Wiara dziedziczona?

„Trudnej rzeczy zażądałeś” – mówi Eliasz do Elizeusza w odpowiedzi na prośbę, by „dwie części jego ducha” przeszły na niego (zob. 2 Krl 2, 10), to znaczy, by stał się dziedzicem jego godności i misji prorockiej.
Czyta się kilka minut

Dlaczego „trudnej”? W pierwszej chwili nie rozumiemy.

Przecież ma się dopełnić to, co zostało przez Boga zlecone Eliaszowi podczas objawienia na Horebie: „Elizeusza zaś, syna Szafata, z Abel-Mechola, namaścisz na proroka po sobie” (1 Krl 19, 16b). Posłuszny temu zleceniu niemal natychmiast go odnalazł i wezwał go, by poszedł za nim; nakrył go też swoim płaszczem, zapowiadając mu symbolicznie wejście w jego powołanie i zadania (1 Krl 19, 19-21). Co więcej, Elizeusz okazał się wiernym uczniem – także tego dnia, kiedy mieli się ostatecznie rozstać. Mimo trzykrotnej próby zniechęcenia go i pozostawienia, przeszedł za Eliaszem całą drogę z Gilgal do Jordanu (przez Betel i Jerycho) – dobrze ponad 40 kilometrów. Wierny uczeń, nie bez pokrycia konsekwentnie deklarujący: „Nie zostawię cię!”.

Dlaczego więc jego prośba jest „trudna”?

Czy jej spełnienie nie wydaje się wręcz oczywiste? Nie.

Ponieważ ducha prorockiego (a właściwie lepiej: Ducha prorockiego) nie można odziedziczyć. On jest wolnym darem suwerennego Boga, jedynie od Niego można Go otrzymać.

Nie można Go sobie „wychodzić” – wydeptując dziesiątki kilometrów za tymi, którzy Go otrzymali.

Nie można na Niego zasłużyć; nie można za Niego zapłacić. Bo niby czym?

Nie można Go też własnymi siłami i decyzją przekazać.

I to wcale nie czyni bezsensownymi wcześniejszych działań Eliasza i Elizeusza. One wszystkie były potrzebne – przygotowywały Elizeusza i czyniły go otwartym na dar/Dar z nieba. Ten jednak mógł do niego przyjść jedynie w wyniku wolnej decyzji Boga i nie tylko darmowej, ale (zawsze, w każdym przypadku) niezasłużonej łaski.

Myślę, że tak jest z przekazem wiary w ogóle. Wiara – ściśle rzecz biorąc – nie może być „dziedziczona” (choć wiele razy tak mówimy). Można komuś przekazać tradycję; można kogoś nauczyć takich czy innych form pobożności; takich lub innych form modlitwy. Można kogoś „nauczyć religii” – przekazać wszystkie „prawdy” wiary i zasady moralne.

Można i trzeba.

Można go wreszcie (i trzeba) poprowadzić na brzeg takiego Elizeuszowego dnia – kiedy zostanie sam na sam z Bogiem, poniekąd niezależnie od tego wszystkiego, czego się od nas nauczył – w pełnej wolności obu stron, by przyjąć Boży dar wiary. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 26/2020