Kolejną serialową pulpę między kiczem a ekscesem, parodię grecko-szekspirowskiej tragedii w wersji deluxe czy może jednak zabawę stereotypami w imię jakiejś prawdy o ludziach?
Bo przecież wyjaśnianie zagadki, kto w pierwszym odcinku strzelał, do kogo i dlaczego, wydaje się najmniej pasjonujące. Podobnie jak satyra spod znaku „zjadanie bogatych”, przerabiana już w „Parasite”, „Knives Out” czy „W trójkącie”. Ileż można czerpać mściwą satysfakcję z tego, że uprzywilejowane społecznie jednostki tak bardzo cierpią na swoich ekskluzywnych wczasach all inclusive? I że przywożą tu wszystkie swoje frustracje, traumy, kompleksy, nie potrafiąc wylogować się z rzeczywistości. Ani czerpać z bogactwa lokalnej kultury, przepłacając za jej turystyczny ersatz. I jeszcze bez przerwy jadą na lorazepamie.
Bohaterowie „Białego Lotosu”, sezon trzeci
Tym razem twórcy serialu sami utrudnili sobie zadanie, w mniejszym stopniu idąc w satyrę czy dziarską akcję, a zamiast żelaznej logiki czy prawdopodobieństwa skupili się na rysunku postaci. Dawkowany w starym stylu, po jednym odcinku na tydzień, żeby przez dwa miesiące było o czym rozmawiać w pracy i naprodukować kolejne memy, „Biały Lotos 3” ma dostarczać przede wszystkim niespiesznie konsumowanej przyjemności – choć jakże obcy mu jest buddyjski spokój. Najwięcej dzieje się w samych bohaterach przeżywających po cichu swą finansową degradację, wstydliwe odkrycia, duchowe przebudzenia, etyczne rozkminy.
W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.
Potraktowane oczywiście z ironią, acz zagrane na tyle sugestywnie, że owe wykoncypowane problemy pierwszego świata przez chwilę mają nawet swój ciężar. A ci, którym kibicujemy najbardziej, chociażby z racji ich niższego statusu, mogą nas zaskoczyć tym, jak względna bywa ich moralna przewaga. Znowu: z dużym przymrużeniem oka.
Pop-fatalizm wpisany w trzecią część tej produkcji czyni ją najbardziej pesymistyczną. I nie chodzi nawet o tragiczny (dla niektórych) finał, lecz o pozorność doświadczanych tutaj olśnień i przemian.
W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.
Niezależnie, czy stoją za tym scenariuszowe perypetie na miarę antycznych herosów, czy psiapsiółkowe dramy, goście kurortu Biały Lotos pewnie do końca pozostaną odklejeni od realiów albo zafiksowani w swoich wiecznie niezaspokojonych pragnieniach. Raz wygrawszy na loterii życia, nie dadzą się łatwo zdeklasować. Ale jest nadzieja, że przynajmniej niektórzy z nich (może chociaż ci młodzi?) czegoś się nauczyli na tych upiornych wakacjach.
„Biały Lotos” sezon 3: dlaczego warto obejrzeć?
Nowy sezon „Białego Lotosu” przejdzie do historii z pewnością dla kilku scen. I wcale nie tych pikantnych, choć nawet kiedy twórcy serialu łamią jakieś tabu, na przykład związane z kazirodztwem, bardziej chodzi o niepokojącą dwuznaczność niż sensacyjny rozrusznik. Z kolei monolog Franka, zagranego przez Sama Rockwella, brawurowo podsumowuje zjawisko męskiej seksturystyki w Tajlandii. Nie mówiąc o reakcji na tę opowieść w mimice Waltona Gogginsa. Zresztą obsada, trochę tylko znajoma, co chwila serwuje nam jajko z niespodzianką.
Nieprzypadkowe zdaje się powierzenie roli testosteronowego byczka Patrickowi Schwarzeneggerowi (synowi Arnolda) czy Lalisa Manobal, wielka gwiazda rapu i K-popu, jako stereotypowo subtelna Tajka, w której drzemie istna drapieżniczka. Trudno też nie uśmiechnąć się, kiedy na ekranie pojawia się menedżer hotelu zagrany przez Christiana Friedela, niedawnego komendanta obozu koncentracyjnego w „Strefie interesów”.
Mimo tych smaczków czuje się w „Lotosie” zmęczenie materiału i potrzebę odświeżenia (albo zamknięcia) dotychczasowego formatu. Zwłaszcza że w zapowiadanych kontynuacjach zabraknie już surrealnej muzyki Cristobala Tapii de Veera. Jednak dla widzów zagonionych i przebodźcowanych te „wolnopalne” osiem godzin może być po prostu czasem relaksu i odpoczynku w filmowych tropikach. W przeciwieństwie do bohaterów, dla których te siedem dni w tajskim spa okazało się nie lada życiową próbą. Nie mówiąc o hotelarzach z Ko Samui czy Phuket, którzy – podobnie jak wcześniej ci z Taorminy i Maui – dzięki serialowi już odnotowują wzmożony ruch w interesie. I właśnie tak to się wszystko kręci.
„BIAŁY LOTOS” sezon 3 („The White Lotus” season 3) – twórca Mike White, odc. 1-8. Max.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















