Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Wczasy na polach śmierci

Wczasy na polach śmierci

w cyklu STRONA ŚWIATA
27.11.2018
Czyta się kilka minut
Kaukaska Czeczenia, kojarzona w świecie głównie z wojnami z przełomu wieków, chce przemienić pobojowiska w turystyczną atrakcję. Pierwszy, dwutygodniowy turnus wojennej turystyki właśnie się zakończył.
Meczet w Groznym w otoczeniu dekoracji świątecznych, grudzień 2017 r. / Fot. Musa Sadulayev / AP Photo / East News E
Meczet w Groznym w otoczeniu dekoracji świątecznych, grudzień 2017 r. / Fot. Musa Sadulayev / AP Photo / East News E
P

Pionierami zostało dwunastu Chińczyków, którzy w pierwszej połowie listopada przyjechali do „akademii komandosów” pod czeczeńskim Gudermesem, gdzie – jak chwalą się organizatorzy wczasów z rządu czeczeńskiego – „miejscowi rosyjscy oficerowie przygotowali dla gości bogaty program, łączący odpoczynek ze sportem i przygotowaniem wojskowym”.

W programie znalazły się m.in. ćwiczenia ze strzelania z karabinów rozmaitego kalibru i przeznaczenia, przejażdżki terenowymi pojazdami dla komandosów „Czaborz”, dumy ich wynalazców, czeczeńskich inżynierów i wojskowych, oraz „szybowanie” w tunelach aerodynamicznych. Turyści z Chin na dwutygodniowy turnus zostali zakwaterowani w wojskowych namiotach, „w warunkach zbliżonych do wojennych”. Cena wczasów – ok. tysiąc dolarów od osoby – obejmowała też polowe posiłki, a także ubezpieczenie i koszty ochrony, którą rosyjscy żołnierze zapewniali gościom i podopiecznym przez cały czas pobytu na kaukaskim przedgórzu.

Urlop z dreszczykiem

Czeczeńskie władze, które od lat starają się przyciągnąć zagranicznych turystów nie kryją nadziei, że w ślad za Chińczykami na „wojenne wczasy” zaczną zjeżdżać na Kaukaz kolejni przybysze zarówno z zagranicy, jak z Rosji.


Czytaj także: Wojciech Jagielski: Kibicowanie po czeczeńsku


Kwaterą główną i główną bazą wojennych wczasów ma być właśnie rosyjska „akademia komandosów” pod Gudermesem. Kiedy przed pięcioma laty rozpoczynano jej budowę, w Moskwie i w czeczeńskim Groznym zapowiadano, że będzie najnowocześniejszym i najlepszym na całym świecie ośrodkiem szkolenia wojsk specjalnych. W zeszłym roku podjęto jednak decyzję, by rozłożoną na pięciuset hektarach „akademię” wynajmować także cudzoziemcom, zarówno żołnierzom na przeszkolenie, jak zwykłym cywilom, którym nie wystarczają wakacje na tureckich czy tajskich plażach i marzą o odpoczynku połączonym z wysiłkiem fizycznym i skrajnymi doznaniami. Rosyjscy dowódcy z gudermeskiej „akademii” twierdzą, że oferowanymi przez nich kursami i wczasami zainteresowanie wykazują już na Białorusi, w Kazachstanie i w Chinach.

Czeczenom z podległych Kremlowi władz w Groznym – z protegowanym Putina Ramzanem Kadyrowem na czele – marzy się więc, by rosyjską „akademię komandosów” i wciąż żywą pamięć o wojnach z przełomu wieków (1994-1996 i 1999-2009, prawie ćwierć miliona zabitych) wykorzystać jako turystyczną atrakcję, zarobić, a przy okazji poprawić sobie wizerunek. Czeczeni Kadyrowa liczą, że na Kaukazie uda się powtórzyć komercyjny sukces Wietnamczyków, którzy również przerobili swoją wojnę z lat 60. i 70. na turystyczną atrakcję i zbijają na niej pieniądze. Pozwalają – za odpowiednią opłatą – zagranicznym turystom czołgać się dawnymi partyzanckimi tunelami, spacerować okopami, mierzyć w niebo z przeciwlotniczych działek, a także postrzelać do celu z radzieckiego „kałasznikowa” albo amerykańskiego M-16 (za amerykański trzeba zapłacić więcej).

Rosyjscy towarzysze Czeczenów z Groznego są jednak sceptyczni i nie sądzą, by Kadyrowowi i spółce udało się powtórzyć sukces wietnamskich wczasów z dreszczykiem. Twierdzą, że w Rosji i byłym ZSRR w ogóle, tzw. wojenna turystyka nie ma żadnej tradycji, nikt się dotąd niczym podobnym nie zajmował, przynajmniej nie na przemysłową skalę. Inni dodają, że owszem, turystyka ekstremalna cieszyła się na świecie wzięciem przed kilkunastu laty, ale ostatnio wyszła z mody. Jeśli już kogoś interesują wczasy na dawnych polach śmierci – mówią – to raczej z pobudek patriotycznych, a nie z potrzeby mocnych wrażeń. Poza tym – dodają sceptycy – po czeczeńskich górach wciąż błąkają się niedobitki mudżahedinów, którzy pod koniec lat dziewięćdziesiątych walczyli z Rosją o niepodległość Czeczenii, potem przystali do dżihadystów, a ostatnio pozaciągali się na świętą wojnę do armii kalifatu z Iraku i Syrii. W kaukaskich stolicach boją się dodatkowo, że po rozgromieniu kalifackich wojsk nad Eufratem i pod Aleppo, dżihadyści mogą spróbować przekradać się do domu, na Kaukaz.


Czytaj także: Dziecięce dusze ulatują do nieba - Karol Fryta w rocznicę tragedii w Biesłanie


Dla działaczy praw człowieka sam pomysł wczasów na polach śmierci jest nie do przyjęcia. „Nie rozumiem, jak można szukać odpoczynku na miejscach kaźni? Uczyć się strzelać tam, gdzie kiedyś rozstrzeliwano ludzi? Szukać rozrywki w krajach, których obywatele cierpią ucisk i prześladowania, nie mają żadnych swobód, ani praw?” – narzekał w rozmowie z korespondentem internetowej gazety „Kaukaski węzeł” Oleg Orłow z rosyjskiego „Memoriału”. – „Ale cóż? Jakie władze – taka i turystyka”.

Najbezpieczniej w Rosji

W zamian za pacyfikację Czeczenii, tamtejszy przywódca otrzymał od Putina wolną rękę w wyborze metod sprawowania rządów i otwarty dostęp do kremlowskiego skarbca. Za miliardy kremlowskich rubli 42-letni Ramzan Kadyrow (objął władzę w Groznym po ojcu, Ahmadzie, zabitym w 2004 roku w zamachu bombowym – w pierwszej wojnie czeczeńskiej starszy Kadyrow, mufti, duchowy przywódca, walczył o niepodległość; w drugiej przeszedł na stronę Rosjan i w nagrodę otrzymał władzę w Groznym) odbudował kraj z powojennych zniszczeń, ale zaprowadził w nim bezwzględną dyktaturę. Oskarżany jest o zlecanie politycznych zabójstw, tortury i więzienie politycznych rywali, przeciwników, a nawet krytyków, ostatnio zaś zaczął zgłaszać terytorialne pretensje wobec sąsiadów z Inguszetii i Dagestanu.

Mając poparcie Putina, Kadyrow nie przejmuje się głosami potępienia i od lat się przechwala, że pod jego rządami Czeczenia jest najbezpieczniejszym miejscem na ziemi, a wkrótce stanie się „rosyjską Szwajcarią” i już dziś zaprasza do niej zagranicznych turystów.

Statystyki rosyjskiej prokuratury zdają się potwierdzać zapewnienia Kadyrowa – obok sąsiadki Inguszetii, nadkaspijskiej Kałmucji, a także syberyjskich Magadanu, Czukotki, kraju Nieńców i żydowskiego Birobidżanu, Czeczenia należy do regionów Rosji, gdzie najrzadziej dochodzi do przestępstw. Ludność kraju liczy już ponad półtora miliona, więcej niż przed wojnami z przełomu wieków, a zrównany z ziemią Grozny nie tylko został odbudowany, ale cieszy się opinią kaukaskiego Dubaju, z neonami i drapaczami chmur w śródmieściu. Kadyrow wzniósł tam najwyższy wieżowiec w Rosji i jeden z największych meczetów w całej Europie. Oba gmachy kazał nazwać imieniem swojego zabitego ojca i poprzednika. I choć w Groznym i Czeczenii nie ma już prawie Rosjan ani chrześcijan (powyjeżdżali, mimo zwycięskich dla Rosji kaukaskich wojen), co roku, przed prawosławnym Bożym Narodzeniem, Kadyrow każe stawiać na śródmiejskim placu przybraną świątecznymi ozdobami choinkę. Największą i najpiękniejszą w całej Rosji.

Kaukaski Dubaj

Na polecenie Kadyrowa w górzystej części kraju, w wąwozie rzeki Argun, w okolicach Szatoj, Itum-Kale, Czeberloj i Wedeno wytyczono i zbudowano dwa tuziny turystycznych szlaków – pieszych, rowerowych, konnych, samochodowych i wodnych. W styczniu czeczeński przywódca osobiście otworzył hotele i trasy narciarskie w kurorcie „Wieduczi” przy granicy z Gruzją. Za 10 lat ma tam działać prawie dwadzieścia wyciągów i kolejek linowych, najdłuższych i najlepszych, ma się rozumieć, w całej Europie, a hotele mają być gotowe na przyjęcie pięciu tysięcy gości. Inauguracja się jednak nie udała. Goście nie dopisali, a łagodna zima sprawiła, że gospodarze musieli zwieść prawie tysiąc ciężarówek śniegu, by jeszcze bardziej nie rozczarować i nie rozzłościć znanego z wybuchowego temperamentu Kadyrowa.

W Groznym stanął pięciogwiazdkowy hotel z basenem i restauracjami. Na razie odwiedzają go jednak głównie miejscowi dygnitarze i bogacze, którzy dorobili się przy Kadyrowie, a także sąsiedzi z biednych, zacofanych i prowincjonalnych Inguszetii i Dagestanu, dla których Groznym jest kaukaskim Dubajem, namiastką bogactwa i wielkiego świata.

Przez miedzę

Za czasów ZSRR co miesiąc odwiedzało Czeczenię po dwadzieścia tysięcy wczasowiczów i turystów, miłośników górskich, pieszych i konnych wędrówek, a zimą – narciarzy. Władze z Groznego twierdzą, że mimo świeżej wciąż pamięci o wojnie, z roku na rok rośnie liczba odwiedzających ich kraj turystów stale rośnie. Według rosyjskiej federalnej agencji turystycznej w 2016 roku przyjechało ich około 90 tysięcy, w zeszłym roku – już prawie 130 tysięcy. Przedstawiciele czeczeńskich władz z Groznego liczą zwłaszcza na turystów z Chin, Arabii Saudyjskiej i Iranu.

Zachodnie rządy wciąż przestrzegają jednak swoich obywateli przed podróżami na północny, rosyjski Kaukaz, a rosyjska prokuratura, według której w Czeczenii nie grozi przybyszom pospolita przestępczość, przyznaje, że obok położonego przez miedzę Dagestanu niebezpieczeństwo ataków terrorystycznych nigdzie w całej Rosji nie jest tak wielkie, jak w Czeczenii.

Czeczenom pozostaje póki co zazdrościć ich rodakom z południowych zboczy Kaukazu, gruzińskim Kistom. Znając górskie przełęcze i szlaki jak własną kieszeń, kiedyś prowadzili przez nie uchodźców, uciekających z Czeczenii przed wojną, a także partyzantów, wymykających się rosyjskim zasadzkom i obławom. Dziś Kistowie z doliny Pankisi, z których wielu w ostatnich latach zaciągało się (głównie dla zarobku) do armii kalifatu, wiodą w góry zagranicznych turystów, a przy ogniskach zabawiają opowieściami o dawnych i niedawnych wojnach na Kaukazie, a także tych najnowszych, z Bliskiego Wschodu.

Polecamy: "Strona świata" - specjalny serwis "TP" z analizami i reportażami Wojciecha Jagielskiego

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]