Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Smutek i gniew

50 lat temu wojska pięciu państw Układu Warszawskiego, w tym PRL, dokonały agresji na Czechosłowację. Nadal częsta jest opinia, że Polacy ją poparli. To jednak nieprawda.

Reklama

Smutek i gniew

Smutek i gniew

11.08.2018
Czyta się kilka minut
50 lat temu wojska pięciu państw Układu Warszawskiego, w tym PRL, dokonały agresji na Czechosłowację. Nadal częsta jest opinia, że Polacy ją poparli. To jednak nieprawda.
Czescy demonstranci i czołg Układu Warszawskiego taranujący fasadę przy placu Beneša. Liberec w północnych Czechach, 21 sierpnia 1968 r. HELMUT HOFFMANN / ULLSTEIN BILD / GETTY IMAGES
W

W nocy z 20 na 21 sierpnia 1968 r. armie Związku Sowieckiego, PRL, Węgier, Bułgarii i NRD wkroczyły do Czechosłowacji. Oznaczało to kres Praskiej Wiosny, rozpoczętej w styczniu tamtego roku wyborem Aleksandra Dubčeka na I sekretarza Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Czechosłowacji. W kolejnych miesiącach rozliczono się ze stalinizmem, zniesiono cenzurę, a w kwietniu w programie KPCz zapowiedziano wprowadzenie demokracji wewnątrzpartyjnej, ograniczenie wpływu partii na życie społeczne i struktury państwa, pełną realizację swobód obywatelskich, przekształcenie kraju w federację, a także reformę tajnej policji.

Wprowadzanie tych zmian zakończyła właśnie „bratnia pomoc” – jak propaganda PRL nazwała tę de facto agresję z sierpnia 1968 r.

Według najnowszych danych, w tamtych dniach zginęło 122 obywateli Czechosłowacji. Uprowadzeni do Moskwy, przywódcy KPCz,...

18165

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Wakacje się powoli kończyły, piękne lato, dzieciaki jak zwykle nad rzeką od rana do wieczora przy słonecznej pogodzie. Tego dnia ranek był inny - na torach kolejowych stał nieskończony sznur wagonów - platform z czołgami. Rozładowywali je za mostem na Wiśle, zjeżdżały z platform i jeden za drugim kryły się w krzakach porastających starorzecze. Tak przez cały dzień i jeszcze na drugi. Chłopaki oczywiście podekscytowane najbardziej, to już był czas "czterech pancernych", zresztą całe miasteczko i okolica były w lekkiej ekstazie. O politycznej stronie tematu starsi coś wiedzieli, mój tato, który dzień w dzień siadywał z uchem przy lampowym radiu i wyławiał z szumu zagłuszaczy wieści Wolnej Europy i Głosu Ameryki. Po kilku dniach Skoczów zaabsorbował "gości" - zaczęły się odwiedziny w ich obozowisku, pogaduszki, handel wymienny. Maluchy dostawały za friko "odznaki" z Leninem, z gwiazdkami - starsi nosili w nadwiślańskie krzaki wódkę, przynosili stamtąd konserwy, pasy skórzane, radyjka tranzystorowe. Stali kilka tygodni o ile dobrze pamiętam. Potem jak nagle się pojawili, tak nagle zniknęli. Zostawili po sobie wspomnienia na całe życie i zamienione w polowe latryny przybrzeżne krzaki. Po latach dowiedzieliśmy się, że był to jakiś tam odwód czy drugi rzut którejś tam armii, naczelne dowództwo całej inwazji stacjonowało w dzisiejszym Zameczku prezydenckim w Wiśle. Ludzie w tych czołgach byli zupełnie normalni, spoko jak dziś by się powiedziało. Organizacja tej akcji - teraz, po latach - imponuje. Po roku przyroda przywróciła obsrane krzaczyska do przyzwoitego stanu.

.

Pamietam ten czas. Mieszkalam nad Wisla, jakies 200 metrow od miejsca gdzie stacjonowali zolnierze. Jako dzieciaki za kromke bialego chleba i peto kielbasy, moglismy wejsc do czolgu a i helmofon czolgisty mozna bylo zalozyc. Pamietam smak czarnego, czerstwego chleba, ktory dali na nasza prosbe skosztowac. Tak jak niespodziwanie przyjechali tak ktoregos poranka nie bylo sladu po nich. Wiem, ze pozniej po stronie czeskiej byli ranni. Ranny byl miedzy innymi czolgista Michal (przystojniak jak Janek z czterech pancernych) , ktory podkochiwal sie w mojej siostrze a po latach napisal o tym w liscie do niej. Dla nas dzieciakow paroletnich to byla frajda . Dopiero po latach zdalam sobie sprawe z powagi sytuacji i tragedii tamtych czasow. W moim pamietniku mialam duzo wpisow od mlodych zolnierzy, niektorzy pieknie malowali. Pamietnik zabrala mi w szkole podstawowej pani od polskiego.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]