Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Zabić śmierć

Zabić śmierć

09.12.2012
Czyta się kilka minut
Sylwia Chutnik, Cwaniary | Ten rodzaj literatury, nicującej stereotypy i przejmującej, bez moralizowania, atrybuty męskiej kultury, ma w ostatnich latach w Polsce dobre realizacje. Kobiety wzięły w swoje ręce zbrodnie.
Z

Zgłaszam się na ochotnika: zostawmy kwestię przemocy, porozmawiajmy w kontekście nowej powieści Chutnik o śmierci.

W programie TVP Kultura „Hala odlotów” Sylwia Chutnik, w parze z Dominiką Dymińską, autorką „Mięsa”, próbowała powiedzieć, o czym jest jej nowa powieść „Cwaniary”. Oczywiście nie ma szans, by ten obudowany atrakcyjną fabułą temat stał się przedmiotem jakiejś szerszej dyskusji: pisarka powiedziała, że napisała o sposobach oswajania śmierci. Program miał za temat nieśmiertelną równość, co zawsze sprowadza dyskusję do pytań w kwestii, czy panie mają gorzej i jak to (w głowie, w brzuchu?) czują. Chutnik może liczyć na rozmowę o kobietach zadających śmierć, o przesunięciu konwencji miejskich powieści łotrzykowskich, czerpiących z folkloru stołecznego, przyprawionego kryminałem.

„Cwaniary” „przepisują” „Złego” Leopolda Tyrmanda, z przebitkami na (późniejszą od daty powstania „Złego”) twórczość Stanisława Grzesiuka i Marka Nowakowskiego. Dodałabym tu kobiecą tradycję, choćby „Krótką historię Iwony Tramp” Krystyny Kofty z 2001 r., której bohaterki w przebraniach prowadzą nocne polowania, wyrównujące dzienne niesprawiedliwości. Jest jeszcze cała ścieżka popkulturowych odwołań, zwłaszcza filmowych. Panie i panny bywają „fotogenicznymi” zbrodniarkami. Przed laty niezwykle popularny był amerykański miniserial „Widows”, którego bohaterki „dokończyły” robotę po mężach.

Oczywiście, rewindykowanie schematów fabularnych, atrakcyjnych narracji popkulturowych, ale też, czy zwłaszcza, mitologii i legend współczesnych to zadanie, które wystarczyłoby za całą ideę powieści. Niejednej, w końcu Sylwia Chutnik dała nam dyskusyjną „Dzidzię”, w której ślady Powstania Warszawskiego, okupacji, konspiracji odciśnięte zostały na konkretnym, czującym, kalekim i współczesnym ciele kobiecym. Chutnik często sprowadza wzniosłe narracje do konkretu nieatrakcyjnego życiorysu swoich bohaterek. W „Cwaniarach” brzmi mocno coś jeszcze; coś, o czym nie będą z nią rozmawiać prowadzący programy telewizyjne, gdyż brawura estetyczna tej prozy zamyka im usta. Zgłaszam się wobec tego na ochotnika: zostawmy kwestię przemocy, porozmawiajmy o śmierci.

Zanim opowiem o jej wyglądach i właściwościach zapisanych przez autorkę „Kieszonkowego atlasu kobiet”, dodam coś jeszcze do tła. Ten rodzaj literatury, nicującej stereotypy i przejmującej, bez moralizowania, atrybuty męskiej kultury, ma w ostatnich latach w Polsce dobre realizacje. Kobiety wzięły w swoje ręce zbrodnie, coraz śmielej pisząc kryminały, i to niekoniecznie w konwencji komediowej, ulubionej przez Joannę Chmielewską. W niekryminalnym nurcie feministycznym tylko w tym roku ukazały się: Hanny Samson „Życie po mężczyźnie” czy Joanny Bator „Ciemno, prawie noc”. Bohaterka Samson skrupulatnie planuje zemstę na byłym mężu i – uwaga! – dentystce; bohaterka Bator jest współczesną wojowniczką, wyprawiającą się w nieco baśniowej konwencji przeciw złu historii i współczesności. Te mocne, skomplikowane i zdolne do wszystkiego postacie stanowią odpowiedź na nurt „literatury krzywdy”, wciąż najsilniej reprezentowany w polskim pisarstwie kobiecym. Maciej Duda w szkicu poświęconym Samson („Pogranicza” 2/2012) pokazuje wpływ literatury bałkańskiej na „wściekłe” narracje ostatnich dekad. Sądzę, że obok Dubravki Ugrešić czy Aglaji Veteranyi warto rozważyć recepcję dramaturżki-brutalistki Sarah Kane, a nade wszystko noblistki Elfriede Jelinek.

W pisarstwie Sylwii Chutnik ważny jest oczywiście niesłabnący dialog z miejskim, warszawskim folklorem, historią XX wieku i problemami współczesnych kobiet, usytuowanych poza domami ze szkła, filmowanymi przez miękkie filtry seriali TVN i mdłej, waniliowej kultury głównego nurtu. Jej bohaterki odwiedzają centrum miasta jak łowisko, mieszkają zawsze gdzieś na obrzeżach. Doznają biedy, przemocy; są zdane na siebie, przyjaźnią się z innymi w podobnej sytuacji; biorą odwet.

Tym razem narrację napędza wyjęty z kronik kryminalnych fakt: nieuczciwy deweloper próbuje przejąć kamienice zamieszkiwane przez biednych ludzi, by na ich miejscu stawiać kolejne, podobne do siebie, bezduszne apartamentowce. Żeby pozbyć się lokatorów, potrafi nawet zabić. Pamiętamy historię działaczki oddolnie zorganizowanego oporu obywatelskiego, która zginęła „w nieznanych okolicznościach”. Ten fakt, odnalezienie spalonych zwłok, znalazł się w powieści, jak również inne, pokazywane chętnie w telewizyjnych programach interwencyjnych, historie eksmisji, nękania lokatorów, zwykle bezradnych i niezdolnych do bronienia, nieco podkolorowanej u Chutnik, pierwotnej kultury miejskiej. Osią akcji jest więc planowana przez gang kobiet, poszerzony o babcię z doświadczeniem powstańczym i kilku męskich dziwaków, akcja odwetowa na deweloperze. Akcja straceńcza, zakończona połowicznym sukcesem: złoczyńca (czyli „biznesmen”) ginie, jego dom się wali, ale dwie członkinie gangu popełniają samobójstwo.

W wątek, w którym dywersja obywatelska nawiązuje do tradycji powstańczej – babcia pamięta, jak chodzić po kanałach, materiały wybuchowe robi się chałupniczo, w końcu nad planem akcji przeważa możliwość „realizowania marzeń” przez ekipę mścicieli – Chutnik wpisuje interesującą myśl, komiksowy skrót reguł rządzących światem kapitalizmu. Oto „nowe” w mieście wymknęło się spod kontroli, nie jest podległą woli, zasilaną ekonomicznie inwestycją. Nie jest też już organizmem w takim sensie, o jakim pisywali naturaliści. Ani zlepioną poetycką mazią wizją industrialną. Apartamentowce, nawet po wysadzeniu w powietrze, same z siebie „odrastają”. Ten koncept – na zło cywilizacji nie ma rady, podsypanie randapem nie pomoże – dobrze określa stan bezradności wobec wielu pleniących się wokół nas zjawisk. Podobnie, bez dodawania drożdży, panoszy się tandeta medialna, mowa nienawiści, kulturalny chłam. Raz zaprojektowane, powstają hipermarkety i galerie handlowe. Niby wiemy już, że nie tędy droga, a coraz więcej przestrzeni pokrywają betonowe budowle, w których nawet nie ma kto kupować i tracić czasu. Ergo: kapitalizm karmi sam siebie, nie potrzeba mu ludzi.

Wróćmy jednak do śmierci. Trzy główne bohaterki są ze śmiercią bardzo blisko. Kochanek Haliny Żylety został zasztyletowany pod domem. Narzeczony Celiny zginął w wypadku. Stefę bije mąż. Bronka ma raka. Dziadek Haliny (babcia idzie z ferajną na akcję pacyfikacji dewelopera) umarł na raka w szpitalu. Mama i babcia Bronki także umarły na raka. Akcja powieści zaczyna się na cmentarzu bródnowskim, gdzie młoda i ciężarna wdowa odwiedza swojego umiłowanego. Chutnik szkicuje komediowo subkulturę cmentarną, ale w opisach szorowania lastriko i wyboru asortymentu nagrobnego odnajdziemy wiele czułości. Sensem życia kobiet z trudem powłóczących opuchniętymi nogami są te odwiedziny. Twarda sztuka, Żyleta, poza odwiedzinami ma cel: zemstę, którą uda się dopełnić. Jej zemsta jest jak ballada dedykowana komuś, kto: odwraca się i mówi „pa, do zobaczenia, a ty masz mu jeszcze wiele rzeczy do powiedzenia, to nic się nie martw. Bo – podobno – jest taka specjalna skrzynka pocztowa dla umarłych i tam normalnie bez znaczka (płaci chyba niebo) wysyłasz listy i wszystko to, czego nie zdążyłaś powiedzieć, zwyczajnie piszesz. Tylko może ci ręka zadrżeć przy adresowaniu, ale to drżenie szybko mija, tak mówią”.

W opisie śmierci, zwłaszcza tej szpitalnej, poddanej procedurom medycznym i urzędniczym, Chutnik rezygnuje z brawurowego, komediowo-groteskowego stylu. Istnieje jakieś miejsce, w którym po śmierci spotykają się bohaterowie ballad, chłopcy z ferajny, Janosik, superwoman z komiksów – niekoniecznie jest to chrześcijańskie niebo. Na ziemi zostawiają ludzi dotkniętych, nieprzygotowanych, porażonych śmiercią. Żony, zawstydzone chęcią pogłaskania włosów martwego człowieka, z którym spędziły pięćdziesiąt lat. Córki, chcące wuzetką zakleić w ciałach odchodzących matek miazmaty końca. Fizjologia i uczucia są w tych fragmentach powieści niemal oskrobane z nalotu zadziornego języka, utworzonego ze skodyfikowanych w różnym stopniu opowieści – od literatury po anegdotę. „Młode wdowy znajdują okruchy na talerzu po kanapkach. Stare wdowy też coś zawsze znajdą. Wszystkie one nie dostały instrukcji obsługi, co się wtedy z takim znaleziskiem robi. Żadna wdowa nie dostaje wsparcia. Wszystkie one pozostawione są same sobie, z tymi niekończącymi się przedmiotami”.

Poza okruchami jest „dzieło męża”. Jeśli ten był chuliganem, trzeba wstąpić na jego drogę. W szlachetnej wersji chuligan wymierza sprawiedliwość, jest honorowy i nie dba o korzyści. Dziewczyny biją w odwecie za krzywdy wyrządzane słabszym. Przede wszystkim zaś – uderzają w śmierć. Także wówczas, gdy wzorem okupacyjnym wypijają fiolki z cyjankiem, żeby skończyć życie z godnością, a nie w męce rakowej agonii czy z rąk policji.

Mam wrażenie, że wątek śmierci jest w tej powieści takim rozsadzającym narrację, samo-odrastającym domem, do którego rozkwitu pisarka nie dopuszcza. Trzyma go trochę pod kloszem całości, która dotyczy spraw bardzo ziemskich, bardzo konkretnych. Jej buntowniczki i zbrodniarki śpiewają miejską balladę kobiecymi głosami, rozwalają w puch przekonania o kobiecej bierności, biorą, co chcą. Są w tym świetne, w próbie zapanowania nad śmiercią nie mogą jednak odnieść zwycięstwa.

Sylwia Chutnik, Cwaniary ilustrowała Marta Zabłocka, Warszawa, Świat Książki 2012.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]