Nie czekajcie na nowego Havla, nie czekajcie na prezydenta Pavla, nie czekajcie też na Minářa – apelował Mikuláš Minář do rodaków. Wzywał, by się angażowali, nie czekając także na niego. Apel swój kierował do kilkuset tysięcy ludzi, którzy w sobotę 21 marca zebrali się na błoniach Letnej w Pradze. 33-letni Minář jest współzałożycielem stowarzyszenia Milion Chwil dla Demokracji. Ono zorganizowało ten antyrządowy protest.
Protest w Pradze przeciw rządom Andreja Babiša
Miał on zwrócić uwagę na zagrożenie, jakim są erozja demokracji i oligarchizacja systemu politycznego pod rządami Andreja Babiša. Uczestnicy wzywali do zaprzestania szkodliwych dla demokracji zmian, które wdraża Babiš. Apelowano też do opozycji, by w obronie demokracji wykazała elastyczność i rozważyła tolerowanie mniejszościowego rządu ANO, partii Babiša – tak, by mógł on zrezygnować z koalicji z partiami antyunijnymi: Wolność i Demokracja Bezpośrednia Tomia Okamury (SPD) i Kierowcy dla Siebie (AUTO).
Liderzy Miliona Chwil wezwali też partie polityczne do większego otwarcia na młodych i zerwania z „wujokracją”. Zwrócili się również do uczestników protestu, aby angażowali się w politykę, nie tylko protestując.
Atmosfera protestu, mimo ponurych okoliczności, jakie obserwujemy w ostatnich miesiącach nad Wełtawą, była radosna i wiosenna. Scenę na Letnej wieńczył transparent z hasłem „Lew się budzi. Wiosna jest tutaj”. Nawiązując zapewne do lwa, który widnieje w godle Republiki Czeskiej, chciano dodać otuchy.
Czesi bronią demokracji
Choć było dość chłodno, na Letną przyszli licznie rodzice z dziećmi. Dla nich utworzono specjalny sektor, z którego ulatywały bańki mydlane. Widziałam też wiele grup młodzieży w wieku szkolnym. Odziani w czeskie flagi niczym w bohaterskie peleryny, nawzajem malowali sobie na twarzach trzykolorowe serduszka.
Było też sporo seniorów. Jedni popijali herbatę z termosów, inni trzymali domowej roboty kartonowe transparenty. Dla osób z niepełnosprawnościami wydzielono miejsce pod sceną. Organizatorzy zadbali, by nikt nie czuł się dyskryminowany.
Do Pragi zjechali licznie mieszkańcy innych miast – świadczyły o tym ich nazwy na flagach i transparentach: „Liberec nie chce klaunów”, „Wolność potrzebuje obrony. Litomierzyce”. A także: „Stop ruskiej kolaboracji!”. Z kolei hasło „Powstrzymajmy drugą normalizację” nawiązywało do inwazji wojsk Układu Warszawskiego, która w 1968 r. zdusiła reformy Praskiej Wiosny.
Specjalna linia tramwajowa nr 36, kursująca od godz. 13 do 19 co pięć minut, przewoziła ludzi między Letną a stacjami metra. Wielu wybierało jednak spacer. Zarówno przed protestem, zapowiedzianym na godz. 15, jak i potem ciężko było znaleźć wolne miejsce w kawiarni czy hospodzie w promieniu kilku kilometrów od Letnej. Najwyraźniej wielu uczestników chciało ogrzać się po kilku godzinach na rześkim powietrzu.
Babiš i antyunijna narracja
Był to największy od 2019 r. protest antyrządowy. Poprzedni, także przeciw Babišowi, miał miejsce w czerwcu 2019 r. i zgromadził również około ćwierć miliona ludzi w tym samym miejscu. Po czterech latach, jesienią 2025 r., Babiš wrócił do władzy z rekordowo wysokim poparciem i nieprawdopodobnie aroganckimi koalicjantami.
O ile Babiš wciąż kalkuluje, że opłaca mu się narracja antyunijna – premier jest bardziej pragmatykiem niż ideologiem – o tyle jego koalicyjni partnerzy traktują ją poważnie. I dlatego są groźni.

Niedoszły minister spraw zagranicznych i środowiska, Filip Turek z partii Kierowców, powiedział, że nie rozumie powodów do demonstrowania. Jego zdaniem protestowano wciąż przeciw wynikom wyborów. Organizatorów zaś ocenił jako ludzi żyjących z datków na działalność stowarzyszenia. Część z tych, którzy przemawiali na scenie, nazwał „artystami normalizacyjnymi”.
Miał na myśli uznanych aktorów i reżyserów. Byli to m.in. Ivan Trojan, aktor znany w Polsce choćby z tytułowej roli w filmie „Szarlatan” Agnieszki Holland, czy Zdeněk Svěrák, którego znamy np. z oscarowej produkcji „Kola”. Na Letnej zabrzmiał z ust Anety Langerovej hymn aksamitnej rewolucji „Modlitwa dla Marty” – w 1989 r. zaśpiewany przez piosenkarkę Martę Kubišovą, rzeczniczkę dysydenckiej Karty 77.
Spór o media publiczne w Czechach
Protest na Letnej nie był pierwszą w tym roku reakcją na działania Babiša i jego koalicjantów. W lutym w Pradze i czterystu czeskich miejscowościach zorganizowano manifestacje poparcia dla prezydenta Petra Pavla po tym, jak ujawnił on treść esemesów, które otrzymał jego asystent od Petra Macinki, szefa MSZ.
Pavel nie chciał mianować ministrem wspomnianego już Filipa Turka, partyjnego kolegi Macinki. Ten postawił więc prezydentowi ultimatum. Zagroził, że jeśli tego nie zrobi, to „spali mosty w taki sposób, który trafi to podręczników politologii jako ekstremalny przykład kohabitacji”. Pavel odebrał to jako groźby i zgłosił sprawę policji.
Istotniejsze jednak od tej czy innej nominacji są działania rządu – te realizowane i te planowane, które oznaczają osłabienie demokratycznego systemu. Rząd Babiša od początku zapowiada, że zmieni model finansowania mediów publicznych. Dotąd ich budżet opierał się na abonamencie i dochodach z własnej działalności, co gwarantowało radiu i telewizji niezależność i pozwalało na krytykę rządu.
Teraz Ministerstwo Kultury, kontrolowane przez Kierowców, planuje zniesienie abonamentu i wprowadzenie finansowania z budżetu. Uzasadnia to oszczędnościami dla społeczeństwa i rzekomo lepszą przejrzystością. Jest jednak jasne, że o ile model wypracowany po aksamitnej rewolucji miał gwarantować niezależność mediów publicznych, o tyle obecna zmiany to próba ich upaństwowienia i uzależnienia od rządzących.
NGO-sy pod presją
Niepokój budzą też plany utworzenia rejestru dotacji dla organizacji non-profit. Znowu pod pretekstem transparentnego ujawniania ich wydatków, rząd daje sygnał, że chce kontrolować NGO-sy. Spodziewać się należy, że jeśli w przyszłym rejestrze znajdą się organizacje powiązane finansowo z partnerami zagranicznymi, nie będą one mogły ubiegać się o finansowanie z budżetu.
Jak wiadomo, problem z NGO-sami Babiš ma nie od dziś. W jednym z wywiadów powiedział niegdyś, że organizacje pozarządowe to część tzw. deep state, „głębokiego państwa”, a organizację Transparency International (przeciwdziałającą korupcji) określił podmiotem skorumpowanym i opłacanym w celu atakowania jego, Babiša.
To właśnie Transparency International zwracała wówczas uwagę na konflikt interesu Babiša, prywatnie milionera z branży rolno-spożywczej. Dlatego wolno sądzić, że sam w sobie niewinny rejestr dotacji czy też organizacji non-profit może być wstępem do dalszych działań wymierzonych w społeczeństwo obywatelskie i podmioty niepokorne wobec rządu.
Jak zmienia się czeska polityka środowiskowa
Sprzeciw budzą wreszcie czystki w ministerstwie środowiska, które prowadzą ekosceptyczni Kierowcy. Po tym, jak kandydatura Filipa Turka na fotel ministra w tym resorcie została odrzucona przez prezydenta, stworzono dla niego protezę tego stanowiska – w postaci pełnomocnika ds. Zielonego Ładu i polityki klimatycznej. Ministrem został zaś inny, mało znany członek Kierowców, który jest figurantem.
Realnie w ministerstwie rządzi więc Turek i nikt tego nie ukrywa – to on reprezentował już nawet Czechy na ostatniej Radzie Unii Europejskiej. Z resortu zwalniani są długoletni i fachowi pracownicy, których zastępują ludzie z nadania partyjnego. Niektóre stanowiska są likwidowane. Mają też miejsce cięcia finansowe w parkach narodowych, co krytycznie oceniają byli ministrowie środowiska z różnych opcji politycznych, nie wspominając już o organizacjach ekologicznych.
Historyk i publicysta Jan Škvrňák twierdzi, że rządowi chodzi o nieskrępowany rozwój przemysłu. Przypomnijmy, że przewodniczący AUTO, Petr Macinka, był wieloletnim i bliskim współpracownikiem Instytutu Václava Klausa. Były prezydent Czech napisał nawet książkę pt. „Błękitna planeta w zielonych okowach. Co jest zagrożone: planeta czy wolność?”. W rozumieniu Klausa ochrona środowiska jest źródłem ograniczeń dla rozwoju gospodarczego, a efekt cieplarniany to teoria naciągana.
Mniej na obronność, więcej napięcia
„Państwu, które samo się nie zbroi, nikt nie pomoże się obronić” – zabrzmiało ze sceny na Letnej. Bo kolejny zarzut wobec rządu Babiša dotyczy cięć w budżecie Ministerstwa Obrony. To drugi z resortów, na którym próbują oszczędzać Babiš i jego partnerzy.
Armia ma w tym roku dysponować sumą stanowiącą mniej niż 2 proc. PKB, mniejszą niż w 2025 r. To duży cios dla obronności i zobowiązań Czech wobec sojuszników z NATO, którym poprzedni centroprawicowy rząd Petra Fiali obiecywał stopniowe zwiększanie wydatków na zbrojenia do 3,5 proc. PKB w 2030 r.
Sto dni rządu Babiša
Minęło dopiero sto dni rządu Babiša, a przez Czechy przetoczyła się już cała fala protestów. Nie można się jednak spodziewać ustąpienia samego rządu. W to nie wierzą już sami Czesi. Pozostaje im mieć nadzieję na ustępstwa w niektórych kwestiach. Pewne jest tylko, że jeśli Babiš i jego koalicjanci będą kontynuować to, co robią teraz, możemy się spodziewać kolejnych wielkich protestów.
Dr MARTYNA WASIUTA prowadzi portal Czeskapolityka.pl
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















