Reklama

W pendolino

W pendolino

26.11.2018
Czyta się kilka minut
Jechałem z Warszawy do Krakowa pociągiem. Pendolino. Niespecjalnie mi się chciało, ale tak wypadło.
T

To jest nieco dziwny pociąg, bo bilety jednak ciut drogie. Trochę przypomina niemieckie ICE, co to jadą trzysta na godzinę i za oknem prawie nic nie widać z tej szybkości. A w środku jest tak cicho, jakby się stało w miejscu. No więc ten nasz włoski ekspres jest podobny, ale nie bardzo. Jakiś ciaśniejszy, z tańszych materiałów i jednak nieco się buja i tłucze, a wózek z napojami ledwie się mieści w przejściu. No ale pojechałem, bo tak wypadło.

Wszystkie miejsca w wagonie były zajęte i mogłem sobie do woli popatrzeć na ludzi, bo na co dzień nie mam raczej okazji. Siedzę na wsi albo staję na stacjach benzynowych, gdzie bez przerwy ktoś przyjeżdża albo odjeżdża, a tutaj przez dwie i pół godziny setka osób w sytuacji statycznej, unieruchomieni i wystawieni na wzajemny widok, więc każdy chce wypaść przed innymi jak najlepiej. W związku z tym wyglądali dość podobnie i elegancko....

5213

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

A ja nie cierpię dwóch rzeczy. Tatuaży i garniturów jak z młodszego brata

...jak zwykle Panie Andrzeju!. Dziekuje!

Szkoda, że to Pendolino dosyć szybko jedzie, bo jakby trochę dłużej, to byłby dłuższy mistrzowski opis rodzimego folkloru.

Pamiętam jak ICE został wprowadzony do eksploatacji. Żyłem wówczas w RFN i byłem na pierwszej prezentacji pociągu we Frankfurcie nad Menem. Nawet usiadłem na moment na fotelu motorniczego. No a potem po raz pierwszy nim pojechałem. Fotel za mną zajęła tzw. „pennerka”. (Penner to w Niemczech określenie kloszarda), którą zajęły się niezwłocznie dwie konduktorki, tyle profesjonalne co stanowcze. No i przyszło jej wysiąść na najbliższej stacji, bo nie dało się przecież wytłumaczyć, że ma bilet którego nie miała. Ale i dużo bardziej fascynujący był Penner, jakiego widywałem na głównej stacji U- i S-Bahnu. Miał dobrze z dwa metry wzrostu i nigdy nie udało mi się zobaczyć jego twarzy, zakrywały ją bowiem za każdym razem włosy tak tłuste i brudne, że sprawiały wrażenie, że zaraz odpadną. Czasami siadywał jednym z plastikowych krzeseł na stacji i prezentował gołe nogi, całe pokryte strupami. Natomiast stopy, które kładł za każdym razem na gazetach, były zakończone czymś w rodzaju pazurów. Ale w prawdziwe zdumienie wprawiała mnie woń, którą wydzielał. Bo choćby w Warszawie też widuje się (albo czuje się) takich osobników, ale rekordem jest zaczadzenie połowy autobusu. Wspomniany niemiecki penner potrafił jednak zacapić całą ogromną stację, składającą się z trzech peronów. Do dziś nie wiem, jakim cudem w ogóle żył, ale żył. I niech zostanie w tym miejscu przypomniany. W każdym razie wydawał mi się czymś w rodzaju jakiegoś memento, pośród pracowników banków śpieszącym na jedno z największych lotnisk świata. Jak to ujął frankfurcki filozof Teodor Adorno „tam gdzie wydaje się być najschludniej w rzeczywistości rządzą fekalia” ? Albo miało to jakiś związek z klubem dla zesnobowanej młodzieży na Rhein Main Flughafen, który nosi nazwę Dorian Grey ?

W każdym razie niełatwo wysiąść z ICE, a jak się już wysiądzie to jeszcze trudniej do niego wsiąść bo przecież się go nie dogoni (Cybulski i Linda też by nie potrafili). W niemieckim jest zresztą parę powiedzeń wykorzystujących pociąg jako metaforę życiowego niepowodzenia. Nie skończyłem studiów na przykład i der Zug ist abgefahren czyli pociąg odjechał. Ale sporo jest tych którzy verpassten den Anschluss czyli nie zdążyli na połączenie. Podejrzanie sporo jest pennerów i junkies czyli narkomanów (zresztą jedni i drudzy kręcą się zawsze jakoś w pobliżu dworców). Zresztą nie tylko w RFN (państwie, które bycie socjalnym ma zapisane w konstytucji) ale oczywiście w USA (w mieście aniołów są tzw. Skid Row – stąd nazwa zespołu rockowego swoją drogą – czyli też pennerzy, tyle że uważający, że już jutro czeka ich kariera w showbiznesie. I wszędzie indziej też na swój sposób. Nawet Włosi się załapią, ale tu skrócę gawędę. Bo to chyba jest tak, że szeroko pojętemu zachodowi ciężko jest pogodzić się czymś co nie jest rozumowe. A co rozumowe nie jest, łatwo gubi połączenie. Dlatego ktoś nieprzystający (powiedzmy student paleontologii z Ohio, poruszający się nawet w zimie boso, żeby nie tracić kontaktu z matką ziemią czy mieszkaniec obrzeży Phoenix za cały majątek mający motocykl terenowy) będą już outsiders, czyli jednak z lekka podejrzani. Przynajmniej o niezrównoważenie o ile nie o tą czy inną polityczną agendę. Choć taryfą ulgową będą mieć pewnie artyści – to miss a calling może oznaczać przegapienie stacji ale i powołania. Co nie zmienia faktu że z reguły inność potrafi się kończyć na poruszaniu się citroenem jako pojazdem dla dziwolągów

Dlatego będę twierdził – albo najbardziej prawdopodobnym jest - że zaletą polskiej kultury jest to że przeszła przez oświecenie tylko w sferze państwowej, tam gdzie zresztą i dziś jest jego miejsce. Zresztą podział władzy i prawa obywatelskie nie są tematem, który ogranicza geografia – tak samo będą ważne dla rosyjskich czy chińskich dysydentów. I wyciągając wnioski z przeszłości dobrze jest pewnie sejmikować, brać udział w lokalnym samorządzie czy urzędniczyć a na pewno mieć ogólne pojęcie o prawie publicznym, mając baczenie że ten czy inny Karol XII szwedzki wystawi szybciej armię, niż przedstawiciele wszystkich ziem Rzeczpospolitej uchwalą dodatkowy podatek na wojsko co daje mu na starcie przewagę i że ponieważ jesteśmy państwem/narodem które bardziej reaguje niż podbija, stąd najlepsi ludzie pojawiają się u nas w momencie zagrożenia (Kościuszko), bądź też wykorzystują słabość imperiów (Piłsudzki), choć kto wie, może i z czasem wystawimy i jakiś plus minus rozsądny rząd na czas pokoju. I tu można wrócić do pendolino – sytuacja jak dla mnie prosto z „Ferdydurke” – po jednej stronie zwolennicy formy, po drugiej krzepki parobek z którym można się zbratać. Albo wrócę jednak do włoskiego penolino, którym starałem się w czasach studenckich siedząc w przejściu na plecaku, no bo wiadomo że „lato lato lato czeka, a razem z latem czeka rzeka”. Na co monitowany byłem przez załogę pociągu, żebym się jednak ogarnął i usiadł razem z miejscówką na miejscu siedzącym (na co uśmiechałem się, trzepotałem rzęsami i mówiłem „Oh, I didn’t know that I’d need a reservation for this train” i miałem darowane). A jednak ta forma ma przecież coś w sobie, bo tworzy naczynie, do którego może wlać się choćby prezydentura czarnoskórego Amerykanina a jegomość z pociągu chyba przestałby być sympatyczny w momencie, kiedy tematem stałoby się choćby wychowanie dzieci czy rola kobiet w związkach. A Kornel Makuszyński był zwolennikiem endecji. Z drugiej strony jej brak to jednak jakaś witalność, niekoniecznie zaściankowa. Trop do podjęcia, tak na następne sto lat.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]