Uliczna bitwa o „tęczowe” śluby

Mało kto się spodziewał, że w laickiej Francji na ulice wyjdą setki tysięcy ludzi, aby oprotestować ustawę o małżeństwach homoseksualnych. Skąd ta zaskakująca mobilizacja?

15.04.2013

Czyta się kilka minut

Jeden tata, jedna mama – dzieciom nie wolno kłamać!”. „Chcemy pracy, nie homomałżeństw!”. „Pilne jest Aulnay, a nie mariage gay” [Aulnay: fabryka Peugeota zagrożona likwidacją – red.]. „Hollande do dymisji!”. Tak skandowali demonstranci, którzy wyszli na ulice Paryża w przedostatnią niedzielę marca, w proteście przeciw projektowi ustawy legalizującej małżeństwa osób tej samej płci, z prawem do adopcji dzieci włącznie. Organizatorzy twierdzili, że w manifestacji szło aż 1,4 mln ludzi, policja, że 300 tys. Tak czy inaczej, była to jedna z największych demonstracji we Francji od 30 lat. Podobnie jak wcześniejszy podobny protest, który 13 stycznia zgromadził, znów według różnych wersji, od 340 tys. (policja) do miliona (organizatorzy). Wtedy, w styczniu, zwolennicy ustawy przeprowadzili kontrmanifestację, ale była mniej liczna – policja podała, że 125 tys.; organizatorzy, że 400 tys.

Tłumy na ulicach przeciw małżeństwom homoseksualnym zaskoczyły obserwatorów we Francji i poza jej granicami, bo zdają się nie odpowiadać stereotypowi kraju – laickiego i swobodnego w sprawach obyczajowych. Tymczasem sondaże od dawna wskazują na ostrą polaryzację. Z tego opublikowanego w styczniu przez tygodnik „Le Nouvel Observateur” wynikało, że 56 proc. Francuzów popiera małżeństwa gejów i lesbijek, ale 50 proc. jest przeciw adopcji dzieci przez takie pary. Z sondażu dla radia RTL wynikało zaś, że ponad połowa (52 proc.) jest niechętna takiej adopcji, choć tyle samo (także 52 proc.) popiera małżeństwa osób tej samej płci.

Z prawem do adopcji

Co wprowadza nowa ustawa i czemu budzi tyle emocji? Przypomnijmy, że we Francji geje i lesbijki mogą od 1999 r. zawierać rejestrowane związki partnerskie (tzw. pacs). Legalizują one związki nieformalne między dwojgiem ludzi bez względu na płeć – są więc dostępne dla hetero- i homoseksualistów. Statystyki pokazują zresztą, że w praktyce „pacsy” zawierają w zdecydowanej większości pary odmiennej płci. Tylko niecałe 5 proc. „pacsów” zawierają pary gejowskie i lesbijskie. W przeciwieństwie do małżeństwa, „pacs” łatwo rozwiązać: starczy, że jedna strona poinformuje urząd, iż podjęła decyzję o zakończeniu związku.

Takim związkom „pacs” daje w niektórych dziedzinach prawa identyczne z tymi, które mają tradycyjne małżeństwa – jak wspólne rozliczanie się z fiskusem, wspólne ubezpieczenie zdrowotne i ułatwienia w dziedziczeniu po partnerze/partnerce. Najważniejszą różnicą wobec małżeństwa pozostaje właśnie niemożność adoptowania dzieci przez związki połączone „pacsem”.

Nowa ustawa, przyjmowana właśnie przez parlament, zdominowany przez lewicę – w miniony piątek jej projekt przyjął Senat, izba wyższa – umożliwi zawieranie cywilnych związków małżeńskich osobom homoseksualnym i pozwoli im na adoptowanie dzieci na identycznych zasadach, jak w przypadku par heteroseksualnych. Proponowany tekst dokonuje też zmian w kodeksie cywilnym; zachowuje pojęcia „ojciec” i „matka”, choć w niektórych wypadkach zastępuje go ogólnym terminem „rodzice” (odnoszącym się też do opiekunów tej samej płci). Projekt nie pozwala natomiast na korzystanie przez pary tej samej płci z metod medycznie wspomaganego rozrodu, jak in vitro. Prawo takie przysługiwać będzie, jak dotąd, tylko związkom heteroseksualnym. Z tego powodu także organizacje gejów i lesbijek krytykują ustawę, argumentując, że obecny stan prawny skłania francuskie lesbijki pragnące mieć dzieci do wyjazdów „prokreacyjnych” za granicę, by tam poddać się sztucznemu zapłodnieniu.

Artystka na barykadzie

Kością niezgody w sporze o „inne” małżeństwa jest w istocie kwestia adopcji czy szerzej: wychowanie dzieci przez pary homoseksualne. Zwolennicy nowej ustawy uważają, że ma ona położyć kres prawnej dyskryminacji osób o odmiennej orientacji seksualnej. Chodzi im o „małżeństwo dla wszystkich” z prawem do adopcji, czyli o zrównanie prawne związków hetero- i homoseksualnych. Zwracają też uwagę, że szacunkowo od 24 do 40 tys. dzieci we Francji już jest wychowywanych przez pary homoseksualne i twierdzą, że potrzebne jest prawo, które ochroni tych nieletnich przed następstwami separacji ich opiekunów lub śmierci jednego z nich.

Z kolei ich adwersarze są przekonani, że przyznanie praw rodzicielskich parom homoseksualnym jest sprzeczne z naturalnym porządkiem rzeczy i może być szkodliwe dla rozwoju dzieci. Przeciwnicy adopcji przez związki jednej płci obawiają się, że „małżeństwo dla wszystkich” otworzy furtkę do dalszych żądań organizacji gejów i lesbijek, a koniec końców także do „wynajmowania” kobiet-surogatek przez pary gejowskie.

Duchowni różnych wyznań we Francji – katoliccy, żydowscy i islamscy – zgodnie sprzeciwiają się legalizacji małżeństw homoseksualnych. Arcybiskup Paryża André Vingt-Trois wielokrotnie krytykował postulat adopcji jako wyraz „nieuzasadnionego prawa (homoseksualistów) do dziecka”. Ale z ust przeciwników legalizacji związków tej samej płci argumenty religijne padają rzadko – rygorystycznie przestrzega się rozdziału wyznań od państwa.

Jednocześnie przywódcy manifestacji nie kryją swych związków z Kościołem katolickim. Na społeczną liderkę i ikonę ruchu „anti-mariage gay” wyrosła była artystka kabaretowa, 50-letnia Frigide Barjot (to pseudonim, będący kalamburem od Brigitte Bardot), która kilka lat temu nawróciła się na katolicyzm. Lubująca się w prowokacjach słownych i jaskrawych strojach, Barjot w niczym nie przypomina konserwatywnej katoliczki. Mówi, że choć stanowczo sprzeciwia się „homomałżeństwom”, to ma wielu przyjaciół o odmiennej orientacji. Dzięki swym medialnym talentom Barjot zdobyła rozgłos i potrafiła zachęcić do udziału w manifestacjach także ludzi dalekich od religii.

Ale, wbrew stereotypom, są też osobistości lewicy, które sprzeciwiają się nowej ustawie. Wśród nich: znana filozofka i feministka Sylviane Agacinski, prywatnie żona byłego socjalistycznego premiera Lionela Jospina. I na odwrót: niektóre osoby z prawicowego obozu opowiadają się za małżeństwami osób tej samej płci i ich prawem do adopcji – jak były minister edukacji i filozof Luc Ferry.

„Trzecia tura”

Spór o małżeństwa homoseksualne nie daje się więc zaszufladkować w podział na lewicę i prawicę. Choć w obu obozach nie brak polityków, którzy wymachują tą kwestią jak sztandarem, próbując upiec na tym swoją pieczeń.

Politolog Georges Mink uważa, że do masowości protestów przyczynia się napięta sytuacja polityczna i ekonomiczna. Przypomnijmy: wiosną 2012 r. władzę przejęli socjaliści pod wodzą obecnego prezydenta Hollande’a – i zmagają się z kryzysem, w tym z największym od 13 lat bezrobociem. Notowania socjalistów są dziś niskie. – Prywatne poglądy ludzi na to, według jakich zasad ma działać społeczeństwo, zbiegły się tu z frustracją części wyborców spowodowaną zmianą władzy i nieskutecznością Hollande’a w walce z kryzysem. Stąd taka mobilizacja na ulicach – mówi „Tygodnikowi” Mink. I dodaje: – Znokautowany w wyborach elektorat prawicy potrzebuje nowych wspólnych spraw i poczucia siły. Odnajduje je w walce przeciw małżeństwom homoseksualnym.

Do udziału w manifestacjach zachęcali niektórzy czołowi politycy prawicowi, w tym Jean-François Cope (lider Unii na Rzecz Ruchu Ludowego) i działacze nacjonalistycznego Frontu Narodowego. – To jakby „trzecia tura” ubiegłorocznych wyborów prezydenckich we Francji, choć otwarcie się tego nie mówi. Politycy zorientowali się, że potencjał mobilizacyjny w kwestii małżeństw homoseksualnych jest ogromny – dodaje Mink.

Wygląda na to, że masowe protesty nie poszły na marne. Wprawdzie lewica przegłosowała ustawę, ale wycofała się z umieszczenia w niej najbardziej kontrowersyjnego zapisu, który umożliwiał parom lesbijek korzystanie z metod sztucznego wspomagania rozrodu.

***

Czy z doświadczeń Francji można wyciągnąć jakieś wnioski dla polskiej debaty? Analogie są ryzykowne: we Francji spór dotyczy małżeństwa i adopcji, a nie – jak w Polsce – związków partnerskich, które nad Sekwaną są od dawna. Ale mimo różnic, francuski spór może wzmocnić nadzieje konserwatystów w Polsce – tak sądzi Mink. Bo skoro w laickiej Francji jest tak silny opór wobec małżeństw homoseksualnych, można się spodziewać, że w Polsce opór wobec rozszerzania praw homoseksualistów będzie jeszcze mocniejszy.

Przykład Francji może więc studzić dążenie (części) Platformy Obywatelskiej do forsowania przepisów legalizujących związki homoseksualne. A poza tym: nie można wykluczyć, że za jakiś czas w Polsce pojawi się postulat już nie związków, lecz małżeństw homoseksualnych – i warto śledzić, co dzieje się nad Sekwaną.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Dziennikarz, współpracownik „Tygodnika Powszechnego”, tłumacz z języka francuskiego, były korespondent PAP w Paryżu. Współpracował z Polskim Radiem, publikował m.in. w „Kontynentach”, „Znaku” i „Mówią Wieki”.

Artykuł pochodzi z numeru TP 16/2013