Ani Piekary, ani Licheń

Człowiek sumienia", "ludzie sumienia" - te słowa brzmią bardzo pięknie. Mogłyby nieraz być naszym miernikiem oceny, gdyby nie to, że podlegamy pokusie uznawania za "ludzi sumienia" tych tylko, co się z nami zgadzają, co do innych zaś to skorzy bywamy raczej do robienia im rachunku sumienia, i to wedle naszej własnej miary.
Czyta się kilka minut

Więc może prościej i klarowniej będzie, gdy na tę chwilę i jej potrzeby zadamy po prostu pytanie: czy polityk wierzący jest więcej wart od polityka, o którym na ten temat nic nie wiemy? A jeśli tak, to pod jakim względem i w jakiej mierze?

Jeśli opowiedzenie się za kimś, kto sprawuje funkcje polityczne, wiąże się z obdarzeniem go naszym zaufaniem, to bliskość postawy światopoglądowej, wspólnota przekonań ma oczywiście wielki udział w naszej decyzji. Zwłaszcza poczucie wspólnoty. Ale już z zaufaniem sprawa jest bardziej złożona. Zaufanie przyznawane komuś potwierdza jego odpowiedzialność, a odpowiedzialność równa się: wiedza, mądrość, doświadczenie, prawość - i takich świadectw wtedy oczekujemy. Ich źródłem może być także wiara - ale nie mamy prawa domagać się, aby ktoś aż tak daleko i głęboko udostępniał nam swoje najbardziej osobiste życiowe wybory.

Szczególnie że im więcej świat wewnętrznych wyborów człowieka jest wzniosły, tym bardziej wydany na nadużycie. Na uwiedzenie wielkim słowem nie mającym pokrycia. Przed braniem nadaremno znaków sacrum prawie zaraz na wstępie ostrzega nas od tysięcy lat Dekalog. Po co jestem w miejscu świętym? Po co kładę na sobie znak mojej wewnętrznej przynależności? Po co pozwalam, by dowiedzieli się o tym inni? Jaka wymiana ma się przez to dokonać? Umocnienie węzłów wspólnoty, wymiana siły płynącej ze świadectwa, czy też nagroda przeliczalna na korzyści jak najbardziej świeckie i nadto jeszcze doraźne?

Gdyby zasadą w naszym polskim życiu publicznym była nieobecność kamer w miejscach wierzącym najbliższych i brak zwyczaju dziękowania osobom publicznym za udział w służbie Bogu, prawdziwą radością mogłoby być dla każdego z nas spostrzeganie nagle obok siebie, na tej samej modlitwie, przed tym sacrum, tylu twarzy i sylwetek ludzi znanych z okładek i ekranów. Ludzi różnych poglądów politycznych, a mimo to stających obok siebie, i to nie jako konkurenci, lecz bracia w wierze albo w poszukiwaniu drogi. Nie tylko w Piekarach, Licheniu, Lednicy i w stu innych miejscach.

Ale w takich godzinach, które są aż do bólu bezinteresowne.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 24/2010