Wygrali wszyscy

Referendum edukacyjne przepadło. Wraz z nim upadł pomysł na niepotrzebne koszty, polityczną hucpę i – w dalszej perspektywie – jeszcze większy chaos w systemie szkolnictwa.
Czyta się kilka minut

„To głosowanie za demokracją” – mówił podczas debaty sejmowej nad referendum edukacyjnym poseł Piotr Bauć z Twojego Ruchu. To tylko jedna z wielu podobnych wypowiedzi zwolenników referendum: posłów SLD, TR i PiS połączył właśnie postulat oddania społeczeństwu głosu w sprawach edukacji. Był w tej tonacji zawarty element emocjonalnego szantażu: kto przeciw referendum, ten przeciw demokracji.

Ale gdyby tę optykę przyjąć, trzeba by uznać za demokrację coś, co jest jej karykaturą. Przypomnijmy: wnioskodawcy (Karolina i Tomasz Elbanowscy, twórcy akcji „Ratuj Maluchy”) zaproponowali pięć referendalnych pytań. Dwa pierwsze dotyczyły obowiązku szkolnego i przedszkolnego, trzecie odnosiło do nowych zasad nauczania historii w liceach, czwarte do likwidacji gimnazjów, ostatnie zaś – do prawnego ograniczenia likwidacji szkół.

Cokolwiek by o postulatach państwa Elbanowskich sądzić – omówiliśmy je w artykule „Horrendum edukacyjne” („TP” nr 44/13) – sukces idei referendum oznaczałby precedens ze skutkami trudnymi do przewidzenia. Oto naród głosowałby w sprawach dotyczących tylko części obywateli, w dodatku odpowiadając na pytania, których szczegółowość nijak się ma do idei ogólnonarodowego plebiscytu. Sukces zwolenników referendum oznaczałby też – potencjalnie – chaos trudny do przewidzenia. Kolejna zmiana decyzji w sprawie obowiązku szkolnego, przywrócenie ośmiu klas podstawówki i likwidacja gimnazjów, zmiana podstawy programowej w liceach – trudno sobie wyobrazić krajobraz polskiej edukacji, gdyby namówieni przez opozycję i działaczy pozarządowych Polacy gremialnie opowiedzieli się za tym projektem.

Z wyniku sejmowego głosowania mogą się ucieszyć wszyscy. Wygrała z pewnością Platforma, która do głosowania przeciw referendum przekonała współkoalicjanta z PSL, pokazując, że w ważnych momentach może nadal liczyć na dość bezpieczną sejmową większość. Wynik nie oznacza też z pewnością porażki Tomasza i Karoliny Elbanowskich, którzy wykorzystali kolejną szansę, by przebić się ze swoim przekazem do opinii publicznej. O ich skuteczności niechaj świadczy fakt, że do głosowania za referendum przekonali dwie opozycyjne partie (Twój Ruch i SLD), które opowiadały się dotąd za posłaniem sześciolatków do szkół. Jednocześnie, przegrywając głosowanie, Elbanowscy uniknęli politycznej pułapki: referendum, które niechybnie uzyskałoby status głosowania za Tuskiem/przeciw Tuskowi, przylepiłoby na dobre twórcom „Ratuj Maluchy” etykietkę działaczy antyrządowych, a nawet – jak chcą niektórzy publicyści – „PiS-owskich”.

Wygranymi głosowania – niezależnie od poglądów w sprawach objętych referendalnym wnioskiem – mogą się też czuć postronni obserwatorzy. Całemu społeczeństwu oszczędzono kolejnej politycznej awantury, dyrektorom szkół, nauczycielom, rodzicom i dzieciom – dodatkowego elementu niepewności w już i tak pełnej reformatorskiego chaosu szkolnej codzienności.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 46/2013