21 listopada Franciszek opublikował „List na temat znaczenia studium historii Kościoła” w formacji księży. Papież chce, żeby takie studium, włączone w programy seminaryjne, pomagało przyszłym duszpasterzom „w lepszym interpretowaniu rzeczywistości społecznej”.
Wbrew tytułowi papieski tekst wzywa do rozszerzenia studiów dotyczących nie tyle historii Kościoła (tę dziedzinę tradycyjnie traktuje się zresztą jako dział... teologii), ile historii jako takiej – uprawianej na uniwersytetach, z zastosowaniem współczesnych metodologii, z aparatem krytycznym itd. Ma to służyć „promowaniu rzeczywistej wrażliwości historycznej u młodych studentów teologii”.
Nie ukrywajmy ciemnych kart dziejów Kościoła
„Prawidłowa wrażliwość historyczna” w rozumieniu Franciszka jest potrzebna do tego, by rozumieć rzeczywistość z właściwym poczuciem proporcji, z umiarem i „bez niebezpiecznych i oderwanych od rzeczywistości abstrakcji”. Chodzi tu m.in. o odruch wybielania Kościoła i czyszczenia jego dziejów z ciemnych kart. Papież – choć nie wprost – sugeruje, że jest to herezja, wspominając o „eklezjologicznym monofizytyzmie”, czyli „zbyt anielskiej koncepcji Kościoła” (monofozityzm, przypomnijmy, to starożytna herezja pojmująca Chrystusa wyłącznie jako Boga, z pominięciem Jego ludzkiej natury). „Chodzi o korektę przerażającego podejścia, które sprawia, że rozumiemy rzeczywistość jedynie z perspektywy triumfalistycznej obrony własnej funkcji lub roli, jaką się pełni” – pisze Franciszek.
Wzorem uczciwej narracji historycznej jest dla papieża genealogia Jezusa przedstawiona w Ewangelii św. Mateusza. „Składa się z prawdziwej historii, w której pojawiają się pewne, delikatnie mówiąc, co najmniej problematyczne imiona, i podkreśla się grzech króla Dawida” – pisze Franciszek. Podobnie, uważa papież, należy pisać o dziejach Kościoła
Tarcza wobec ideologii
Papież uważa, że współcześnie zagraża nam „proces utraty zmysłu historycznego”, za czym pójdzie oderwanie od korzeni i ślepe podążanie za ideologicznymi obietnicami świetlanej przyszłości. „Dostrzegamy kulturowe przenikanie pewnego rodzaju »dekonstrukcjonizmu«, według którego ludzka wolność próbuje budować wszystko od zera”. Z drugiej natomiast strony – dostrzega papież – szerzy się tendencja „konstruowania pamięci według wymogów dominujących ideologii”.
Jeśli czegoś w tym paragrafie zabrakło, to wspomnienia wprost o uprawianych przez rządy „politykach historycznych”, które wprawdzie nie zaniedbują pamięci historycznej, ale niejednokrotnie patrzą na nią przez wąskie okulary, wydobywając opowieści (mity?) potrzebne w narracji aktualnie rządzących.
Papież liczy, że praca historyków może „stanowić barierę dla mistyfikacji, rewizjonizmów opartych na własnym interesie, i temu publicznemu wykorzystywaniu [historii], które w szczególności służy usprawiedliwianiu wojen, prześladowań, produkcji, sprzedaży i użycia broni oraz wielu innych rodzajów zła”. To oczywiście prawda, niemniej warto zapytać w tym miejscu, czy papież nie idealizuje sobie nieco historii i uprawiających ją ludzi.
Nie istnieje narracja historyczna całkowicie obiektywna (nawet jeśli nie piszemy monografii, tylko sporządzamy kalendarium – to sam wybór faktów nie jest już obiektywny...). Historycy, podobnie jak pisarze, muzycy czy księża, mają swoje własne poglądy i wystarczy porównać książki Tony’ego Judta i Andrzeja Nowaka, by się przekonać, że każdy z nich patrzy na opisywaną przeszłość przez pryzmat własnego doświadczenia i przekonań.
Kościół zawsze z narodem?
Na koniec Franciszek przedstawia korzyści ze „szczerego i odważnego” studium historii Kościoła. Pomoże ono „lepiej zrozumieć relacje Kościoła z różnymi narodami, a wysiłek ten musi pomóc wyjaśnić i zinterpretować najtrudniejsze i najbardziej zagmatwane momenty tych narodów”. Historia Kościoła bowiem – ciągnie papież – „nauczana jako część teologii, nie może być oderwana od historii społeczeństw”.
Na gruncie polskim marzy się z kolei – chciałoby się dodać – refleksja bardziej inspirująca intelektualnie niż hasło „Kościół zawsze z narodem”, jałowe mnożenie boskich bądź maryjnych ingerencji w dzieje naszego kraju (od bitwy pod Cedynią, przez oblężenie Częstochowy, po obronę Warszawy w 1920 r.) i powtarzanie co roku – być może nieświadomie – starej endeckiej narracji o „cudzie nad Wisłą” (narodowcom chodziło przede wszystkim o obniżenie rangi zasług marszałka Piłsudskiego). Jak pisałem rok temu, przyglądając się kazaniom głoszonym z okazji 3 maja, „w indeksie podręcznika dziejów Polski, wydanego pod egidą polskich biskupów, Maryja byłaby chyba najczęściej występującą postacią”.
Tego typu refleksje warto skwitować jednym z ostatnich zdań listu Franciszka: „mówimy o studiowaniu, a nie o pogawędkach, powierzchownym czytaniu, »wycinaniu i wklejaniu« streszczeń z internetu”.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















