Reklama

„Warstwy kierownicze należy zlikwidować”

„Warstwy kierownicze należy zlikwidować”

22.09.2009
Czyta się kilka minut
Zagłada polskich elit była od początku celem obu okupantów. Usunięcie warstwy przywódczej miało zagwarantować im spokój i panowanie nad ziemiami polskimi.
Egzekucja 51 osób w Bochni, grudzień 1939 r. /fot. IPN | www.1wrzesnia39.pl | www.17wrzesnia39.pl
W

W podpisanym 23 sierpnia 1939 r. tajnym protokole do paktu Ribbentrop-Mołotow nie rozstrzygnięto ostatecznie przyszłych losów Polski. Zakładano, że "kwestia, czy w obopólnym interesie będzie pożądane utrzymanie niezależnego państwa polskiego (...) będzie mogła być wyjaśniona w toku dalszych wydarzeń politycznych". Zamierzano omówić ją w przyszłości "na drodze przyjaznego porozumienia".

Najwyraźniej przebieg działań wojennych, a zwłaszcza wstrzemięźliwa postawa państw zachodnich - Wielkiej Brytanii i Francji - ułatwiła obu sojusznikom podjęcie decyzji. 28 września 1939 r. Niemcy i Związek Sowiecki zawarły "Układ o przyjaźni i granicach", stanowiący de facto IV rozbiór Polski. Ponownie zawierał on tajny protokół, w którym zakładano współpracę przy "nie dopuszczaniu polskiej agitacji, oddziałującej na terytorium drugiej strony", w tym wymianę informacji. Protokół ten zapoczątkował zadziwiającą paralelność poczynań obu okupantów, zwłaszcza w kwestii wyniszczenia polskich elit.

Cel: "fizyczne zniszczenie przeciwnika"

Pierwsze działania wymierzone w polską inteligencję zostały podjęte jeszcze przed rozpoczęciem wojny. W ostatniej dekadzie sierpnia rozpoczęły się aresztowania przedstawicieli polskich elit żyjących na terenie Niemczech (duchowni, dziennikarze, nauczyciele, działacze mniejszościowi). Część z nich stracono natychmiast, pozostałych umieszczono w obozach koncentracyjnych. Akcję kontynuowano po wybuchu wojny.

Sowieci podobne działania, aczkolwiek na szerszą skalę, przeprowadzili już wcześniej. W ramach tak zwanej "operacji polskiej" NKWD w latach 1937-38 rozstrzelano ponad 111 tys. osób, dziesiątki tysięcy umieszczono w łagrach i deportowano.

Wśród ofiar zbrodni popełnionych przez żołnierzy Wehr­machtu we wrześniu 1939 r. znalazło się wielu przedstawicieli lokalnych elit, np. nauczycieli, duchownych. W ślad za jednostkami wojskowymi na teren Polski wkraczały Einsatzgruppen - Grupy Operacyjne Policji Bezpieczeństwa [patrz rozmowa z Dieterem Schenkiem na 2 stronie dodatku - red.]. Do ich głównych zadań należało przejmowanie dokumentacji rozmaitych instytucji, na podstawie której sporządzano wykazy działaczy społecznych i politycznych. Jeszcze przed zakończeniem operacji militarnej rozpoczęto aresztowania "fanatycznych Polaków", z których część wkrótce zamordowano.

Odmienne "uzasadnienie ideologiczne" sowieckiej inwazji sprawiło, że zbrodnie popełniane przez żołnierzy Armii Czerwonej po 17 września 1939 r. miały nieco inny charakter. O ile Wehrmacht mordował głównie cywilów, to Sowieci skupili się na wojskowych, przede wszystkim oficerach. Ofiarą tego typu zbrodni padł m.in. dowódca grodzieńskiego Okręgu Korpusu gen. Józef Olszyna-Wilczyński. W ślad za wojskami do Polski wkroczyły specjalne jednostki NKWD, które tylko w 1939 r. aresztowały ok. 19 tys. osób.

"Wszyscy jesteście aresztowani"

Zakończenie działań wojennych nie powstrzymało represji. Wręcz przeciwnie - przybrały one bardziej zorganizowany charakter. Pod okupacją niemiecką najbardziej masowy charakter miały one na terenach włączonych administracyjnie jesienią 1939 r. do Rzeszy. W ramach specjalnej akcji sił policyjnych aresztowano na tych terenach przedstawicieli polskiej inteligencji. Byli wśród nich duchowni, lekarze, prawnicy, nauczyciele, urzędnicy. Padali ofiarą egzekucji (także jako zakładnicy, w przypadku pojawienia się prób oporu) lub deportowano ich do obozów koncentracyjnych.

Postępowano systematycznie, posługując się przygotowanymi zawczasu listami proskrypcyjnymi (tzw. Sonderfahndungsbuch). Najbardziej brutalny charakter akcja przybrała na Pomorzu. Szacuje się, że do końca roku w wyniku operacji o kryptonimie "Tannenberg" zamordowano tam ok. 40 tys. Polaków. Setki tysięcy padły ofiarą wysiedleń. Wcielenie ziem polskich do Rzeszy rozpoczęło proces niszczenia warstwy ziemiańskiej. Konfiskacie uległy praktycznie wszystkie majątki i dwory, od wieków będące ośrodkami kultury polskiej. Grabieży i zniszczeniom podlegały biblioteki i muzea.

Jesienią 1939 r. przeprowadzono także pierwsze działania na terenie tzw. Generalnego Gubernatorstwa - jak nazwano obszar pozostający pod okupacją niemiecką (objął on mniej więcej jedną trzecią terenu przedwojennej Polski). Miały one wówczas jeszcze charakter selektywny. Najważniejszą z ówczesnych operacji jest "Sonderaktion Krakau": aresztowanie 6 listopada 1939 r. 183 pracowników krakowskich wyższych uczelni, głównie Uniwersytetu Jagiellońskiego, wśród nich 98 profesorów. Zostali osadzeni w obozie koncentracyjnym Sachsenhausen. Mimo że 8 lutego 1940 r. zwolniono grupę starszych wiekiem, w efekcie całej operacji zginęło 20 naukowców. W tym samym czasie aresztowano 14 profesorów KUL. W grudniu 1939 r. rozpoczęto masowe egzekucje w podwarszawskich Palmirach.

W tym czasie pod drugą okupacją trwały aresztowania "antysowieckich elementów".

Nie jest jasne, czy przedmiotem niemiecko-sowieckiej konferencji w Zakopanem w grudniu 1939 r. była tylko wymiana dotychczasowych doświadczeń, czy też próba koordynacji działań skierowanych przeciw Polakom. Nie ulega natomiast wątpliwości, że dokonana przez Sowietów Zbrodnia Katyńska i niemiecka Akcja AB rozpoczęły się niemal równocześnie.

"Wszyscy oni są wrogami władzy sowieckiej"

5 marca 1940 r. sowieckie Biuro Polityczne rozpatrywało przedłożoną przez szefa NKWD Ławrientija Berię propozycję "rozwiązania" kwestii 14 700 oficerów polskich, przetrzymywanych w obozach jenieckich, oraz 11 tys. Polaków więzionych na terenach okupowanych. Proponowano, aby "sprawy rozpatrzyć bez wzywania aresztowanych i bez przedstawiania zarzutów, decyzji o zakończeniu śledztwa i aktu oskarżenia", z zastosowaniem "najwyższego wymiaru kary - rozstrzelania". W ten sposób, oszczędzając pracy sądom, zamierzano przeprowadzić akcję "rozładowania" więzień i obozów.

Decyzję o zamordowaniu tysięcy osób podjęto jednogłośnie. Na notatce Berii swoje podpisy złożyli Stalin, Mikojan, Mołotow i Woroszyłow. Z biurokratyczną skrupulatnością ręką protokolanta dopisano: "tow. Kalinin - za, Kaganowicz - za".

Ponieważ wśród jeńców znaczną grupę stanowili oficerowie rezerwy - w cywilu lekarze, naukowcy różnych specjalności, prawnicy, artyści, nauczyciele itp. - podjęta decyzja oznaczała w praktyce likwidację znacznej części polskich elit. I taki też zapewne zamiar stał za jej autorami.

Pierwszy transport jeńców wyruszył z obozu w Kozielsku 4 kwietnia 1940 r., zaś z Ostaszkowa i Starobielska dzień później. Jeńców z pierwszego z obozów mordowano strzałem w tył głowy w Katyniu; więzionych w Starobielsku - w Charkowie, a jeńców z Ostaszkowa - w Kalininie (Twerze). Więźniów zabijano w wielu miejscach, niektóre do dziś pozostają nieznane. Wiadomo, że w ciągu kilku tygodni zamordowano w ten sposób 21 957 osób.

Ludobójczy charakter tej zbrodni dopełnił się wraz z drugą falą masowych deportacji obywateli polskich, która nastąpiła w połowie kwietnia 1940 r. Wśród ponad 60 tys. zesłanych wówczas do Kazachstanu większość stanowiły rodziny ofiar Zbrodni Katyńskiej.

"Skończyć w przyspieszonym tempie"

30 marca 1940 r. na terenie Generalnego Gubernatorstwa zaczęła się operacja pod eufemistyczną nazwą "Ausserordentliche Befriedungsaktion" (Nadzwyczajna Akcja Zaprowadzania Ładu i Spokoju), zwana w skrócie Akcją AB. Jej celem było zniszczenie polskiej konspiracji, co zamierzano osiągnąć głównie przez likwidację warstw przywódczych.

Założenia operacji z wielką otwartością opisywał generalny gubernator Hans Frank: "Kilka tysięcy Polaków, i to przede wszystkim z warstwy przywódców duchowych Polski, przypłaci to życiem. Chwila ta jednak nakłada na nas, narodowych socjalistów, obowiązek starania się o to, aby naród polski nigdy więcej nie stawiał żadnego oporu. Führer (...) wyraził się tak: warstwy, uznane przez nas obecnie za kierownicze w Polsce, należy zlikwidować, co znowu narośnie, należy wykryć i w odpowiednim czasie znów usunąć. (...) Nie potrzebujemy tych elementów wprzód wlec do obozów koncentracyjnych w Rzeszy, ponieważ wówczas mielibyśmy tylko kłopoty i niepotrzebną korespondencję z rodzinami, lecz zlikwidujemy te sprawy w kraju. Uczynimy to też w sposób najprostszy. Moi panowie, nie jesteśmy żadnymi mordercami".

Decyzje o rozstrzelaniu poszczególnych osób podejmowały sądy doraźne, aczkolwiek w wielu wypadkach odstępowano od tego wymogu. Egzekucji dokonywano w dziesiątkach miejsc - m.in. w Palmirach, Rurach Jezuickich pod Lublinem, Firleju koło Radomia. Łącznie do lipca 1940 r. zamordowano ok. 3500 osób, w tym wielu polityków i ludzi kultury.

"Spokój został przywrócony"

Równoległość działań obu okupantów w sposób szczególnie poruszający ukazują losy polskich rodzin, które dotknęły jednocześnie niemieckie i sowieckie zbrodnie.

Przykład jeden z wielu: 21 kwietnia 1940 r. w Katyniu rozstrzelano Janinę Lewandowską, znanego pilota. Równo dwa miesiące później w Palmirach zginęła jej młodsza siostra Agnieszka Dowbór-Muśnicka, aresztowana za udział w konspiracji.

Bolesław Wnuk był działaczem ludowym, uczestnikiem walk o niepodległość Polski, posłem na ostatni Sejm II Rzeczypospolitej. Zginął rozstrzelany przez Niemców na lubelskim zamku w czerwcu 1940 r. Wcześniej Sowieci zamordowali jego młodszego brata Jakuba, pracownika Instytutu Przeciwgazowego.

Jednym z profesorów, aresztowanych w listopadzie 1939 r. w Krakowie, był historyk literatury Ignacy Chrzanowski. Zmarł on 20 stycznia 1940 r. w obozie koncentracyjnym Sachsenhausen. Trzy miesiące później NKWD zamordowało w Katyniu jego syna, Bogdana Chrzanowskiego.

***

Wraz ze Zbrodnią Katyńską i Akcją AB nie zakończyły się tragiczne losy polskich elit. Ich przedstawiciele nadal padali ofiarą represji, od czerwca 1941 r. głównie z rąk okupanta niemieckiego. W dziesiątkach obozów koncentracyjnych przez całą wojnę ginęli naukowcy, duchowni, nauczyciele, lekarze... Ogromne straty inteligencji II Rzeczypospolitej zadał Holokaust. Przedstawiciele elit ginęli też w walce, przypomnieć wystarczy Powstanie Warszawskie i śmierć Krzysztofa Kamila Baczyńskiego czy Tadeusza Gajcego.

Bilans II wojny światowej jest zatrważający. Zginęło około 45 proc. lekarzy, 57 proc. adwokatów, 18 proc. duchownych, 15 proc. nauczycieli i 40 proc. wykładowców szkół wyższych. Kultura straciła setki artystów plastyków, literatów, muzyków. Na straty ludzkie nakładały się ogromne straty materialne instytucji kultury: bezpowrotnie stracone zasoby archiwów, bibliotek i muzeów. Zniszczono bazę materialną większości uczelni i kilkuset szkół.

Tragedia polskich elit nie zakończyła się w 1945 r. Na Zachodzie pozostały tysiące osób z wyższym wykształceniem: ludzi kultury, oficerów, polityków i wyższych urzędników państwowych; w większości na zawsze stracili kontakt z Polską. Z kolei reforma rolna przyniosła kres istnienia ziemiaństwa: warstwy społecznej od wieków tworzącej podstawy narodowej kultury. Zakończyła się planowa eksterminacja, nadal jednak setki osób z kręgów elit społecznych padały ofiarą nowej, komunistycznej władzy. Pozostałych wkrótce poddano przemożnej presji ideologicznej, zmuszając do zaprzeczenia wyznawanym przez siebie wartościom. Na pustym miejscu rozpoczęto instalowanie nowej pseudoelity, do której przepustką była legitymacja partyjna, a nie wiedza czy umiejętności.

Obaj okupanci jasno deklarowali swój cel. Było nim zniszczenie "ducha polskiego oporu" przez planowe wyniszczenie elit narodu. Mimo zamordowania dziesiątków tysięcy osób nie udało się im zrealizować tego zamiaru. Z perspektywy lat warto jednak postawić pytanie: czy uczyniliśmy dostatecznie wiele, aby zniweczyć skutki tamtych działań?

Śródtytuły to cytaty z niemieckich i sowieckich wypowiedzi dotyczących polskich elit.

Przy pisaniu artykułu korzystałem z materiałów zebranych na wystawie IPN "Zagłada polskich elit. Akcja AB - Katyń", a także z wydanej przez IPN monografii Marii Wardzyńskiej "Był rok 1939. Operacja niemieckiej policji bezpieczeństwa w Polsce (Intelligenzaktion)".

Dr ŁUKASZ KAMIŃSKI (ur. 1973) jest historykiem, dyrektorem Biura Edukacji Publicznej IPN i pracownikiem Instytutu Historycznego Uniwersytetu Wrocławskiego. Opublikował m.in. "Strajki robotnicze w Polsce w latach 1945-1948", "Opór społeczny w Europie Środkowej w latach 1948-1953 na przykładzie Polski, NRD i Czechosłowacji" (współautor), "Wokół pogromu kieleckiego" (redaktor tomu).

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]