Anonimowy kurier, który dostarcza ci jedzenie. Przekonaj się, kim naprawdę jest Souleymane

„Historia Souleymane’a” to pełne napięcia kino, gdzie nie ma miejsca na wymuszoną empatię. Jest codzienna gonitwa, by przetrwać i przestać być „nielegalnym”. 
Czyta się kilka minut
Abou Sangaré w filmie "HISTORIA SOULEYMANE`A”, reż. Boris Lojkine. Francja, 2024 r. // Materiały prasowe HBO
Abou Sangaré w filmie "HISTORIA SOULEYMANE`A”, reż. Boris Lojkine. Francja, 2024 r. // Materiały prasowe HBO

Kiedy mkną na rowerach po ulicach naszych miast, zdają się niewidoczni. Zresztą często mają zasłonięte twarze, a ich kontakt z klientem ogranicza się głównie do kliknięcia w aplikację. Co prawda Souleymane kominiarki nie nosi, lecz musi korzystać z pożyczonego konta, toteż w razie kontroli aplikacja nie rozpozna jego twarzy. Obsypany nagrodami film Borisa Lojkine’a odtwarza dwa dni z życia kogoś, kto ma udowodnić, że swoim cierpieniem zasłużył, ażeby być legalnym dostawcą pizzy. Ale najpierw musi dobrze „sprzedać” swoją historię. 

Suleymane na ulicach Paryża

Rzadko w kinie fabularnym udaje się tak przekonująco wniknąć do czyjegoś świata. Nawet Paryż wygląda w tym filmie inaczej, mijany w ciągłym pędzie, odpychająco obcy, skąpany w niepogodzie. Gdy Suleymane, młody imigrant z Gwinei, goni z dostawą od punktu A do punktu B, kamera zdaje się przyklejona do niego.

W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.

Zmień ustawienia plików cookies

Towarzyszy mu w metrze, ostatnim autobusie nocnym i w podmiejskiej noclegowni. Zanurzona w ulicznym zgiełku niemal ściga się z aplikacją rejestrującą każdy krok kuriera, a powiedzenie „czas to pieniądz” nabiera w tego rodzaju pracy szczególnie bezlitosnego wydźwięku. 

Są też przelotne spotkania z innymi „niewidocznymi”, którzy lepiej lub gorzej radzą sobie ze swoją sytuacją. Bo niektórzy potrafią świetnie wykorzystać bezradność i determinację współbraci. Kimś takim jest Afrykańczyk udzielający słono płatnych porad, jak zdobyć legalne papiery. Przede wszystkim tytułowa „historia Souleymane’a” musi być spójna i wystarczająco dramatyczna, ażeby udało się przekonać urzędniczkę imigracyjną, iż bohaterowi należy się azyl polityczny. Bo tylko to pozwoli mu być „widocznym” w systemie.  

Wyścig o prawo do istnienia

Twórcy filmu nie owijają w bawełnę: nieważne, co przeżyłeś – ważne, by przekonująco to opowiedzieć. Jest coś tragikomicznego w tym, jak bohater podczas morderczej jazdy po mieście nieustannie szlifuje swój życiorys. Jak powtarza sobie na głos wyuczone fakty i celne sformułowania. 

Rozmowy telefoniczne z bliskimi ukazują rzeczywistą, niepodkolorowaną sytuację Souleymane’a, który był zmuszony zostawić za sobą wszystko, w tym dziewczynę, którą kocha, choć dopiero finał wyjaśni, jak to było naprawdę z jego kombatanckim epizodem.

Film jednak nie próbuje sentymentalizować jego położenia. Pokazuje jedynie zimny absurd procedur, wedle których ktoś, kto cierpiał „niewystarczająco”, musi uciekać się do kłamstw. Lecz francuski reżyser daleki jest od dawania gotowych recept, w jaki sposób uzdrowić problem nielegalnej imigracji. Wydobywa jedynie z anonimowego tła pojedynczego człowieka i towarzyszy mu w każdej niemal godzinie tego dwudniowego wycinka z życia. 

Mocne strony „Historii Souleymane’a”

Swój niby-dokumentalny autentyzm film zawdzięcza nie tylko zrośnięciu z bohaterem i żywej scenerii, ale także odtwórcy głównej roli. W filmie zagrali głównie naturszczycy, wśród nich Gwinejczyk Abou Sangare, który dzieli z Souleymane’em nazwisko i podobny imigrancki los. Ma już na swoim koncie Cezara, Europejską Nagrodę Filmową czy laur z Cannes i jedno jest pewne: tej twarzy nie da się zapomnieć.

Najważniejsze, że powstał film wolny od stereotypów i równocześnie od powierzchownego współczucia.  Pozwala wejść w buty kogoś, z kim mamy raczej niewielkie szanse nawiązać bliższy kontakt, i popatrzeć jego oczami na nasz świat, którego symbolem jest ten perfekcyjny system szybkich bezdotykowych dostaw prosto do domu. 

A jeśli miałabym wskazać w tym filmie scenę najbardziej symboliczną, byłoby to spotkanie Souleymane’a z samotnym paryskim staruszkiem. Jednak nawet w takim momencie Lojkine nie dociska pedału z napisem „dramatyzm” – ta historia musi obronić się sama. I broni się w pełni.     

 „HISTORIA SOULEYMANE’A” („L'histoire de Souleymane”) – reż. Boris Lojkine. Prod. Francja 2024. HBO Max.  

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”