Reklama

Znikający Bóg

Znikający Bóg

06.04.2020
Czyta się kilka minut
Zmartwychwstały jest Życiem – mówi Pismo Święte. Życia nie da się zatrzymać. Można tylko po prostu żyć.
Procesja Wielkiego Tygodnia z figurą Chrystusa od Cudów, Malaga, Hiszpania, Wielki Czwartek, 18 kwietnia 2019 r / GRAŻYNA MAKARA.
N

Nie ma Go tu – pomimo rozmaitych różnic w opisie tego, co spotkało w poranek po szabacie kobiety pragnące namaścić ciało Jezusa – ten przekaz posłańców Boga powtarza się zgodnie we wszystkich trzech ewangeliach synoptycznych (Mk, 16, 6; Mt 28, 6; Łk 24, 6).

Aporia

Okazuje się, że zmartwychwstanie jest wydarzeniem, które – najpierw i po pierwsze – niweczy oczekiwania najwierniejszych uczennic Jezusa i kruszy religijne koncepcje, na których oczekiwania te są oparte. Choć przecież były to oczekiwania i koncepcje najpobożniejsze i płynące z głębi ich szczerych serc.

Kobiety pobiegły jak najszybciej do grobu, gdyż Jezus był dla nich bardzo bliską osobą. Ich związek z Nim wydaje się nawet silniejszy – przynajmniej na poziomie emocjonalnym – niż w przypadku Dwunastu. To one czują wewnętrzne przynaglenie, by dopełnić pogrzebowego rytuału względem ukochanego Rabbiego....

14271

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

P. Sikora pisze: (...) w poranek po szabacie kobiety pragnące namaścić ciało Jezus. I dalej pisze: (...) by dopełnić pogrzebowego rytuału względem ukochanego Rabbiego. Pytanie jest takie. Kiedy namaszczamy?

@Vespa mandarinia w czwartek, 09.04.2020, 16:37. Dobre pytanie, które może skłoni red. Sikorę do zainteresowania się żydowskimi rytuałami pogrzebowymi i zniechęci go do mechanicznego dopisywania ewangelistom, czego nie napisali. Ale jeszcze ciekawsze jest pytanie o interpretację Mk 16:1, bo, przyznam, łatwa ta zagadka nie jest. Czy masz na to, Vespo, jakiś pomysł?

Zanim ......... to może podzielę się jeszcze takimi obserwacjami. Ten werset tzn. Mk 16,1 rozpoczyna się frazą "Gdy minął szabat". Z kolei werset 2 zaczyna się od słów: "wczesnym rankiem w pierwszy dzień tygodnia". To są dwa odrębne momenty czasowe. Oznaczałoby to, że w sobotę, gdzieś w okolicach godziny 20-stej, niewiasty wybrały się na zakupy wonności. Św. Łukasz zdaje się to potwierdzać, bo pisze że niosły "przygotowane" wonności. Nie wiem niestety jakie były godziny otwarcia straganów i bazarków w Jerozolimie w tym czasie, ale możliwe że zakupiły od sw0ich koleżanek, tak trochę "spod lady" - że się tak wyrażę. Każdy taki okruch faktograficzny mnie cieszy, ale martwi mnie to co mówiły między sobą. A mówiły o kamieniu: "Kto nam odsunie kamień z wejścia do grobu". Odczytuję to ich pytanie trochę prowokacyjnie, gdyż skoro wiedziały, że nie odsuną kamienia to po co kupowały wonności? Zwłaszcza jeśli wonności, raczej na pewno, nie należały do rzeczy tanich. I tu miałbym kolejne pytanie: czy trzy kobiety nie mogą mieć siły jednego mężczyzny? Jeśli to możliwe, to być może ich prowokacja da się jasno wytłumaczyć, gdyż na końcu rozdziału 15 u Św. Marka (werset 46), mamy zapis, że kamień został zatoczony przez jednego mężczyznę. Te kamienie miały podobno do sześciu stóp wysokości. No i dawały się "toczyć". Coś nie coś chyba daje się zrozumieć, ale przyznam szczerze, że Św. Jan jest nie do przejścia dla mnie przynajmniej. Tak jak zaprzecza godzinom Męki Pańskiej i na podstawie jego relacji nie da się ustalić przebiegu faktów, tak i tu z wonnościami robi tzw. "wrzutkę" z Nikodemem. W rodz. 19 pisze, że przyniósł on 100 funtów aloesu i mirry. Przypis z kolei tłumaczy że funt to około 325 g. Jeśli to policzyć to 325 x 100 da nam 32500 g a wiedząc że jeden kilogram to 1000 gramów otrzymamy 32,5 kg wonności. Może Ty coś z tego rozumiesz?

@Vespa mandarinia w piątek, 10.04.2020, 12:49. Wyjaśnić nie umiem, ale w zamian mogę zaciemnić. Łukasz nie za bardzo potwierdza Marka, ponieważ u niego niewiasty wróciły z pogrzebu o zmierzchu, gdy "szabat się rozjaśniał" (czyli pewnie gdy rozpalano świece), "po powrocie przygotowały wonności i olejki" (aromata kai myra) - wygląda na to, że z zapasów domowych - lecz właśnie ze względu na szabat czekały na niedzielny poranek. Marek każe im kupić "aromata" (bez olejków) dopiero po szabacie, czyli wieczorem następnego dnia. Czy kramy były wtedy czynne - historia milczy, ale skądinąd wiadomo, że nocne spacery po starożytnych miastach były co najmniej niebezpieczną ekstrawagancją. Łukasz nie precyzuje, po co niosły wonności do grobu, podczas gdy Marek wyraźnie mówi: "żeby namaścić go" (aleipsosin auton). Bez obmywania? Tego dokonywano p͟r͟z͟e͟d pogrzebem i w domu, a ciałem Jezusa zajmował się tylko Arymatejczyk (kobiety wg Marka tylko patrzyły) i to na cmentarzu niedaleko miejsca kaźni. Musiał tylko owinąć skrwawione ciało płótnem, zgodnie z żydowskim obyczajem, w takich przypadkach wręcz z͟a͟b͟r͟a͟n͟i͟a͟j͟ą͟c͟y͟m obmywania z krwi wytoczonej po śmierci, taka krew bowiem należy do ciała. Niektórzy co prawda mówią, że przepis ten jest dużo późniejszy, ale przecież Talmud nie został s͟p͟i͟s͟a͟n͟y na podstawie tradycji wymyślonej ad hoc. Jan faktycznie komplikuje i zaciemnia jeszcze bardziej, bo u niego Józef z Nikodemem jakby balsamują Jezusa, chyba bez obmywania, sypiąc niebywałe 100 funtów (hos litras hekaton) mieszanki mirry i aloesu (migma smyrnes kai aloes) do całunu. W takim przypadku naprawdę odwijanie ciała po trzech dniach nie miałoby sensu, toteż u Jana w niedzielę niewiasty nic z sobą nie zabierają. Zresztą pamiętamy, że Zbawiciela jeszcze za jego życia namaściła na pogrzeb Maria z Betanii funtem olejku nardowego (myron nardou). Podobno jakieś odkrycia archeologiczne świadczą o praktykowanym niekiedy namaszczaniu wewnętrznych ścian grobowców jakby w symbolicznym zastępstwie namaszczania już pogrzebanych, czyli niedotykalnych zwłok, albo może tak, jak w świątyni namaszczano specjalną mieszaniną m.in. mirry (w LXX "anthos smyrnes") i oliwy ściany i meble Przybytku. Oraz głowy królów. Mateusz, ponoć najbieglejszy w żydowskich zwyczajach, nic o wonnościach nie wspomina i każe Józefowi tylko zawinąć ciało, a niewiasty w niedzielę po prostu chcą obejrzeć grób z zewnątrz. Wymieniam tak skrupulatnie te greckie nazwy, bo w przekładach wszystko sie miesza, szczególnie mirra (smyrna) z olejkiem (myron), a ten z ewidentnie sypkimi wonnościami (aromata). Ta "litra" to znów może być mniejszy, starozytny funt (niektóre przekłady zamiast 100 dają 75 funtów w przeliczeniu na nasze), ale to też moneta albo miara objętości równa ok. 0,23 litra. Ogólnie sądzę, że spisując po kilkudziesięciu latach opowieści z różnych źródeł i przekazów z trzecich albo i dalszych ust, w dodatku w języku obcym, choć na poziomie "konwersacyjnym" na pewno dobrze opanowanym, można sporo namieszać i zaciemnić. Mimo albo właśnie dlatego że usilnie próbuje się niczego nie przeinaczyć i nie uronić żadnego szczegółu. Pisarz sprawniejszy i bez skrupułów po prostu wygładziłby i logicznie uporządkował to, co zasłyszał. A tak to mamy kłopot. ;)

Chyba jednak nie ściemniasz. Moim zdaniem nie ma sprzeczności. Mam na myśli Łk 23,56: "Po powrocie przygotowały wonności i olejki; lecz zgodnie z przykazaniem zachowały spoczynek szabatu". "Po powrocie" nie znaczy od razu. Po powrocie od grobu zachowały spoczynek szabatu i dopiero następczo przygotowały olejki i wonności, najprawdopodobniej poprzez ich zakup od swoich znajomych. Zresztą pisząc, że Łukasz potwierdza Marka miałem na myśli Łk 24,1. Tam stoi, że niosły "przygotowane" wonności. To tyle w kwestii Twojego ściemniania )

Możliwe, ale jeśli chodzi kolejność - najpierw przygotowanie, potem odpoczynek - to po prostu tak się to intuicyjnie czyta. Jeszcze a propos żydowskich zwyczajów: grzebanie zmarłych to akurat jedna z tych czynności, których nie trzeba przerywać ani odkładać z powodu szabatu [https://www.chabad.org/library/article_cdo/aid/281551/jewish/Timing-of-the-Jewish-Funeral-Service.htm]. To znów z zastrzeżeniem, że za czasów Jezusa nie musiało być tak samo, chociaż Jan uważa za stosowne tłumaczyć naleganie Żydów na przyśpieszenie zdjęcia skazańca z krzyża i pochowania go: "był bowiem wielkim dniem tamten szabat" (czyli dniem Paschy), a następnie wybór grobu, o którym nie wspomina, jakoby miał należeć do Józefa: "Tam to więc, ze względu na żydowski dzień Przygotowania, złożono Jezusa, bo grób znajdował się w pobliżu". I to właśnie Jan każe żałobnikom jeszcze przed szabatem dopełnić rytuału, chociaż w sposób wymuszony okolicznościami (zawinięcie w całun ze sporą ilością ziół zamiast mycia i namaszczania kosztownym olejkiem). Naprawdę Marii nic nie pozostaje do zrobienia w niedziele rano, tym bardziej, że najwidoczniej udaje się do grobu sama, inaczej niż w pozostałych ewangeliach. Ewangelia janowa uchodzi za najpóźniejszą i najmniej "historyczną", ale tutaj to ona pozostawia w miarę spójny przekaz, jeśli zrezygnować z uzgadniania go z synoptykami. Czy wolno rezygnować, to jest już pytanie do teologa-egzegety, bo filologia nie ma z tym najmniejszego problemu.

Jest jeszcze jednej argument w kwestii kolejności. Marek napisał, że "zakupiły". Pieniądze w szabat były tzw. "mukce". Rzeczy odłożone. Także pozostanę przy swoim, że "przygotowały" wonności w sobotę po 20- stej :). Ale to w sumie jest drobnostka, ta kolejność. Niemniej jednak mamy rozbieżne poglądy już tu. To co mówić w doniosłych kwestiach ) Np. w takich gdybym wysunął bardzo obrazoburczą hipotezę, że pochówki miały być dwa :))

Chyba także nie przeczytałeś dokładnie linku, który wkleiłeś z chabad.org. Tam jest pkt 5. On przeczy temu co sam napisałeś, że "grzebanie zmarłych to akurat jedna z tych czynności, których nie trzeba przerywać ani odkładać z powodu szabatu". Dodatkowo, myślę, że na uwagę zasługują także punkty 1 i 3.

Co do kwestii obmywania natomiast, to jest to - jak sądzę - bardzo trafna wątpliwość, w sensie trop. Ale niestety nie wiem dokąd może nas to zaprowadzić. W szabat można było obmywać i namaszczać olejami, ale pod warunkiem, że nieprzemieszczano kończyn zmarłego.

Chrystus zmartwychwstał! Χριστός ἀνέστη! Nie wypada inaczej zacząć w ten niedzielny poranek. Z pogrzebami w szabat masz rację, nie doczytałem i wycofuję to całkowicie. Na historyczne hipotezy natomiast jestem zawsze otwarty, o ile odnoszą się one do swojego przedmiotu, czyli historii, a nie do dzisiejszych sporów na zupełnie inne tematy. Hipoteza podwójnego pochówku nie budzi takich obaw, więc możesz spokojnie ją wyłożyć nie ryzykując wywołania niemerytorycznej polemiki. Zresztą sam znalazłem coś w tym stylu: Kennard, J. S. (1955). The Burial of Jesus. Journal of Biblical Literature, 74(4), 227. doi:10.2307/3261668, ale na razie przejrzałem tylko pobieżnie (w końcu mamy Święta) i wstrzymam się z wnioskami. Pewnie będzie okazja wrócić do tematu przed kolejna Paschą. Wesołych Świąt.

Zmartwychwstał. Alleluja !

uzmysłowiła mi coś, bardzo istotnego. My chrześcijanie, dzisiaj w XXI wieku, mamy coś niezwykle istotnego. Biblię. Czasem, różnie jej zapisy interpretujemy, powoduje to spory, podziały,kłótnie. Lecz mamy to Pismo Święte i dobrze albo źle, mamy się na czym opierać. Tymczasem pierwsi chrześcijanie nie mieli Biblii. To trwało dobrych kilkadziesiąt lat,zanim pierwsze Ewangelie,zostały spisane. A Kościół się rozwiał, rósł i prężniał.Już Chrystus,jak wiemy z Biblii, wysyłał,apostołów po dwóch,by nieśli Dobrą Nowinę.Oni ją wtedy nieśli, bez Biblii,ani żadnych innych periodyków,z prostej przyczyny, takich nie było. Jaki z tego wniosek? Wiara to coś więcej, niż historia. Wiara jest ponad historią, chociaż niewątpliwie,posiada swoją historię.Takie to refleksje nawiedziły mnie dzisiejszego poranka,wyjątkowego poranka. Bo to czy Jezus Chrystus powstał z martwych w środku nocy,czy tuż przed świtem,a może zaraz potem, gdy nastała ciemność, dla mojej wiary nie ma najmniejszego znaczenia.

może to dobry czas by t r z e ź w y m okiem spojrzeć na teksty ewangelistów - polecam Gezy Vermesa 'Autentyczna Ewangelia Jezusa' i 'Twarze Jezusa' na początek

Bardzo przyjemnie się czyta o tym jak było, ponoć każdy z nas po siedmiu latach relatywizuje własną przeszłość i tworzy zupełnie nową, taką bardziej „prawdziwą”. Oczywiście ten mechanizm wymyślili amerykańscy uczeni, jak wszystko co doniosłego wymyślono, pewien wkład mają też radzieccy uczeni, ale to temat na inną bajkę. Powiedzmy sobie otwarcie, wszystko wskazuje na to, że nie było komu spisać na gorąco tamtych wydarzeń, pomijam oczywiście element obiektywizmu, bo to jest już zbyt abstrakcyjna sugestia. Uczeni do dziś się spierają, jak datować pierwsze zapiski Ewangelii. Optymistyczna wersja zakłada ok stu lat po, ale Konstantyn, który to uporządkował panował dużo później. Czyli bardziej legenda niż opis wydarzeń. Chrześcijaństwo powstaje w innych realiach kulturowych i historycznych, zmieniły się jednostki miar w handlu, mierzenie czasu, język… , powiedziałbym, że niewiele zostało z klimatu miejsc i czasów gdy żył Chrystus. Kto spisał Ewangelie? Na jakich opowieściach się inspirował? Jaką wiedzą historyczną dysponował? Na pewno nie korzystał z wiedzy amerykańskich uczonych. Dyskusja na temat kiedy kto i ile kupił wonności i co nimi smarował, byłaby ciekawa w przypadku balsamowania zwłok Faraona, tam mamy wiarygodne źródła informacji, w przypadku Chrystusa chodzi o ideę, ducha tamtych wydarzeń, dociekanie prawdy może nas doprowadzić niechcący do konkluzji, że wszystko to zmyślono na potrzeby gawiedzi niespecjalnie siląc się na uprawdopodabnianie faktów. Ewangelie napisano w iście hollywoodzkim stylu, to się ma dobrze sprzedawać i się sprzedaje każdy może sobie wykoncypować własną wersję i dodać wymyślone dialogi, a duch opowieści się i tak przebija. Odwieczne marzenie, o zadość uczynieniu za doznane krzywdy te rzeczywiste i urojone.

Dlaczego? Narodziny idei i jej trwanie, aż do tej pory. To jest to, kwintesencja.Eddie apostata, proponuje Vermesa apostatę. Czemu nie.W końcu pan Vermes był wybitnym uczonym i znawcą tematu. Lecz czy dzięki niemu,można dotknąć idei a właściwie jej narodzin? Moim zdaniem nie.A ja szary katolik, dotknąłem, tak przynajmniej myślę. I nie znam oryginalnych języków biblijnych i już nie poznam, bo za stary jestem. Więcej uważam, że każdy kto chce, może też to poznać, bowiem jest to tuż, tuż i nie trzeba do tego wyższego wykształcenia.Ewangelie, oraz Stary Testament,to mówiąc w dużym skrócie fundament. Bez fundamentu nie ma budowli, żadnej, pełna zgoda. Lecz w fundamentach żyć się nie da, chyba że działamy w podziemiu. Lecz nawet w podziemiu,trzeba wyjść na słońce..... Moim skromnym zdaniem,narodziny i kształtowanie się chrześcijaństwa w sposób kapitalny i niezwykle prosty pokazują Dzieje Apostolskie. To coś genialnego. Tylko trzeba je poznać. Jak? Czytając, tylko nie jak, każdą inną książkę. Inaczej. Czytać po jednym rozdziale, nie więcej. I najważniejsze . Przed każdym czytaniem pomodlić się do Boga Ducha Świętego o dar zrozumienia, jaki jest dostępny dla każdego z nas. To bardzo proste, prostsze nawet od piłki nożnej.Teraz wszyscy mamy więcej czasu ze zrozumiałych względów.Może warto go,choć trochę poświęcić, na poszukiwanie prawdy. Prawdy,która prowadzi do życia wiecznego.

dla Pańskiej wiedzy: nie jestem apostatą jak Pan uważa - przede wszystkim dlatego, że nie widzę sensu, a tym bardziej powodu, by wypisywać się z instytucji, do której się nie zapisywałem, nie wspominam o bezczelnej i upokarzającej tego aktu procedurze jaką pyszni biskupi polscy wymyślili - co do Vermesa: uważam, że dla takiej dziedziny jak biblistyka ideologiczna neutralność jest niezwykle korzystna - i tu plus dla GV, lektura jego książek pozostawia w czytelnika w przekonaniu, że pisał je doskonały fachowiec, nieobciążony irracjonalną "wiarą" [p.s. ciekawostka: ja zrozumiałem bez modlitw]

@eddiepolo w poniedziałek, 13.04.2020, 15:21. Mówiąc o Vermesie i jego neutralności nieobciążonego irracjonalną wiarą fachowca, warto wspomnieć, że ten żydowski konwertyta, potem ksiądz katolicki, następnie rekonwertyta na judaizm, przez całe życie był "obciążony" wiarą bardziej niż przeciętny żyd lub przeciętny katolik. Jego relacje z chrześcijaństwem nacechowane były traumami holokaustu, antysemityzmu i poczucia odrzucenia przez religię z wyboru (lub z przymusu, jak później to przedstawiał). Pasja, z jaką odkrywał żydowskie oblicze Jezusa, wynikała tyleż z chęci przywrócenia tej postaci judaizmowi, co z pragnienia odebrania jej chrześcijaństwu, ukarania wspólnoty, która - tak to odczuwał - okazała mu wzgardę, przez pozbawienie jej poczucia sensu istnienia. Wcale tego zresztą nie ukrywał. A że kipiące w nim pasje realizował w sposób naukowy, to zupełnie naturalne u uczonego. Chcąc zemścić się na niewiernej kochance, chemik prędzej użyje chemii niż gazrurki. Oczywiście takie pisarstwo jak Vermesa ma swój urok, szczególnie dla czytelników trawionych podobnymi obsesjami (niekoniecznie na podobnym podłożu). Zostawiając Vermesa, polecam twojej uwadze innego wybitnego fachowca od zwojów z Qumran i autora nader oryginalnych hipotez na temat początków chrześcijaństwa - Roberta Eisenmana [robertheisenman.com].

Nie jesteś apostatą de iure, tylko de facto. A wiesz dlaczego? Konfesjonały czekają na skruszonych apostatów in pectore. A Bóg ma dużo czasu, wszak jest jego Panem. Piszesz,że zrozumiałeś coś bez modlitw. Interesujące. Podobnie było z Szawłem z Tarsu. Gość spadł z konia i.......... Nie. Nim zmarł Szaweł a narodził się Paweł, wydarzyło się parę, niezmiernie ważnych rzeczy. W takich rzeczach, nie ma przypadku.Zresztą Szaweł nie był gościem z pierwszej łapanki. A jaka jest twoja opowieść Eddie?

Szanowny Pan porównuje uraz głowy Pawła do mojego skromnego "zrozumiałem"? - nieporozumienie シ widzi Pan, właśnie z powodów, które w Pańskich wywodach są aż nadto jaskrawe, badaniami Biblii nie powinni moim zdaniem zajmować się zanadto 'wierzący' - mało tego, nawet wśród konsekrowanych biblistów niewielu takich, którzy tkwią w prymitywizmie dosłowności i ślepej wiary, więc cóż ja Panu tu więcej mogę...? +++ a co do przypadku, jestem deterministą z przekonania, przypadek to dla mnie konieczność, a ślepy los i wolna wola - z góry wyznaczona ścieżka

W końcu, ślepy los i wolna wola, to typowe cechy deterministy.

Już to kiedyś pisałem, ale się powtórzę, czytanie świętych tekstów wcale nie prowadzi do zrozumienia. Mam na myśli czytanie ze zrozumieniem tych tekstów. Onegdaj już wiedzieli o tym teologowie i badacze tychże, to dlatego były to teksty zakazane, dostępne dla wybranych, a naruszenie tego zakazu uznawano za herezję i nawet palono na stosach. Jak wszystko co zakazane, nęci i wabi, stało się, Kościół zachęca i zaleca czytanie Pisma Świętego, oczywiście wersję odpowiednie spreparowaną i przetłumaczoną. Odarto te pisma z magii i tajemniczości, namnożyło się w sposób niekontrolowany, niezliczonej ilości ich interpretacji. Czy prawdy należy szukać w nich, czy w sobie. Jeśli nie masz daru zrozumienia co czytasz, to czy modlitwa do Ducha Świętego uleczy cię od ułomności. Spróbuj z instrukcją obsługi sprzętu, której nie za bardzo ogarniasz. W moim wieku niezrozumienie czytanego tekstu to coraz częstsza przypadłość, mój sposób na to, przespanie się z problemem, modlitwy do DŚ jeszcze nie próbowałem. Jestem bierzmowany, ponoć ten sakrament obdarza nas darem zrozumienia. W taki oto sposób brniemy na manowce i zaczynamy bredzić. Bóg jest nieskończenie doskonały, tak uczy nas katechizm. Poznać Go możemy czytając - genialnie to wymyślił. Zważywszy na odsetek ludzi posługujących się pismem i potrafiących je ze zrozumieniem odczytać, w czasach gdy one powstawały, a i dzisiaj gdy statystyki mówią o 50% udziale w populacji wtórnych analfabetów i to w krajach wysoko rozwiniętych. Pomysł jest tym donioślejszy, że tym nierozumiejącym, tłumaczą, jak w dzisiejszym tekście, ci co ponoć zrozumieli. To piękne, ale ileż niesie w sobie ułomności i to tam gdzie ich być nie powinno. Coraz częściej nachodzą mnie refleksje chodząc po lesie, i obserwując przyrodę. Ileż więcej prawdy o Nim zapisane jest w śpiewie ptaków, kwiatach, wszędobylskich mrówkach i całym tym tałatajstwie kąsającym, gryzącym parzącym, kującym… . Jeśli tego nie potrafisz odczytać, czytanie najświatlejszych świętych ksiąg, na nic się nie zda.

odczytać. Cóż, podobnie, jak ja. Z Duchem Świętym, jakoś, mimo upływu lat, nie miałeś bliższego kontaktu, pomijając Bierzmowanie. To wielki błąd. Apostołowie, trzy lata chadzali z Jezusem, dzień w dzień, noc w noc. Umieli czytać jego znaki, podobnie, jak ty czy ja umiemy czytać znaki przyrody. I jaki był tego owoc? Żaden, w momencie próby, wymiękli, wystraszyli się. Zresztą będąc na ich miejscu, pewno ja zachowałbym się podobnie. Kiedy tak, na serio zaczęli głosić,że są świadkami Jezusa Zmartwychwstałego? Po Zesłaniu Ducha Świętego. Dzieje Apostolskie, to praktyczny przekaz o powstawaniu chrześcijaństwa. O jego wzlotach i upadkach. A modlitwa do Ducha Świętego, to prośba o bycie otwartym. Na co? Na prawdę nie na magię. Nigdy nie jest za późno, by się z tym zmierzyć. Osobiście podejrzewam Oportunisto, że po czymś takim, twoje oportunistyczne problemy z Kościołem, może nie znikną, lecz na pewno nabiorą innego smaku. Zresztą zawsze masz żonę na podorędziu.

Nie sądziłem, że nasz spór, o coś co określiłem drobnostką (kolejność zakupu ewentualnie przygotowania wonności przez kobiety), legł u podstaw wyjścia analizy Kennarda, w poleconym przez Ciebie artykule. Zajął on Twoją pozycję i ten wybór ma wpływ na jego dalsze analizy. Pytanie co jeśli nietrafnie? Nie wszystko podzielam i wymagałoby to dłuższego wywodu. Niemniej jednak jako pozytyw przyjmuję to, że hipoteza podwójnego pochówku jest również przez niego forsowana (może za duże słowo, powiedzmy przedstawiana). A ponoć artykuł powstał po dwudziestu latach studiów i analiz. I jego koledzy, zapewne też jacyś "światowcy" dokładali do niego kamyczki. Była to jakaś drobna przyjemność odnalezienia się w nurcie dyskusji sprzed ponad 60 lat :)

Znakomity artykuł jak zwykle! Bardzo dziękuję. Dla mnie oprócz aspektu teologicznego bardzo ważny jest aspekt egzytencjalny jaki odnajduję w tym fragmencie Janowym o Marii Magdalenie. Chyba najpiękniejsze świadectwo w całej Ewangelii. Maria która doznała miłości Jezusa, być może jedenej w swoim życiu, jest mu wierna do końca. Musiała być przecież zdruzgotana po tym gdy była świadkiem (w jakiejkolwiek formie) gdy tego jedynego sprawiedliwego, którego pokochała, mordują brutalnie Rzymianie z aprobatą tłumu. Jej słowa «Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę» są wielką skargą na to wszystko czego doświadczyła. To jest punkt kulminacyjny i moment ostatecznej niezgody na zwycięstwo zła. Również moment decyzji, bo chwilę potem odkrywa że ta Miłość może być nieśmiertelna i mieszkać w niej jeśli zdecyduje się dać jej w sobie schronienie. To jest decyzja bycia pierwszą chrześcijanką.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]