Ukoić rozdarcie

"Miłosny dżihad" - wiernie tłumaczony tytuł tego filmu precyzyjniej oddaje jego podstawowe pytanie: jak pogodzić bycie pobożnym muzułmaninem z orientacją gejowską?
Czyta się kilka minut
Kadr z filmu „Homoseksualizm w krainie półksiężyca” /fot. PLANETE /
Kadr z filmu „Homoseksualizm w krainie półksiężyca” /fot. PLANETE /

Turystę odwiedzającego któryś z krajów muzułmańskich zwieść może widok nawet w Europie niecodzienny: młodzi mężczyźni spacerują, trzymając się za ręce, albo witają się z czułością wykraczającą poza nasze europejskie normy. Jednak to, co przyjezdnemu może kojarzyć się z homoseksualną relacją, tak naprawdę jest tylko niewinnym gestem sympatii. W rzeczywistości bowiem bycie gejem czy lesbijką w "krainie półksiężyca" uchodzi za poważne wykroczenie przeciw prawu, karane więzieniem, chłostą, a nawet i śmiercią. Realizatorzy filmu przemierzyli rozliczne kraje: od Egiptu po Pakistan, w których islam jest religią dominującą i nierzadko stanowi o lokalnych paragrafach. Bohaterami dokumentu są ludzie, dla których wiara jest naturalną treścią życia: jest wśród nich postępowy, charyzmatyczny imam przebywający obecnie na wygnaniu w RPA, dojrzała kobieta ze Stambułu czy syn męczennika z czasów wojny irańsko-irackiej.

Problem bohaterów filmu obejmuje dwa różne wymiary: z jednej strony muszą ukrywać swoje sympatie w obawie przed prawnymi represjami i szykanami otoczenia, z drugiej - jako gorliwi wyznawcy Allacha toczą każdego dnia dramatyczną walkę wewnętrzną. "Pomóż nam nie popełniać grzechów, których nie możesz nam przebaczyć" - słyszymy słowa modlitwy jednego z nich. Wszyscy mają pełną świadomość tego, że na każdym kroku obrażają swoją religię. Ale też potrafią postawić jej odważne pytania: o doskonałość boskiego stworzenia, o miłość Boga do ludzi i o miłość pomiędzy ludźmi, która nie zawsze chce być zgodna z prawami obowiązującymi w naturze. Bywa, że dramat sumienia jest dla islamskich homoseksualistów nie mniejszy niż obawa o życie. Wielu swój wewnętrzny dżihad próbuje przekładać na życiową praktykę: żenią się, mają dzieci, szukają ucieczki w modlitwie, poście, w pielgrzymowaniu do Mekki... Ostatecznie skazują się na życie w zakłamaniu i nieszczęściu. Ci, którzy jednak zaryzykowali, muszą potem szukać azylu na Zachodzie, skazani na los wiecznych tułaczy. Wielu boi się ujawnić w filmie swoje twarze, by nie zaszkodzić sobie i swoim rodzinom. Z zapamiętaniem wertują stronice Koranu, poszukując stosownych wersetów, które mogłyby ukoić ich rozdarcie. Ale już sam interpretatorski wysiłek spisuje ich starania na straty. Polemika z uświęconą tradycją nie na wiele się zda.

Najsmutniejsza refleksja, która nasuwa się podczas oglądania filmu Parveza Sharmy, bierze się z szacunku i sympatii do bohaterów tego dokumentu. Mamy przed sobą ludzi głęboko uduchowionych, w dojrzały sposób religijnych, starających się być dobrymi muzułmanami. Niektórzy z nich, prześladowani, dręczeni wyrzutami sumienia, mogą kiedyś tę żarliwość utracić. Będzie to jednak dotkliwa strata nie tylko dla nich.

HOMOSEKSUALIZM W KRAINIE PÓŁKSIĘŻYCA - reż. Parvez Sharma, USA/Wielka Brytania/Francja/Niemcy/Australia 2007, Planete, sobota 7 III, 22.25

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 10/2009