W cieniu wojny

Decyzji o izraelskim ataku prewencyjnym na irańskie instalacje nuklearne jeszcze nie ma. Taka możliwość jest jednak poważnie rozważana.
Czyta się kilka minut

W letnie wieczory Tel Awiw oddycha głębiej po wciąż upalnych dniach. O ataku na Iran może się mówi, ale na pewno nie częściej niż o planach budowy nowego lotniska, kryzysie ekonomicznym czy niekończących się problemach z żydowskimi osiedlami na Zachodnim Brzegu. Izraelczycy rozwinęli umiejętność życia w ciągłym zagrożeniu i na ulicach stolicy nie czuje się napięcia. Ale wojskowi i politycy nie mogą spać spokojnie.

OD WIRÓWKI DO BOMBY

Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej poinformowała niedawno, że w ciągu kilku miesięcy Iran dwukrotnie zwiększył liczbę wirówek do wzbogacania uranu w podziemnym bunkrze koło miasta Kom. Rezolucje Rady Bezpieczeństwa ONZ, sankcje międzynarodowe oraz naciski na rezygnację z programu nuklearnego najwyraźniej nie robią na Teheranie wrażenia. Irański przywódca duchowy ajatollah Ali Chamenei mówi: „Energia nuklearna dla wszystkich, broń nuklearna – dla nikogo”. Ale trudno uwierzyć w dobre intencje Iranu, skoro jednocześnie głosi on zamiar zniszczenia Izraela. W sierpniu prezydent Mahmud Ahmadinedżad powtórzył, że Izrael to „obraza dla całej ludzkości” i nie ma dla niego miejsca na Bliskim Wschodzie. Przekonanie o nieuniknionym końcu państwa izraelskiego podziela też Chamenei.

Wysiłki dyplomatów, aby Teheran zrezygnował z wojennej retoryki, jak dotąd nie przyniosły rezultatów. Tel Awiw nie ma więc wielkiego pola manewru – musi zareagować. Najczęściej powtarzane pytanie brzmi: kiedy i jak przeprowadzić atak prewencyjny na Iran? Czy będzie to chirurgiczna operacja, czy przekształci się w wyniszczającą wojnę? Sprawę komplikują: konflikt w Syrii i zbliżające się wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych, będących najważniejszym sojusznikiem Izraela. Również sytuacja w samym Izraelu nie jest jednoznaczna – jeden z dzienników pisał niedawno, że czasy, gdy izraelskich premierów i wojskowych otaczał tu nimb szacunku i nieomylności, już się skończyły. Ludzie zadają pytania i nie mają ochoty na kolejną wojnę. Zgody co do przeprowadzenia ataku nie ma też w samym rządzie Beniamina Netaniahu. Zdecydowanie przeciwny samodzielnej operacji jest prezydent Szymon Peres.

Koszt ewentualnego ataku byłby olbrzymi i stanowiłby obciążenie dla izraelskiej gospodarki. Wzrosłyby ceny ropy. Krajowi zagrażałyby odwetowe uderzenia na izraelskie miasta, grożące stratami w ludziach. Dochodzi do tego ryzyko przekształcenia się szybkiej operacji w długotrwałą wojnę oraz obciążenie stosunków z Waszyngtonem, który nie jest zwolennikiem ataku. Po stronie zysków wymienia się w Tel Awiwie opóźnienie – ale raczej nie likwidację – rozwoju irańskiego programu atomowego. A i to tylko wtedy, gdy operacja będzie sukcesem, co wcale nie jest pewne. Izrael przeprowadzał już prewencyjne ataki na obiekty nuklearne w Iraku (w 1981 r.) i Syrii (w 2007 r.), ale teraz byłoby to trudniejsze. Po pierwsze, izraelskie samoloty mają do Iranu daleką drogę i musiałyby uzupełnić po drodze paliwo. Problemem jest też trasa przelotu nad terytorium Iraku, Syrii, Turcji lub Arabii Saudyjskiej. Irańskie bazy znajdują się głęboko pod ziemią i uszkodzenie ich nie jest proste.

W DUCHU CHURCHILLA

Nie ma się więc co dziwić, że dla wielu samodzielny atak przeprowadzony przez Izrael to narodowe samobójstwo. Dla innych jednak bezczynność oznacza zgodę na unicestwienie. Czy istnieje trzecie wyjście?

W dzienniku „Haaretz” opublikowano wywiad z Efraimem Halevym, b. szefem Mossadu i b. przewodniczącym Rady Bezpieczeństwa Narodowego, który jest o tym przekonany. Urodzony w Wielkiej Brytanii dyplomata przypomina o Churchillu, który podczas wojny nigdy nie mówił, że Zjednoczonemu Królestwu grozi zagłada. Wręcz przeciwnie – zapewniał, że bez względu na to, co się stanie, Brytyjczycy dadzą sobie radę. „Naprawdę uważam, że atomowy Iran nie stanowi fundamentalnego zagrożenia dla Izraela. Jeśli jednego dnia obudzimy się i okaże się, że Iran ma broń nuklearną, to nie znaczy, że zacznie się odliczanie do końca państwa izraelskiego. Nie trzeba nam rozpaczy ” – mówił w wywiadzie Halevy i dodawał: „Jeśli ktoś chce być jak Churchill, to musi mówić jak Churchill i mieć jego pewność siebie”.

W Izraelu uważa się, że dla premiera Netaniahu sprawa Iranu stała się najważniejszą w jego karierze politycznej. Jest on zwolennikiem ataku i zabiega o poparcie dla takiego rozwiązania. Ostatnio grupa intelektualistów wysłała list z żądaniem gwarancji, że nie podejmie on decyzji o ataku bez zgody gabinetu, co pokazuje, że napięcie jest olbrzymie. W sprawie Iranu stawka jest wysoka, a fakty i dane wywiadowcze interpretuje się w różny sposób. Wojna jest faktem nieodwracalnym i decyzja o niej musi być przemyślana.

Halevy nie lekceważy problemu Iranu, przyznaje, że może on zaburzyć chwiejną równowagę Bliskiego Wschodu. Jego zdaniem przed atakiem należy wyczerpać wszystkie inne możliwości rozwiązania problemu. Również takie jak zachęcenie Iranu do porzucenia programu nuklearnego – tego z kolei nie można osiągnąć bez próby zrozumienia Irańczyków i ich poczucia bycia upokarzanymi przez Zachód. Uniknięcie starcia jest w interesie całej społeczności międzynarodowej. Dopóty, dopóki wojny nie ma, jest jeszcze czas na inne rozwiązania. Nie jest nieograniczony, ale jeszcze jest.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 37/2012