogół uznaje się je za ostatnich przedstawicieli Homo erectus.

Kolejny rok Holender spędził w Chinach. Zaczął wówczas odwiedzać lokalne apteki i wypytywać o sprzedawane w nich skamieniałe „smocze zęby”, które lokalni uzdrowiciele polecali ścierać na proszek i pić z wodą. Koenigswaldowi nic poważnego nie doskwierało – bolało go wyłącznie to, że cenne skamieniałości trafiały do żołądków, a nie muzeów. „Smocze zęby” w rzeczywistości należały do różnych kopalnych ssaków – w tym małp. Gdy nauczył się w końcu na tyle chińskiego, by móc otrzymać receptę i dogadać się w aptekach, Koenigswald z czasem wszedł w posiadanie czterech olbrzymich zębów kopalnej małpy (każdy z nich musiał należeć do innego osobnika). Nie przypominały niczego, co znał wcześniej, więc nadał im nową nazwę gatunkową: Gigantopithecus blacki.

Nie były to jedyne wyróżniające się rozmiarem azjatyckie skamieniałości przerośniętej małpy – wcześniej powołano do istnienia takie gatunki jak Meganthroupus palaeojavanicus, a nawet Gigantopithecus giganteus – jednak nowy gatunek zidentyfikowany przez Koenigswalda musiał górować nad nimi wszystkimi. Z tego powodu znaleziony na północy półwyspu indyjskiego G. giganteus zaczął częściej funkcjonować jako Indopithecus giganteus. Król dżungli mógł być tylko jeden.

Nasz pradziad olbrzym

Dzisiaj gigantopiteka (G. blacki) znamy z ok. 2 tys. zębów i czterech fragmentów żuchwy – tyle przyniosły polowania paleoantropologów prowadzone zarówno w chińskich aptekach, jak i jaskiniach, w których gigantopiteki najwyraźniej lubiły przebywać. Nie mamy nawet najmniejszego kawałeczka innych kości, ale jeśli gigantopitek nie był wyjątkowo nieproporcjonalną małpą, to można zakładać, że osiągał ok. 3 metry wzrostu i wagę 200-300 kg.

Co ciekawe, to wcale nie Koenigswald jako pierwszy poinformował świat naukowy o odkryciu tego giganta. Zanim zdążył to zrobić, rozpętała się druga wojna światowa, Japonia dokonała inwazji na Jawę, na którą Koenigswald wrócił – i jako obywatel Holandii trafił do obozu dla jeńców (udało mu się uchronić swoją kolekcję okazów, choć jedna czaszka została posłana cesarzowi). Całą historię odkrycia gigantopiteka opowiedział wówczas współpracownik Koenigswalda –  Franz Weidenreich – w wykładzie dla Amerykańskiego Towarzystwa Etnologicznego w Nowym Jorku. Potem postarał się o formalną zgodę od rządu Indii Holenderskich i treść swojego referatu opublikował w 1944 r. w „Science”. Weidenreich twierdził w tekście, że Koenigswald się pomylił – błędnie uznał gigantopiteka za małpę. Jego zdaniem należał on do rodzaju ludzkiego – należałoby mu więc zmienić nazwę na Gigantanthropus. Przy czym istota ta nie miała być żadnym odszczepieńcem – tylko naszym bezpośrednim przodkiem. Weidenreich przekonywał więc, że pochodzimy od olbrzymów! Jego argumentację, opartą na rzekomo największym podobieństwie tych czterech zębów do zębów współczesnych ludzi, Koenigswald obalił po wojnie. Gigantopitek ostatecznie obronił się jako małpa.

Warto chodzić po drzewach

W zakrojonych na szeroką skalę badaniach, których wyniki przedstawiono właśnie w „Nature”, Yingqi Zhang i współpracownicy przeanalizowali skamieniałości gigantopiteka oraz osady z 22 jaskiń, w których je znaleziono. Badacze szukali odpowiedzi na pytanie o to, co doprowadziło do wyginięcia tej nieoczywistej małpy. Posłużyli się całą baterią metod: sześcioma różnymi technikami datowania, analizą pyłków roślin, które znalazły się wśród osadów, czy śladów chemicznych zostawionych w zębach, niosących informacje o diecie zwierzęcia. Wyłania się z nich opowieść o małpie prosperującej ok. 2,3 mln lat temu w gęstym lesie deszczowym, z rzadka przecinanym łąkami i polanami. Ślady chemiczne uwiecznione w zębach wskazywały na bogatą dietę, której podstawą musiały być owoce.

Jednak ok. 700 tys. lat temu krajobraz zaczął się zmieniać: lasy stały się rzadsze, przybyło otwartych terenów, co oznaczało, że gigantopiteki musiały zmodyfikować swoją dietę. Zawierała ona wówczas więcej błonnika i była mniej odżywcza. Liczba skamieniałości z tego okresu spada, więc populacje gigantopiteków musiały się już wówczas solidnie skurczyć. Jednocześnie rozmiary tych skamieniałości rosną – a więc z jakiegoś powodu odpowiedzią gigantopiteków na utrudnione warunki żywieniowe były dalsze inwestycje we wzrost rozmiarów ciała. Te nietrafione inwestycje mogły przypieczętować ich los. Między 295 tys. i 215 tys. lat temu zapis kopalny gigantopiteków się urywa.

Ci sami naukowcy sprawdzili również, co te same metody badawcze powiedzą o historii orangutana chińskiego Pongo weidenreichi (nazwanego na cześć współpracownika Koenigswalda) – prawdopodobnego plejstoceńskiego przodka współczesnych orangutanów. Tej małpie w całym tym okresie udało się utrzymać bogatszą, bardziej owocową dietę. Współautorka badań, Kira Westaway, sugerowała w rozmowie z „Nature”, że orangutany chińskie, dużo bardziej zwinne i zdolne do wspinania się po drzewach, mogły wyspecjalizować się w zjadaniu owoców, które były poza zasięgiem gigantopiteków. Orangutany zresztą wybrały rozsądniejszą ewolucyjną ścieżkę – zmniejszyły w ciągu ostatnich setek tysięcy lat rozmiary ciała o ok. 20 proc. To pozwoliło im przetrwać w kurczących się siedliskach.

Małpia natura

Nie ma niczego dziwnego w tym, że owoce znajdują się w centrum tej opowieści – są one nieodłącznym elementem całej małpiej historii. Gdy ponad 50 mln lat temu, już po upadku dinozaurów, drzewa owocujące zaczęły dominować w afrykańskich lasach, prymitywne jeszcze wówczas naczelne zaczęły szybko się zmieniać i różnicować. Prawdopodobnie to właśnie owocom małpy zawdzięczają kolorowe widzenie, sprawne dłonie i duże mózgi – te gatunki, które swoją dietę opierają właśnie na owocach, mają o 25 proc. więcej tkanki nerwowej niż małpy żywiące się głównie liśćmi.

W tym samym czasie, w którym wypychane z kurczących się lasów gigantopiteki głodowały na azjatyckich łąkach, w Afryce inny rodzaj małpy człowiekowatej stawał przed podobnymi wyzwaniami. Przodkowie tej małpy – australopiteki – trafili na sawannę, gdzie nauczyli się gustować w bulwach czy korzeniach roślin. To jednak nie był najlepszy wybór, bo trudna w przyswojeniu dieta wymagała długiego trawienia i przeżuwania. Część tej samej populacji sawannowych małp poszła więc w inną stronę – nauczyła się wytwarzać kamienne narzędzia, które otwarły przed nimi możliwości dobierania się do padliny (wyjadania szpiku czy mózgu), a potem także polowania na coraz większe zwierzęta.

Ok. 1,8 mln lat temu potomstwo tych małp, które zrekompensowały sobie niedobór owoców w diecie mięsem, wkroczyło do Eurazji i dotarło na tereny zamieszkiwane przez gigantopiteki. I choć przedstawiciele naszego własnego gatunku dotarli do Chin 200 tys. lat po wymarciu gigantopiteków, to jednak skrzyżowali się wówczas z innymi populacjami człowieka, zamieszkującymi te tereny od dawna, których przedstawiciele mogli na własne oczy widzieć trzymetrowe małpy. Zresztą dziesiątki tysięcy lat temu w jaskiniach nadal mogło się roić od skamieniałości gigantopiteków – nie wszystkie jeszcze zostały starte na pył i wykorzystane w tradycyjnej medycynie. Niewykluczone więc, że pamięć o gigantopitekach przetrwała w naszej kulturze – w baśniowych opowieściach o Yeti czy Wielkiej Stopie. 


 

Projekt dofinansowany ze środków budżetu państwa, przyznanych przez Ministra Edukacji i Nauki w ramach Programu „Społeczna Odpowiedzialność Nauki II”.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Filozof i kognitywista z Centrum Kopernika Badań Interdyscyplinarnych oraz redaktor działu Nauka „Tygodnika”, zainteresowany dwiema najbardziej niezwykłymi cechami ludzkiej natury: językiem i moralnością (również ich neuronalnym podłożem i ewolucją). Lubi się… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 4/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Takich małp już nie ma