Bajka tylko dla dorosłych

Pewnie nie powinno się wogóle opowiadać treści tego filmu. Łatwo urazić czyjeś poczucie smaku izniechęcić do pójścia do kina. Zdrugiej strony, amatorzy perwersji iobsceny, skuszeni powierzchownym opisem, mogą później poczuć się oszukani - film nie ma wsobie nic zpornograficznego spektaklu.
Czyta się kilka minut
Marianne Faithfull jako Irina /
Marianne Faithfull jako Irina /

Jest też pewnie trzecia kategoria widzów: niepodatna ani na łatwe zgorszenia, ani na tanią podnietę - za to podejrzliwa wobec wykorzystanych w filmie Sama Garbarskiego fabularnych rozwiązań. Rzeczywiście, trudno dać wiarę historii Iriny Palm, historii - by użyć popularnej ostatnio frazy - "wyssanej z brudnego palca". Trudno nie uśmiechnąć się pod wąsem czytając, że Garbarski, belgijski reżyser o polskich korzeniach, bohaterką swego filmu uczynił starszą panią z londyńskiego przedmieścia, która decyduje się na pracę w podłym seksklubie. A wszystko po to, by sfinansować kosztowną operację swojego wnuczka i tym samym uratować mu życie.

Ryzykowny pomysł jednak się udaje. I co najważniejsze - bez uczuciowego szantażu, którym wielu twórców (sztandarowy przykład to Lars von Trier w "Przełamując fale" i "Tańcząc w ciemnościach") usiłuje uwiarygodniać swoje filmowe bajki. "Irina Palm" też ma status na poły bajkowy. Bohaterka wystawiona zostaje na najcięższe próby, ale musi w końcu wyjść z nich bez szwanku, pokonać wszystkie dręczące ją potwory, a nawet znaleźć swojego księcia. Od początku nie mamy co do tego wątpliwości, bo taka jest dominująca tonacja filmu. Twórcy, nie szczędząc twardych realiów w opisie warunków życia swoich bohaterów, zachowują pogodny dystans, a ciepły humor skutecznie rozbraja ciężką aurę. Rozgrzeszona zostaje także moralna dwuznaczność postaci tytułowej. I właśnie ów mało kategoryczny ton, dopuszczający rozmaite odcienie i nastroje, czyni tę nieprawdopodobną i mocno skandalizującą opowieść przekonującą.

Irina Palm nie jest prawdziwym imieniem bohaterki filmu. Taki pseudonim przyjmuje nieśmiała wdowa, kiedy przekracza próg klubu "Sexy World", położonego w rozrywkowym centrum Londynu. Ubrana w roboczy fartuch, bardziej przypomina sprzątaczkę niż prostytutkę. Ale też praca wcale nie wymaga od niej wyzywającego wyglądu. Irina siedzi godzinami w swojej ponurej kanciapie i masturbuje klientów przez otwór w ścianie. Wiele ją kosztuje to zajęcie. By wpaść w beznamiętną zawodową rutynę, musi najpierw zabić w sobie wstręt, wstyd, strach, zagłuszyć wątpliwości. Musi stać się niemyślącym i nieczującym automatem.

Chwile zwątpienia szybko jednak mijają, kiedy przypomni sobie cel, dla którego dobrowolnie weszła w tę otchłań. Mały Olly cierpi na poważną chorobę krwi. Jego rodzice, syn i synowa Iriny, są ludźmi zepchniętymi na margines społeczeństwa, a może po prostu niezaradnymi życiowo, pogrążonymi w apatii. Irina, po licznych próbach zdobycia pieniędzy, porywa się na ten desperacki akt ze wszystkimi jego konsekwencjami. Ta decyzja może zachwiać podstawami całej rodziny, może skazać ją na społeczne wykluczenie, może wreszcie okaleczyć psychicznie na resztę życia. Ale na przekór sobie i innym, Irina postanawia wypełnić swój plan do końca.

Zanim rzucimy w Irinę kamieniem, warto przyjrzeć się bliżej miejscu, w którym zdecydowała się zarabiać pieniądze. Lokal świadczący anonimowe usługi seksualne jest czymś w rodzaju wilgotnej piwnicy (Slavoj Žižek nazwałby to pewnie ciemnym id dzisiejszego społeczeństwa). To tu po kryjomu, pod osłoną nocy, mężczyźni kupują sobie krótkie spazmy rozkoszy z rąk kobiet bez imienia i twarzy. Klienci klubu tworzą rodzaj demokratycznej wspólnoty. W kolejkach ustawiających się do Iriny zobaczyć można młodych i starych, przystojnych i szpetnych, przedstawicieli różnych klas, o różnych kolorach skóry. Jakie powody skłaniają ich do wyboru aż tak upadlającej dla obu stron formy płatnego seksu?

Po drugiej stronie spotkać można jeszcze innych nieszczęśników i pariasów. Szef klubu, Miki (w tej roli świetny Miki Manojlović, znany choćby z "Undergroundu" Kusturicy), to przedstawiciel lokalnego półświatka, a zarazem uciekinier z Bałkanów i - jeśli wierzyć jego zmęczonej twarzy - człowiek po przejściach. Jego pracownice rekrutują się głównie z różnej maści emigrantek, które próbują zapewnić przetrwanie sobie i swoim najbliższym.

Irina schodzi więc do piekieł, odkrywa świat poniżenia i samotności. Ale, co najciekawsze, sama pozostaje w tym wszystkim nietknięta, a przynajmniej nie do końca zbrukana. Zachowuje mimo wszystko ludzką godność i prawie niezmąconą pogodę ducha, albowiem sama zdążyła już piekła doświadczyć. A było to w dniu, w którym dowiedziała się, że mały Olly może niedługo umrzeć.

Historia opowiedziana przez Garbarskiego ma w sobie lekkość i wdzięk. Wielka w tym zasługa odtwórczyni roli głównej. Irinę Palm zagrała 61-letnia Marianne Faith­full, charyzmatyczna wokalistka rockowa, ikona epoki hippisów, przyjaciółka i muza Micka Jaggera z The Rolling Stones, również aktorka ("Intymność" Patrice'a Chéreau, "Maria Antonina" Sophii Coppoli). To właśnie jej, wcale niemistrzowska, ale niewymuszona, dyskretna gra, naturalny sposób, w jaki się porusza i patrzy, wypełniają tę bajkę dla dorosłych niezwykłą serdecznością i ludzkim ciepłem.

Wydaje się, że bardziej profesjonalna aktorka mogłaby odebrać roli Iriny jej wzruszającą łagodność, mogłaby zmącić tlące się w jej oczach ogniki. Tymczasem w interpretacji Faithfull Irina nie jest ani heroiczna, ani odrażająca. Ma za to w sobie światło, które rozświetla opisywaną w filmie brutalną rzeczywistość. A zarazem każe nam przymknąć oko na meandry scenariusza, lawirującego dość beztrosko między psychologicznym dramatem o ciężarze ofiary a "niepoprawną komedią romantyczną" - jak mówi o swoim filmie sam reżyser.

"IRINA PALM" - reż.: Sam Garbarski; scen.: Philippe Blasband, Martin Herron, Sam Garbarski, zdj.: Christophe Beaucarne; muz.: Ghinzu; wyst.: Marianne Faithfull, Miki Manojlović, Kevin Bishop, Siobhan Hewlett, Dorka Gryllus i inni; prod.: Belgia/Luksemburg/Wielka Brytania/Niemcy/Francja 2007; dystryb.: Gutek Film; w kinach od 7 września.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 36/2007