Zgoda na błądzenie

1. Niedziela Adwentu
Czyta się kilka minut

Czemuż, o Panie, dozwalasz nam błądzić z dala od Twoich dróg?" - pyta prorok Izajasz. To pytanie jest zaledwie echem innego, jeszcze bardziej przejmującego, a nawet budzącego w człowieku strach. Czy można pytać Boga o Jego odpowiedzialność za skutki ludzkiego błądzenia? Czy Bóg, nawet jeśli nie stworzył zła, zarówno moralnego, psychicznego, jak i fizycznego, a jedynie je dopuścił, to czy jednak nie jest współwinny? Przecież nawet my, słabi ludzie, bo trudno o nas mówić, że jesteśmy wszechmocni, ponosimy odpowiedzialność, i to karną, jeśli nie zapobiegniemy złu i nie udzielimy pomocy komuś, kto na naszych oczach uległ np. wypadkowi, i to nie z naszej nawet winy.

Przez wieki nie musieliśmy zadawać sobie i innym tego rodzaju pytań. Rzecz wyglądała w zasadzie prosto. Pan Bóg stworzył świat doskonały, ale człowiek to wspaniałe Boże dzieło mocno zepsuł. Dlatego Bóg posłał Swojego Syna, celem naprawienia świata. Niestety, znowu na przeszkodzie stanął człowiek i dzieło naprawy zostało, co prawda dokonane, ale jeszcze nie spełnione. To znaczy, że dopiero się spełnia. W związku z tym wielki, ogarniający cały wszechświat finał dopiero nastąpi i niekoniecznie będzie to happy end. Bynajmniej nie dla wszystkich.

Nie bez powodu więc pierwsi chrześcijanie oczekiwali, a raczej spodziewali się rychłego powrotu Jezusa Chrystusa i zwinięcia nieba i ziemi, jak zwija się zwój papirusu. Czas jednak biegł nieubłaganie, świat jak istniał, tak istniał, i wcale nie wyglądał na lepszy. Nie było więc wyjścia, trzeba było na nowo pogodzić się z historią, to znaczy poszukać sobie miejsca i roboty w takiej rzeczywistości, jaką ona jest.

Jak każdego roku, rozpoczynając adwent warto pomyśleć, na co przeznaczymy ten czas. Odpowiedź narzuca się sama - na przygotowanie na powtórne przyjście Pana, mówią kaznodzieje i katecheci. Ale Pan już przecież przyszedł i nie ma takiej siły, która by Go zmusiła do odejścia, gdyż sam nigdzie odchodzić nie ma najmniejszego zamiaru. A nawet gdyby chciał, to i tak by nie wiedział, jak to zrobić, skoro jest zawsze i wszędzie. Inni powiedzą, że nie warto czekać jeszcze z innego powodu. Jutro śmierć nam niesie, "jakże szybko z niczego pogrążamy się w nicość". Ale również wtedy, gdy żyje się nam szczęśliwie, to pewnej bezsennej nocy zauważamy, że wszystko wokół nas i w nas zaczyna wyglądać jakoś dziwnie. Właściwie nie wiadomo dlaczego, ale ta sytość dóbr wszelakich, materialnych i duchowych, ludzi, ale i Boga, coraz częściej doprowadzała szczęśliwca do mdłości, na które nie ma lekarstwa w żadnej aptece.

I tak nastaje nasz sądny dzień. Do głosu dochodzi nasza dusza, nasz rozum i serce, którym to dotychczasowe szczęście czy nieszczęście nie bez powodu wydaje się być nie takie znów piękne i nie takie straszne. A skoro tak, to widocznie i dla nas nastał czas nawiedzenia - odezwał się w nas Duch Boży, zmuszający nas do zrobienia jeszcze jednego kroku. Bywa, że w nieznane.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 48/2011