W Londynie o Afganistanie

Zakończona w ubiegłym tygodniu w Londynie konferencja międzynarodowa na temat przyszłości Afganistanu była już czwartą na przestrzeni niespełna dekady - od momentu interwencji USA w tym kraju. Tak jak poprzednie spotkania - w Tokio (2002), Berlinie (2004), Londynie (2006) - także i ostatnie miało dwa wymiary. Pierwszy koncentrował się na mobilizacji państw zaangażowanych w proces odbudowy i stabilizacji Afganistanu. Wyrazem tego jest deklaracja o utworzeniu pięcioletniego funduszu na rzecz reintegracji talibskich bojowników z "narodem afgańskim". Docelowo ok. 500 mln dolarów amerykańskich ma zatem służyć do kupowania poparcia dla władz afgańskich, które nie są w stanie zapewnić go sobie na drodze politycznej.
Czyta się kilka minut

Aby ten desperacki i dyskusyjny krok wspólnoty międzynarodowej przyniósł skutek, trzeba jednak - paradoksalnie - zwrócić się w stronę polityki. Stąd drugim tłem konferencji londyńskiej była debata nad sensem negocjacji z przywództwem talibów: czy negocjować, z kim i na jakich warunkach? Prezydent Afganistanu Karzaj jest zdeterminowany w kwestii idei pojednania i rozpoczęcia rozmów. Sekretarz stanu USA Hillary Clinton stawia jednak warunek, aby przywództwo talibów wyrzekło się kontaktów z Al-Kaidą. Talibowie są zaś skłonni do rozmów, gdy z Afganistanu znikną obce wojska. W takiej sytuacji rozstrzygnięcie przyniesie upływ czasu. USA i sojusznicy mają jeszcze 17 miesięcy. Później potrzebna będzie kolejna konferencja międzynarodowa. Oby już ostatnia.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 06/2010