Reklama

Anielstwo i rzeczywistość

Anielstwo i rzeczywistość

23.02.2007
Czyta się kilka minut
Książka, u której podstaw leżą rzetelna pamięć, wiedza i spokojnie odważna przejrzystość wykładu, jest wyzwaniem dla licznych ostatnio gniewnych przewartościowań, których punktem wyjścia była ambicja przebudowy świadomości Polaków.
Tadeusz Drewnowski
O

Obchodzone w grudniu osiemdziesiąte urodziny Tadeusza Drewnowskiego, autora m.in. cennych dzieł o twórczości Marii Dąbrowskiej ("Rzecz russowska"), Tadeusza Borowskiego ("Ucieczka z kamiennego świata") i Tadeusza Różewicza ("Walka o oddech. Biopoetyka"), wydawcy dzienników Dąbrowskiej, profesora Uniwersytetu Warszawskiego i wieloletniego szefa działu kultury w "Polityce", zbiegły się z publikacją jego nowej książki - "Porachunków z XX wiekiem". Książki ważnej: Drewnowski przypomina, że rzeczywistość istniała i na nic zdadzą się podejmowane raz po raz próby jej angelizacji.

Jest tam, między innymi, szkic o zdziesiątkowanym przez okupację i Powstanie Warszawskie pokoleniu dwudziestoletnich poetów. Pisząc o dramacie myślowym Trzebińskiego - przypomina autor - nie wolno zapominać o jego bezdomności i głodowaniu, zanim stanął na rogu Nowego Światu i Świętokrzyskiej z zagipsowanymi ustami. Aby pojąć białe anielstwo poezji Baczyńskiego, trzeba pamiętać o niezwykłej miłości dwojga młodych, ginących równocześnie w dwóch stronach płonącego miasta. Trzeba widzieć warszawską Pragę, gdzie kwitł handel żywym towarem, ludźmi wywożonymi na przymusowe roboty, by zasmakować w "metafizycznych heksametrach" Borowskiego...

Otóż to, trzeba widzieć! Jest w książce przenikliwy tekst na temat twórczości Jana Józefa Szczepańskiego. Pisząc o "Butach" (opowiadaniu opublikowanym w 1947 roku w "Tygodniku Powszechnym"), "Wszarzu", "Knajpce przy torach" Drewnowski opowiada o istocie moralnego związku między doświadczeniem i literaturą. Główne konflikty tych opowiadań nie rozgrywają się w starciu z wrogiem, który jest tylko nieobecnym przeważnie sprawcą, lecz po naszej stronie frontu - wśród sterroryzowanego społeczeństwa i żołnierzy podziemia. Jakby prawdziwe niebezpieczeństwa dziejącej się Apokalipsy: okrucieństwo, cynizm, lekceważenie cudzego życia - młody pisarz dostrzegał dopiero wówczas, gdy obciążały one jego samego i jego współtowarzyszy, obrońców i ofiary; wówczas, gdy zbrodnia przestawała być czymś zewnętrznym i obcym, a stawała się sprawą wewnętrzną, własną, która nie mija wraz z pokonaniem wroga. Otóż to! Bo w czasach trudnych zdarza się, że poczucie niewinności staje przeciwko sumieniu, zaślepia je i w końcu unicestwia.

Pisze Drewnowski o dramatycznych meandrach twórczości i losu Aleksandra Ścibora-Rylskiego, żołnierza AK ciężko rannego w Powstaniu, studenta polonis­tyki ("trafił na moje protoseminarium z literatury staropolskiej, razem zresztą ze Zdzisławem Najderem i Wiesławem Górnickim"), autora socrealistycznego "Węgla", ale też "Człowieka z marmuru" i "Człowieka z żelaza" oraz szeregu innych scenariuszy filmowych, autora "Pierścionka z końskiego włosia", powieści niedopuszczonej do publikacji w 1965 roku, zagubionej w archiwach, odnalezionej i wydanej przez Drewnowskiego ponad ćwierć wieku później. Dla Ścibora-Rylskiego "Pierścionek..." był dziełem życia - a po latach okazał się wierną i bezwzględną opowieścią o pograniczu wojny i powojnia, o nadziei osiągnięcia kompromisu historycznego między dwoma polskimi kontrahentami do władzy w Polsce w skomplikowanej i niezależnej od naszej woli sytuacji międzynarodowej - kompromisu w imię interesu narodowego, a zwłaszcza interesu młodych pokoleń, kompromisu wtedy, w latach 40., niemożebnego. Przy okazji Drewnowski przypomina, co powinno być przypomniane (skoro Powstanie Warszawskie stało się centralnym składnikiem mitu założycielskiego IV RP), a mianowicie: że między sprawą Powstania a tak dziś zagadkową (i wstydliwą) sprawą łatwego, przynajmniej jeśli chodzi o inteligencję, uznania i legitymizacji nowej władzy istniał związek nader ścisły.

Słowo o Ściborze-Rylskim, przy okazji. Do końca (zmarł w 1983 roku) nosił w sobie straszną gorycz spowodowaną niewydaniem "Pierścionka". Spotkałem go po raz ostatni zimą 1982 roku. Na Puławskiej, na przejściu dla pieszych, między pędzącymi samochodami upadł jakiś mężczyzna. Podbiegłem. To był Ścibor-Rylski powalony atakiem epilepsji. Z pomocą dwóch starszych pań przeniosłem go do pobliskiego sklepu. Powracał do przytomności powoli. Rozpoznał mnie, choć nie mógł sobie przypomnieć, skąd się znamy (a to za jego i Tadeusza Konwickiego wsparciem mogłem napisać scenariusz serialu według "Płomieni" Stanisława Brzozowskiego, odesłany przez cenzurę w wieczysty niebyt). Odprowadziłem go do domu. Krok po kroku, zatrzymując się co chwilę. Mieszkał nieopodal, na Racławickiej. W windzie zaczął mówić, nieskładnie, ledwie łącząc słowa, krzycząc, właśnie o "Pierścionku", że jest taka powieść, że trzeba koniecznie, ale co trzeba koniecznie, to już nie powiedział, bo nie mógł. I tyle.

Są w książce Drewnowskiego celne uwagi krytyczne o pisarstwie Herlinga-

-Grudzińskiego ("Dziennik pisany nocą" nie tylko różni się od dorobku prozatorskiego Herlinga, ale w głębszej warstwie niejednokrotnie popada z nim w sprzeczności), o Andrzeju Stawarze, marksiście antystalinowcu, który przedśmiertne schronienie znalazł u Jerzego Giedroycia w Maisons-Laffitte,

o Marku Hłasce, o Marii Dąbrowskiej, Zofii Nałkowskiej, Tadeuszu Borowskim, Tadeuszu Różewiczu, Jarosławie Iwaszkiewiczu, Tadeuszu Brezie (a do "Spiżowej bramy"

i "Urzędu" warto wracać w Polsce strapionej pytaniami o klerykalizm), na koniec zaś brawurowy esej z gatunku "historii alternatywnej": co by było, gdyby na konferencji w Teheranie Roosevelt i Churchill zgodzili się na otwarcie południowego frontu, zakomunikowali zgodę Polski na "linię Curzona" i - oprócz odpowiednich rewindykacji za poniesione w tej wojnie ciężary i ofiary - zapowiedzieli perspektywę powojennej pomocy gospodarczej udzielonej przez Amerykę, a może i zaproszenie Generalissimusa do Stanów, zaś w sprawach generalnych okazali się twardzi - może Stalin byłby się skusił...

Ujmując krótko: "Porachunki" są rzeczywiście książką porachunkową - z XX wiekiem i z literaturą polską w XX wieku. Z jednym zastrzeżeniem: gdy mowa o porachunku, myślimy o rozliczeniu podjętym na podstawie nagłej decyzji. Książka Drewnowskiego natomiast - u której podstaw leżą rzetelna pamięć, wiedza i spokojnie odważna przejrzystość wykładu - została złożona z tekstów pisanych w latach 1960-2006. Rzecz każe więc mówić o trwałości zasad, którymi posługuje się krytyk. W tej mierze "Porachunki" stają się wyzwaniem dla licznych w ostatnim piętnastoleciu gniewnych przewartościowań, których punktem wyjścia była ambicja przebudowy (pierekowki) świadomości Polaków - a to przez uwolnienie ich od pamięci lat 1939-1989 na rzecz jakiejś nowej pamięci. Spośród najgłośniejszych i zarazem najbardziej karykaturalnych przypomnę młodoliterackie fascynacje "chrześcijańskim narodowym socjalizmem" Corneliu Codreanu, w jakimś sensie ekumeniczne, bo łączące nostalgie kato-faszystowskie z wątkami prawosławnymi, oraz projekt "rewolucji konserwatywnej", zapożyczony z tekstów Hansa Freyera, Carla Schmitta, Wilhelma Stapela czy braci Jüngerów, etc., etc.

Jakimi więc zasadami kieruje się krytyk? Pierwsza z nich to odraza do mitologizacji własnego doświadczenia (przypomnieć wypada, że Drewnowski wchodził w przedwczesną dorosłość w styczniu 1940 roku, gdy - trzynastoletni chłopiec - został osadzony przez gestapo na Pawiaku, a to w związku z dekonspiracją Polskiej Ludowej Akcji Niepodległościowej, organizacji, której członkiem był m.in. Herling-Grudziński; ojciec i jeden z braci rozstrzelany na Palmirach, matka wysłana do Ravensbrück, drugi brat uwolniony z sowieckich obozów w 1944 roku i powtórnie aresztowany w Lublinie. Drewnowski wie!). Druga zasada - to lojalność wobec analizowanego dzieła, lojalność, w której szacunek dla doświadczeń i wysiłku pisarza nie zwalnia krytyka od surowej - niekiedy - oceny. Trzecia - to pewność, że literatura jest świadectwem najcenniejszym. Bez niej katastrofy XX wieku nie da się zrozumieć. Następnych katastrof - też.

Tadeusz Drewnowski, "Porachunki z XX wiekiem. Szkice i rozprawy literackie", Kraków 2006, Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych Universitas i Instytut Książki.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]