Apostoł Filip patronem cateringu: jak ogarnąć żywienie w wiosce olimpijskiej

Do wyboru jest opcja francuska, azjatycka, „światowa” oraz halal. Aferę zrobili Brytyjczycy, gdy zabrakło im jajek na śniadanie i grillowanego kurczaka.
Czyta się kilka minut
fot. Katarzyna Hurova / Shutterstock
fot. Katarzyna Hurova / Shutterstock

Pięć tysięcy chłopa do wykarmienia, pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby. Wszyscy pamiętamy, jak się udał ten niemożliwy catering nad Jeziorem Tyberiadzkim. Czytając szósty rozdział ewangelii Janowej, utożsamiam się z przerażonym Filipem. Mam zawsze szczery szacunek do ludzi zdolnych ogarnąć masowe żywienie, choćby stołówkę w wiosce olimpijskiej. Ale wiem, że jeśli ma być sprawnie, szybko, bezpiecznie, to nie może być zarazem smacznie. Właśnie dlatego nie czułem szczególnej ciekawości, co się tam będzie w Paryżu działo.

Warto tylko odnotować decyzję zarazem polityczną, jak i ciekawą antropologicznie – wybór czterech wariantów kuchni: do wyboru jest opcja francuska, azjatycka, „światowa” oraz halal. Chrześcijanie wszelkiej denominacji na pewno się mieszczą w opcji światowej, zwłaszcza w piątek – dwie trzecie dań w wiosce jest obowiązkowo bezmięsne, z czego połowa jest wegańska. Poprawność klimatyczna sprawia, że żaden prowiant nie będzie wożony samolotem. I dlatego nie dało się zaspokoić oczekiwań drużyn karaibskich, które prosiły o świeżą marakuję. Obyło się jednak bez afery.

Aferę za to musieli zrobić akurat Brytyjczycy, gdy zabrakło im jajek na śniadanie i grillowanego kurczaka – przez pierwsze dni trzeba było te potrawy reglamentować. Ale to nie te chwilowe braki były powodem pilnego sprowadzenia z Londynu kucharzy dla prowadzenia osobnej kuchni. Jak donosiły z jadowitym sykiem londyńskie tabloidy, w stołówce podawano „surowe mięso”. Obok jedzenia żab to kolejna obrzydliwość, z jakiej można sklecić stereotyp. Soczyste nie znaczy surowe, ale weź to wyjaśnij narodowi, który pośród wielu kalectw kuchennych ma i takie, że uznaje steki wyłącznie wysmażone na podeszwę. Jeśli coś ciekawego jadają, to zasługa kuchni pościąganych z dawnych kolonii, czyli życiodajnego procesu mieszania tradycji. Nie wiedzieć czemu dziś potępia go nie tylko tożsamościowy beton, ale także lewica – jako jakoweś „zawłaszczanie”.

Choć więc gigastołówka nie jest ekscytująca, to nie za bardzo chce mi się z niej wychodzić, bo inne draki nie są nawet śmieszne. Zanim Celine Dion zaśpiewała piosenkę Piaf, utwór Charlesa Aznavoura wykonała Aya Nakamura. O występ poprosił ją sam prezydent, dobrze rozumiejący, że jak ktoś rozbija bank miliardem odtworzeń na Spotify, to warto się pochwalić. Dołożył jej jako akompaniament orkiestrę Gwardii Narodowej. Z rasistowskiego ścieku przytoczę jako najłagodniejsze słowa Marine Le Pen, że to „upokarzające”. Zgadliście, Aya Nakamura nie wygląda jak siostra Marianny z tabliczki na urzędzie, urodziła się bowiem w Mali. Na dodatek śpiewa w slangu, wtrącając sporo słów afrykańskich i angielskich, stróże czystości mówią wręcz, że to „obcy język”. Może na szczęście trochę obcy, bo, jak ktoś kąśliwie zauważył, tylko dzięki wtrętom i kontaminacji francuski okazuje się językiem do zatańczenia.

W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.

Zmień ustawienia plików cookies

Biali Francuzi szybko się pocieszyli złotem zdobytym przez Francję w turnieju rugby. Szkoda, kibicowałem Fidżi, prawdziwemu bohaterowi mojego ulubionego sportu. Tak jak na co dzień kibicuję Juvenii Kraków, której stadion najpierw zacząłem odwiedzać regularnie z powodów smakowych, zanim na dobre zrozumiałem, jak piękna potrafi być owalna piłka (w odróżnieniu od okrągłej kopanej). Nie, nie przyciągnęły mnie tam fish and chips. Otóż na trybunach przy Błoniach ekipa z Węgierskich Specjałów gotuje w trakcie meczów wspaniałe leczo. Doprawdy, chwała zawłaszczeniom i pastiszom.

Zielone risotto Isi

Ostatnio dużo, za dużo uwagi poświęcałem ponurakom okopanym w jedzeniowych tożsamościach. Aż tę szarą powłokę przebił promień młodzieńczej energii, którą podarowała mi trzy razy ode mnie młodsza koleżanka z baru i jej szalone, nieraz trafne pomysły kuchenne, którymi zaskakuje swoich bliskich. Życzę jej, by zachowała chęć beztroskiego kombinowania nawet wtedy, kiedy nauczy się, że własna knajpa albo karmienie rodziny to działalność wymagająca troski i kompromisów. Oto niezłe risotto wzięte od niej. Zapisałem sobie na stałe w najważniejszym zeszycie. 

  • 320 g ryżu arborio
  • pęczek szczawiu 
  • pół pęczka pietruszki
  • garść mięty
  • dwie łodygi selera
  • 1 cebula
  • białe wino
  • bulion warzywny
  • kozi twarożek
  • sok z cytryny

Wszystkie liście szybko blendujemy – Isia dodaje odrobinę czosnku, choć dla mnie on jest zbędny. Lekko zakwaszamy sokiem z cytryny, żeby się nie utleniały. Dusimy drobno pokrojoną cebulę na oliwie. Kiedy się zeszkli, dodajemy drobno pokrojonego selera, po chwili ryż, który prażymy krótko, zalewamy winem, dalej stopniowo bulionem. Po około 10 minutach dodajemy liściową masę. Dalej gotujemy w bulionie i kiedy będzie gotowe, wkręcamy kozi twarożek. Możemy jeszcze dokwasić delikatnie sokiem z cytryny i dodać dla zapachu nieco tartej skórki.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 31/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Chwała zawłaszczeniom