Reklama

„Życie jest żartem"

„Życie jest żartem"

17.05.2006
Czyta się kilka minut
Zwykła nastolatka wystawiła stalinizmowi rachunek, który dziś jeszcze budzi przerażenie. Nie znała innego świata niż totalitarny, a jednak dojrzała całą jego zbrodniczość. W banalne zapiski wdziera się groza Wielkiego Terroru.
"

"Chcę żyć" to dokument niezwykły. Nina Ługowska zaczęła prowadzić swój dzienniczek mając trzynaście lat, w roku 1932, trzy lata po pierwszym aresztowaniu ojca. Urodziła się tuż po rewolucji bolszewickiej. Nie znała innego świata niż totalitarny, a jednak dojrzała całą jego zbrodniczość. Nie była nadzwyczajnie inteligentna, ale miała wrodzone poczucie sprawiedliwości, współczuła słabym i pokrzywdzonym, nie godziła się z podłością. Wystawiła stalinizmowi rachunek, który dziś jeszcze budzi przerażenie. To jedyne w swoim rodzaju, jak zauważa Jan Gondowicz, świadectwo dnia powszedniego ojczyzny światowego totalizmu.

Od pierwszego do ostatniego zdania, które zapisała w "ukochanym dzienniczku", Nina pozostaje dzieckiem. Jak każda dojrzewająca dziewczynka skarży się, że nikt jej nie rozumie i nie kocha, jest brzydka, ma zeza, jest beztalenciem i miernotą. Buntuje się przeciw rodzicom i szkole, upaja poezją i czuje "pokrewieństwo duchowe" z Tołstojem, ale najbardziej intrygują ją koledzy ze szkoły. Jednego dnia kocha się na zabój w Lowce, drugiego w Żeni, trzeciego w Dimce, by na czwarty dojść do gorzkiego wniosku, że wszyscy trzynastoletni mężczyźni są draniami. Zwyczajna nastolatka, której dzienniczek jest wstrząsającym głosikiem wydobywającym się ze stalinowskiego piekła. W banalne zapiski wdziera się bowiem groza Wielkiego Terroru.

Była przeciętna, ale myliła się sądząc, że jest miernotą. Miernota nie odważyłaby się przeklinać bolszewików i współczuć milionom ukraińskich chłopów skazanych przez Stalina na śmierć głodową. Gdy Lala i Żenia, starsze siostry, z pobłażaniem tłumaczą jej, że przemoc i strach są przejściowym etapem komunizmu, przyszłość zaś będzie świetlana, Nina wykrzykuje: "Przejściowe jest te pięć milionów ofiar głodu na Ukrainie?! Jaki naród z taką niewolniczą pokorą i posłuszeństwem godzi się z wszelką potwornością?".

Nina bywa infantylna - choć wydaje się, że jej infantylność jest nieświadomą ucieczką przed taką dorosłością, jaką osiągnęły już Lala i Żenia, które bez szemrania biegną na każdą manifestację - bywa też nad wiek dojrzała. Można przypuszczać, że pomstując na bolszewików powtarza sądy ojca, który z ducha był socjalistą i to pewno on wszczepił jej nienawiść do tyranów. Ale tego nie możemy być pewni, bo Nina nie zabiega, by wiernie opisać rodzinę. Nie pisała przecież dla potomności, lecz dla siebie. Nie dowiemy się zatem, pod jakim adresem mieszkała, czym zajmowali się rodzice. Jeśli wspomina o konkretach - to mimochodem, na przykład że ojciec pochodził z chłopskiej rodziny i zdobył wykształcenie za cenę ogromnych poświęceń. Albo gdy pisząc o podwyżce ceny chleba opowiada o wściekłości, jaka ogarnęła Moskwę.

Wściekłość ogarnęła też zapewne matkę Niny, która po aresztowaniu męża harowała jak wół, by wyżywić rodzinę. Dodajmy, że gdy ojciec odzyskał wolność, nie otrzymał prawa do zamieszkania w Moskwie. Żył więc na prowincji, z rodziną spotykając się potajemnie, w ciągłej obawie przed donosem sąsiadów lub nocną obławą, bo w Moskwie polowano na wszystkich, którzy nie mieli prawa pobytu. Stąd Nina od dziecka wiedziała, co to znaczy rewizja, więzień polityczny, przesłuchanie, wyrok bez procesu, obóz, zesłanie, Butyrki, przed którymi w długiej kolejce miała oczekiwać na widzenie z ojcem, gdy znów go aresztowano. Żyła w ciągłym strachu. Będąc sama w domu, nie otwierała drzwi nikomu, kto nie stukał umówionym sygnałem. Obce głosy na klatce schodowej napawały ją lękiem: może to po nich idą?

W połowie lat 30. matka przejrzawszy zapiski Niny zażądała, by córka zamazała fragmenty pachnące "kontrrewolucją". Nina spełniła to żądanie, co jednak nie uchroniło rodziny od katastrofy. Najpierw ponownie aresztowano ojca, potem do obozu trafiła reszta rodziny, choć nikt z nich nie popełnił żadnego przestępstwa. Nina aresztowana została w 1937 roku, nie miała jeszcze osiemnastu lat. Dzienniczek posłużył za dowód, że przygotowywała zamach terrorystyczny na Stalina. Śledczy starannie podkreślił fragmenty, które miały świadczyć o zbrodniczości nastolatki: podczas referatu poświęconego nowej konstytucji chichotała z koleżankami, nie należy do pionierów, nie chce uczestniczyć w akademii ku czci rewolucji, brzydzi się wszechobecnym radzieckim chamstwem i donosicielstwem, chce uciec "z tego kraju barbarzyńców i dzikusów", nie widzi sensu życia i planuje samobójstwo.

W dzienniczku znalazły się i inne obciążające ją fragmenty: klątwy rzucane na bolszewików, przerażenie głodem i ludożerstwem na Ukrainie, pogardliwe zdania o Stalinie, reakcja na wieść o śmierci Kirowa - zamordowanego na rozkaz Stalina, czego Nina, rzecz jasna, się nie domyślała. Ta śmierć rozpętała Wielki Terror, który nie ominął nawet szkoły Niny. Dyrektor szkoły uczniowskie wagary uznał za kontrrewolucję i zaczął surowe przesłuchania. Nie wiemy, jak kilka lat później przesłuchiwano Ninę w NKWD, ale epizod z dyrektorem pozwala się tego domyślać.

Nina odsiedziała pięć lat na Kołymie, po czym została zesłana na siedem lat do Magadanu. Nigdy nie powróciła do rodzinnej Moskwy, do śmierci mieszkała we Włodzimierzu. Zmarła w 1993 roku, dziesięć lat później w archiwach NKWD odnaleziono jej zapiski. Opublikowano je w jednym z włoskich wydawnictw - zachowując podkreślenia śledczego i, jeśli udało się odczytać, zaznaczając kursywą zdania, które Nina zamazała na prośbę matki.

Autorka od dawna nie żyje, ale jej cierpienia wydają się wciąż żywe. Nawet śmieszne kompleksy z powodu zeza i braku zainteresowania ze strony Lowki, Żeni, Dimki. Zresztą czy mamy prawo uważać je za śmieszne? "Może cierpię z błahych powodów - pisała - ale cierpię autentycznie". Szkoda, że dzienniczkowi nie towarzyszy choćby niewielki tekst o losach Niny i jej rodziny po aresztowaniu. Jedynie z podpisów pod fotografiami dowiadujemy się, że matka i siostry przeżyły Kołymę. Podpis pod zdjęciem dorosłej Niny informuje, że została malarką i scenografką, choć ważniejsza byłaby np. wiadomość, czy ją zrehabilitowano. Patrząc na jej zdjęcie jako dojrzałej, zmęczonej kobiety trudno oprzeć się wrażeniu, że za chwilę powtórzy za ukochanym w dzieciństwie Lermontowem: "I życie, gdy przyjrzeć się bacznie, z goryczą to wyznam, jest żartem niemądrym jedynie".

Nina Ługowska, "Chcę żyć. Dziennik radzieckiej uczennicy 1932-1937". Z rosyjskiego przełożyła Ewa Niepokólczycka. Wstęp pt. "Śmierć i dziewczyna": Jan Gondowicz. Warszawa 2006, Świat Książki

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]