Zuckerberg podlizuje się Trumpowi. Będzie więcej pornografii i przemocy na Facebooku

Odkąd trzy lata temu Twittera przejął Elon Musk zmienił się on w szambo cuchnące mową nienawiści i teoriami spiskowymi. Teraz do wyścigu na dno dołącza Mark Zuckerberg i Facebook.
Czyta się kilka minut
 Jakub Porzycki / NurPhoto / Getty Images
Fot. Jakub Porzycki / NurPhoto / Getty Images

Wydawałoby się, że jeden z najbogatszych ludzi świata, który kontroluje największą platformę społecznościową internetu, swobodnie może wyznaczać obowiązujące na niej zasady. A jednak Mark Zuckerberg utrzymuje, że nie miał takiej swobody. W opublikowanym we wtorek wideo stwierdził, że dopiero zwycięstwo wyborcze Donalda Trumpa pozwoli mu walczyć z cenzurą na Facebooku.

Fake newsy na Facebooku

Założyciel i prezes portalu zapowiedział, że – początkowo w USA, a potem wszędzie na świecie – zrezygnuje z usług fact-checkerów. W ich miejsce wprowadzi system „notatek od społeczności”, w którym zadanie tropienia fake newsów spada na użytkowników. Zuckerberg twierdzi, że on tak naprawdę nigdy fact-checkingu nie chciał, a do wprowadzenia go został zmuszony przez „media głównego nurtu” po wyborach w 2016 r. „Nie przestawały pisać o tym, jak dezinformacja zagraża demokracji – wyjaśnia. – Staramy się, w dobrej wierze, odpowiedzieć na te obawy, nie stając się arbitrami prawdy, ale fact-checkerzy okazali się zbyt upolitycznieni i więcej zaufania zniszczyli niż zbudowali”.

W swoim oświadczeniu Zuckerberg zapomniał jednak wspomnieć, że Facebook znalazł się na celowniku tradycyjnych mediów w 2016 r., bo nie zrobił nic, by zapobiec zmasowanej, sponsorowanej przez Rosję kampanii dezinformacyjnej, której celem było wypaczenie wyników amerykańskich wyborów. Tak samo zignorował zagrożenia związane z brexitem. Lekceważenie mowy nienawiści na portalu miało się też przyczynić – zdaniem ONZ – do ludobójstwa w Mjanmie i Etiopii.

W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.

Zmień ustawienia plików cookies

Szef Meta zapowiada teraz, że „pozbędzie się szeregu ograniczeń dotyczących tematów takich jak imigracja i płeć, które są oderwane od głównego nurtu dyskursu”, i skupi na „naruszeniach o wysokiej szkodliwości”. Zmiany już wprowadzono. Od wtorku użytkownicy Facebooka czy Instagrama mogą np. pisać bez ograniczeń, że osoby homoseksualne czy transpłciowe są „chore psychicznie”, a kobiety to „część wyposażenia gospodarstwa domowego”.

„Zmienimy też ustawienia naszych filtrów: będą wymagały większej pewności, zanim usuniemy jakąś treść. To kompromis. Oznacza, że wyłapiemy mniej złych rzeczy, ale jednocześnie zmniejszymy liczbę przypadkowo usuniętych postów i kont niewinnych ludzi” – zapowiedział Zuckerberg. Parafrazując lorda Farquaada ze „Shreka”, „wy i wasze dzieci zobaczycie więcej pornografii, przemocy i mowy nienawiści, ale jest to poświęcenie, na które jestem gotów”. 

Takich zmian można się było spodziewać, odkąd Mark Zuckerberg – którego jeszcze kilkanaście miesięcy temu Donald Trump chciał wsadzić do więzienia – zaczął brylować na jego dworze. Ostatnio szef Meta wybrał się nawet z pielgrzymką do prezydenta elekta do jego prywatnej posiadłości w Mar-a-Lago. Wkrótce potem ogłosił, że przeznaczy milion dolarów na „fundusz inauguracyjny” Trumpa (podobne kwoty przekazali szefowie m.in. Apple, OpenAI i Amazon).

Jak zmiany na Facebooku będą wyglądać w praktyce? Ta metoda nie działa

Na tym jednak nie koniec podlizywania. Koncern Zuckerberga wyznacza na kluczowe stanowiska bliskich przyjaciół nowego gospodarza Białego Domu. Są wśród nich m.in. prezes federacji mieszanych sztuk walki UFC Dana White, który został właśnie członkiem rady nadzorczej Meta, oraz Joel Kaplan, nowy dyrektor ds. polityki globalnej. Ten ostatni w wywiadzie dla Fox News nie pozostawił wątpliwości, w jaką stronę zmierza firma. „W ciągu ostatnich czterech lat byliśmy świadkami dużej presji społecznej i politycznej, skierowanej w stronę większej moderacji treści i większej cenzury, ale teraz mamy prawdziwą szansę. Mamy nową administrację i nowego prezydenta, którzy są wielkimi obrońcami wolności wypowiedzi. A to zrobi różnicę” – przekonywał.

Jak te zmiany będą wyglądać w praktyce? Profesjonalnych fact-checkerów zastąpią wolontariusze. Będzie im wolno zamieszczać uwagi i sprostowania pod treściami, które uznają za nieprawdziwe albo niewłaściwe. Dokładnie tak samo, jak ma to miejsce na X. Choć doświadczenia z tego właśnie serwisu wskazują, że ta metoda po prostu nie działa. Dowiódł tego m.in. Atlantic Council w badaniu z 2023 r. Wynika z niego, że czas wyłowienia fake newsów wynosi od siedmiu do 70 godzin, a wpisy nawet oznaczone jako fałszywe nadal bardzo szeroko się rozchodzą.

Jedną z najgorszych cech tego systemu jest to, że w jakichkolwiek politycznych kwestiach jest on całkowicie sparaliżowany, i można odnieść wrażenie, że celowo tak zaprojektowano jego działanie. Alex Mahadevan, dyrektor Poynter Institute, wyjaśnia, że zanim prostująca przekłamanie notka w sprawach politycznych zostanie opublikowana, musi zostać zaakceptowana przez ludzi o przeciwnych poglądach politycznych: „To znaczy, że musi istnieć ideologiczny konsensus”. A w sprawach politycznych, najbardziej rozgrzewających debatę, to się w zasadzie nie zdarza. 

Zakaz porównywania do owadów. Co jeszcze pozostanie zabronione na Facebooku

„Ogłoszenie Zucka to głęboki ukłon w stronę Trumpa i próba dogonienia Muska w wyścigu na dno. Skutki będą dalekosiężne” – przestrzega Nina Jankowicz, była urzędniczka Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego USA zajmująca się zwalczaniem dezinformacji, która obecnie kieruje American Sunlight Project, organizacją zwalczającą dezinformację. Jej zdaniem „fact-checking nie był złotym środkiem na dezinformację na Facebooku, ale stanowił ważny element moderacji. Teraz bariery zostały całkiem usunięte”.

Nie każda mowa nienawiści będzie na Facebooku dopuszczalna. Nadal zabronione jest negowanie Holokaustu, porównywanie czarnoskórych Amerykanów do narzędzi rolniczych czy sugerowanie, że Żydzi kontrolują media. Nie wolno też przyrównywać imigrantów oraz przedstawicieli mniejszości do owadów, zwierząt, patogenów czy „innych form życia poniżej człowieka”, a także oskarżać ich o przestępczość czy niemoralność.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”