Zamiast powagi

Polscy księża i biskupi sporo mogliby się nauczyć obserwując życie religijne parafii w USA. Msza niedzielna jest w Polsce najczęściej głośna i rozcelebrowana; czasami nadużywana i traktowana jak nożyczki do przecinania wstęgi przy rozmaitych niereligijnych okazjach. W USA ksiądz oczekuje parafian przed kościołem, do każdego coś powie, bo ich zna; procesjonalnie przechodzi do ołtarza z ministrantami - tak chłopcami, jak dziewczętami - lektorami, osobami zbierającymi ofiary czy udzielającymi komunii. Rozpoczynając Mszę wita wszystkich, a zgromadzeni witają się między sobą. Przed czytaniem lekcji dzieci idą z panią na pogadankę do salki i wracają po kazaniu, obstępują ołtarz, a do rodziców wracają na Sanctus. Modlitwę Pańską wszyscy odmawiają trzymając się za ręce, zaś na znak pokoju podają sobie dłonie, ludzie z dalszych ławek posyłają ręką przyjazny gest - ogólne serdeczne poruszenie. Kazania są żywe, z dowcipnymi wtrętami, księża nie stronią od wspomnień rodzinnych i opowieści z prywatnego życia. Komunię rozdają także świeccy, mężczyźni i kobiety, nawet inwalidzi siedzący na wózku - zawsze pod dwiema postaciami. Pod koniec Mszy, przed błogosławieństwem, zebrani otwierają ręce w geście przyjmowania daru, słysząc na koniec: “Idźcie w pokoju z Chrystusem, służyć Bogu i ludziom". Później celebrans staje przed udającym się w daleką podróż czy na operację do szpitala i modli się, a wszyscy w jego kierunku wyciągają ręce. Msze uświetniają kameralne zespoły orkiestrowe złożone z parafian, śpiewa chór. Ponieważ Amerykanie uczą się w szkołach muzyki, grają na profesjonalnym poziomie. Oklaski w kościele nie są rzadkością, rozlegają się jako wyraz aprobaty i radości.
Czyta się kilka minut

Co trzy lata wybierana jest rada parafialna. Chętni do pracy zgłaszają się spośród tych, co zostali po nabożeństwie, a w następną niedzielę ich listę parafianie przegłosowują. Rada, poza sprawami leżącymi tylko w gestii duchowieństwa, zajmuje się wszystkim innym: zbiera pieniądze na tacę, zarządza funduszami z wypłatą pensji dla księży włącznie, kieruje remontami, zakupami, a na zakończenie roku przedstawia bilans.

Amerykanie są jednak dość pragmatyczni i swobodnie podchodzą do świętości miejsca z Eucharystią. Przed Mszą i po niej w kościele głośno się rozmawia, wybuchają śmiechy jak na spotkaniu towarzyskim. Do komunii idzie cały kościół, co u wielu komunikujących budzi poważne obawy, czy wierni są naprawdę świadomi stanu swojej duszy? W kolejce do ołtarza niektórzy trzymają ręce w kieszeni, rozglądają się, wymieniają ze znajomymi ukłony. W czasie Mszy zdarza się, że uczestnicy siedzą rozparci w ławkach z rękoma na oparciu, trzymając nogę na nodze.

Polskie usztywnienie wiernych, wiejąca od ołtarza śmiertelna powaga, zasadniczość, choć nie jest w liturgii konieczna, nie budzi wątpliwości co do szacunku dla sacrum. Taki styl nie buduje jednak wspólnoty. Połączenie pozytywnych stron obu praktyk i odrzucenie wad być może dałoby pożądany rezultat. Szkoda, że praktyka Kościoła nie idzie w tym kierunku. Nadzieją jest wymiana stypendialna księży polskich i amerykańskich, dzięki której polski Kościół by poweselał, a amerykański nauczył się szacunku dla świętości.

JAN KEPLER (Orinda, Kalifornia-USA)

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 38/2004