Uważam, że

Na prawicowych portalach szaleństwo, w zainteresowanych redakcjach niepokój - wiadomość o kupnie przez Grzegorza Hajdarowicza 51 proc. udziału w spółce Presspublica, wydającej "Rzeczpospolitą" i tygodnik "Uważam Rze", spadła jak grom z jasnego nieba.
Czyta się kilka minut

Bronisław Wildstein mówi, że został sprzedany, i to kiepsko. Jan Pospieszalski dodaje, że przejęcie ma kontekst polityczny i że nastąpi próba włączenia obu tytułów "do chóru mediów uprawiających rządową propagandę". Michał Karnowski idzie dalej, wskazując na rzekome powiązania spółek nowego właściciela z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi. "Trudno uciec od banalnego wrażenia, że to znowu ten sam film - pisze wicenaczelny "Uważam Rze". - Najpierw bowiem środowiska konserwatywne słyszą, że są nieudolne i tylko narzekają zamiast robić, działać. Ale kiedy zrobią, kiedy mają sukces - akcja jest błyskawiczna. Raz, ciach i zmiana właściciela".

Jaka będzie przyszłość Karnowskiego i publicystów o zbliżonych doń poglądach, trudno oczywiście powiedzieć, choć warto zauważyć deklarację Grzegorza Hajdarowicza, że "Rzeczpospolita" jest gazetą centroprawicową, jej grupa docelowa jest dobra i nie ma potrzeby jej zmieniać ("Dziennikarze mogą spać spokojnie" - powiedział wręcz nowy właściciel). Nie sposób też nie zauważyć, że z rynkowego punktu widzenia ostatnich kilkanaście miesięcy "Rzeczpospolitej" było bardzo dobre, a debiut "Uważam Rze" okazał się imponujący. Można narzekać na to, że dziennikarze obu pism coraz częściej stają na linii frontu, zamiast podjąć próbę bardziej zdystansowanego opisu polskiego konfliktu, ale widać gołym okiem, że czytelnikom tych tytułów to odpowiada. Jeśli traktować inwestycję Hajdarowicza w sposób biznesowy, próba naruszenia ­status quo i przekształcenia "Rzeczpospolitej" oraz "Uważam Rze" w kolejne media tak zwanego mainstreamu mogłaby się okazać działaniem na szkodę spółki.

Nie jestem fanem wielu autorów pism wydawanych przez Presspublikę. Mimo to uważam, że ich zniknięcie z łamów wysokonakładowej prasy byłoby stratą dla polskiej debaty. W dziennikarskim chórze jest miejsce na różne głosy. Także te, od których słuchania czasem bolą uszy.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 28/2011