Znikające krzyże w Kuropatach

Tadeusz Kondrusiewicz, rzymskokatolicki arcybiskup Mińska, noblistka Swietłana Aleksijewicz, a także środowiska niezależne protestują u władz Białorusi przeciw usuwaniu krzyży, które upamiętniają ofiary komunizmu w lesie Kuropaty na przedmieściach białoruskiej stolicy. Zaniepokojenie wyraziła Cerkiew prawosławna, która zwykle jest tu przychylna władzom.
Czyta się kilka minut
Lokalni mieszkańcy przeciwko usuwaniu krzyży, które upamiętniają ofiary komunizmu w lesie Kuropaty na przed-mieściach białoruskiej stolicy. 4 kwietnia 2019 r. / / FOT. Sergei Grits / AP/Associated Press/East News
Lokalni mieszkańcy przeciwko usuwaniu krzyży, które upamiętniają ofiary komunizmu w lesie Kuropaty na przed-mieściach białoruskiej stolicy. 4 kwietnia 2019 r. / / FOT. Sergei Grits / AP/Associated Press/East News

Od początku kwietnia administracja leśna pod ochroną milicji usuwa krzyże, które środowiska niezależne stawiały w ostatnich latach. Wcześniej prezydent Łukaszenka mówił, że należy zaprowadzić tam „porządek”. Ministerstwo gospodarki leśnej oświadczyło teraz, że w ramach prac porządkowych usuwane są nie wszystkie krzyże, lecz te „postawione bez zezwolenia”.

Kuropaty to dla wielu Białorusinów, a także innych narodów mieszkających na Białorusi miejsce-symbol: w czasach Związku Sowieckiego mińska delegatura tajnej policji NKWD grzebała tu zamordowanych podczas kolejnych fal represji. Spoczywa w tym miejscu od 100 tys. do ćwierć miliona ofiar, w tym kilka tysięcy obywateli polskich z tzw. białoruskiej listy katyńskiej, których grobów Polska szuka do dziś. W czasach sowieckich teren był zamknięty, dopiero w latach 80. działacze białoruscy zaczęli poszukiwania; odkryto ponad 500 masowych mogił. Uroczystości w Kuropatach w 1988 r. były ważnym momentem dla formowania się ruchu niepodległościowego; wtedy zaczęto stawiać oddolnie krzyże. W listopadzie 2018 r. za zgodą władz stanął tam niewielki pomnik i zdawało się wtedy, iż to sygnał „odwilży”.

Skąd więc obecna akcja? – Władze nie negują zbrodni NKWD, ale chcą mieć kontrolę nad tym miejscem i przekazem, jaki z niego płynie dla społeczeństwa – mówi „Tygodnikowi” Wojciech Konończuk z Ośrodka Studiów Wschodnich. – To sygnał, że politykę historyczną robi władza, a nie opozycja.

– Obecna akcja to jeden z kilku przykładów ostatniego „dokręcania śruby”. Prócz Kuropat władze uderzają też w telewizję Biełsat, Związek Polaków na Białorusi czy środowisko ekologów w Brześciu – dodaje Konończuk.

 Za: Kathpress, Belsat, inf. własna

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 16/2019