Trzeba płacić

Rząd polski właśnie się przekonuje, że trudne kwestie, które zamiast rozwiązywać, odkłada na półkę, nie znikają. A przykład Jerzego Broniowskiego, który wywalczył rekompensatę za mienie pozostawione po II wojnie światowej na terenach przejętych przez ZSRR, pokazuje, że obywatel nie jest bezradny wobec państwa, gdy ono łamie jego prawa.

04.07.2004

Czyta się kilka minut

Wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu jest jednomyślny: siedemnastu sędziów (włącznie z polskim) orzekło, że państwo polskie naruszyło art. 1 protokołu konwencji europejskiej, gwarantujący prawo do poszanowania mienia.

Na werdykt ten czekało przeszło 4 tys. obywateli RP, którzy mają już w ręku zaświadczenie bądź decyzję potwierdzającą prawo do ekwiwalentów za mienie pozostawione po wojnie przez nich lub ich przodków za Bugiem. Łączna wartość tego majątku przekracza 3 mld zł. Na rozpatrzenie czeka jeszcze ok. 83 tys. wniosków, których wartość resort skarbu ocenia na blisko 10 mld zł. “Nie ma już wątpliwości, że nasze roszczenia podlegają ochronie konstytucji oraz europejskiej konwencji praw człowieka" - komentował po ogłoszeniu wyroku prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kresowian Wierzycieli Skarbu Państwa Andrzej Korzeniowski.

Czy można było uniknąć takiego wyroku? Tak, ale żaden rząd III RP nie chciał ruszyć tej sprawy. - Musi to dziwić tym bardziej, że można było przypuszczać, jakie będzie stanowisko Trybunału - tłumaczy “TP" Krzysztof Drzewicki, profesor prawa międzynarodowego na Uniwersytecie Gdańskim. I dodaje: - Kiedy w latach 1994-2003 byłem pełnomocnikiem RP przed Europejską Komisją i Trybunałem Praw Człowieka, informowałem regularnie zwierzchników o wpływających skargach i narastającym dramatyzmie sytuacji. Ostrzegałem zwłaszcza przed masowym charakterem roszczeń, konsekwencjach budżetowych i ryzyku przegranej.

Broniowski przeciwko Polsce

Mecenas Zbigniew Cichoń, który reprezentował Jerzego Broniowskiego w Strasburgu, pytany o ocenę orzeczenia, mówi: - Odszkodowanie powinno być realne, a więc w zasadzie równe rzeczywistej wartości nieruchomości pozostawionej przez przodka skarżącego na terenie Lwowa. Niezależnie od wysokości odszkodowania Broniowski ma prawo do zadośćuczynienia za niepowodzenia w postępowaniu krajowym oraz poczucie dyskomfortu, jakie go spotkało w związku z niezaspokojeniem jego roszczenia. Orzeczenie Trybunału sprawia, że teraz to my będziemy stawiać warunki gry.

Ale, na co zwracają uwagę prawnicy reprezentujący rząd RP, Trybunał nie zasądził - przynajmniej na tym etapie postępowania - słusznego zadośćuczynienia, gdyż uznał, że sprawa ta nie jest jeszcze gotowa do rozstrzygnięcia. Zaprosił natomiast strony postępowania, by w terminie 6 miesięcy przedłożyły projekt polubownego załatwienia sporu. Dopiero jeżeli nie dojdą one do kompromisu, sprawa wróci do Trybunału.

Ugoda, która zadowalałaby obie strony, może być trudna do uzgodnienia: Broniowski odszkodowania na razie nie dostał, ale liczył na 3 mln zł, mimo że dom jego babki we Lwowie wraz z gruntem biegły wycenił na ok. 390 tys. zł. Trybunał zasądził jedynie zwrot kosztów procesowych (równowartość 12 tys. euro).

Sprawa pilotująca

Co jednak najważniejsze: wyrok ten nosi znamiona tzw. sprawy pilotującej. Marek Antoni Nowicki, ombudsman w Kosowie i prezes Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka (a wcześniej członek Europejskiej Komisji Praw Człowieka w Strasburgu) wyjaśnia: - Polska musi szybko podjąć działania, które będzie można uznać za przejaw woli całkowitego uregulowania kwestii zabużan. To nie jest problem tylko pana Broniowskiego, ale tysięcy ludzi, którzy, jeśli rząd polski nadal będzie ignorował ich żądania, ławą ruszą do Strasburga. Rząd musi także mieć na uwadze, że działania, jakie poweźmie, staną się przedmiotem oceny Komitetu Ministrów Rady Europy, który ma obowiązek nadzorowania wykonania wyroku.

Skarga Broniowskiego jest precedensowa także dlatego, że pokazuje znaczny krok naprzód w aktywnej interpretacji przez Trybunał art. 46 konwencji, który mówi o regulacji mocy obowiązującej wyroków oraz ich wykonywania. Marek Nowicki: - Po raz pierwszy Trybunał, opierając się na orzeczeniu w konkretnej sprawie, w tak zdecydowany sposób zajął się całościowo problemem, w związku z którym pojawiło się naruszenie praw człowieka. Bo naruszenie praw Broniowskiego jest konsekwencją braku rozwiązań systemowych: źle funkcjonującego prawodawstwa krajowego i uników administracji. Dlatego Trybunał wzywa polski rząd, by wykazał, iż jest gotów zapewnić poszanowanie prawa własności w tej szczególnej kategorii spraw.

Były członek Europejskiej Komisji Praw Człowieka dodaje, że ta nowa praktyka orzecznictwa podyktowana jest również względami praktycznymi: - Trybunał działając w taki sposób ma na względzie skuteczność całego mechanizmu ochrony praw jednostki w Europie. Dziś jest on zalewany tysiącami spraw, ale wiele z nich dotyczy tego samego kraju i tego samego problemu ze względu na ujawnione braki systemowe.

Rozpatrywanie przez Trybunał każdej z nich osobno zabiera czas i pieniądze. Efektem jest m.in. potwornie długa kolejka spraw czekających na rozstrzygnięcie. - Trybunał wykorzystał sprawę Broniowskiego, by przejść, oby konsekwentnie, na system orzeczeń “wiodących", które dadzą państwom, w tym przypadku Polsce, szansę załatwienia trudnych kwestii w sposób systemowy z pożytkiem dla ochrony praw jednostki, a zarazem ulżą Trybunałowi, pozwalając mu sprawnie i skutecznie funkcjonować - tłumaczy Nowicki.

W tym samym duchu, wyjaśnia dalej polski ekspert, będą zapadać wkrótce werdykty w sprawach dotyczących innych państw, np. przeciw Rumunii w związku z problemem dostępu do sądu w sprawach nacjonalizacyjnych, przeciw Włochom, które w nieskończoność przewlekają postępowania sądowe, czy przeciw Turcji, która nie wypłaca na czas odszkodowań za wywłaszczenia. Przykładów sytuacji wymagających takiego podejścia jest wiele.

Co z Niemcami?

Jest jeszcze inne pytanie, które pojawia się w sprawie zabużan: czy Polscy obywatele mogą skarżyć rządy Ukrainy i Białorusi za mienie utracone za Bugiem? Odpowiedź brzmi: nie.

Otóż zabużanie swoje roszczenia wywodzą z tzw. porozumień republikańskich, zawartych w 1944-45 r. między Polską a ówczesnymi republikami sowieckimi: Ukrainą, Białorusią i Litwą. W ich konsekwencji ZSRR zaanektował 48 proc. obszaru przedwojennej Polski, a tzw. repatriacja po 1945 r. objęła łącznie 1,3 miliona Polaków. Umowy te przenosiły na stronę polską obowiązek wypłacenia tym ludziom rekompensat - o czym właśnie przypomniał Trybunał. Co więcej, Polska Rzeczpospolita Ludowa musiała w 1952 r. wypłacić Moskwie 76 milionów rubli jako... koszty repatriacji.

Konieczność pozytywnego załatwienia przez niepodległą już Polskę sprawy rekompensat za pozostawione za Bugiem majątki może rodzić inne obawy: że podobną drogę wybiorą Niemcy, wysiedleni po 1945 r. z Ziem Zachodnich obecnej Rzeczypospolitej.

Profesor Drzewicki uspokaja: - Nie podzielam poglądu, że wyrok w sprawie zabużan niesie ryzyko ewentualnych roszczeń niemieckich. Przeciwnie: wzmacnia on nawet argument, że to dwie różne sprawy. Zmiany terytorialne i repatriacje ludności zostały uregulowane traktatami międzynarodowymi tak, że ewentualne roszczenia obywatele niemieccy mogliby adresować do władz RFN. Natomiast roszczenia Niemców do np. nieruchomości w Polsce powinny być przez nasze sądy odrzucane bez merytorycznego rozpoznania.

Także prawnicy Związku Wypędzonych, cytowani przez dziennik “Die Welt" z 23 czerwca wątpią, czy decyzja Trybunału w sprawie Broniowskiego może mieć charakter precedensu jeśli chodzi o niemieckie roszczenia wobec Polski, różne są bowiem podstawy prawne.

Inaczej rzecz może wyglądać z Czechami: choć Niemcy zostali wysiedleni z Czechosłowacji także na podstawie umowy poczdamskiej, to przed wojną byli obywatelami Czechosłowacji. Grupa 79 obywateli RFN, występujących pod nazwą Inicjatywa Niemców Sudeckich, złożyła w Strasburgu skargę przeciw Republice Czeskiej. Ich adwokat Thomas Gertner, który wcześniej skutecznie reprezentował przed Trybunałem osoby wywłaszczone w NRD uważa, że i teraz wygra. Odmiennego zdania jest Drzewicki: - Roszczenia Niemców sudeckich mają znikome szanse.

To nie może być jałmużna

Rząd Polski nie ma wyjścia; musi zabużanom zapłacić. Zarazem jest jasne, że budżet nie udźwignie tak wysokich odszkodowań. - Obawy budżetowe są uzasadnione, ale nie należy ich fetyszyzować. W liczbach bezwzględnych mogą to być istotnie wielkie sumy, zwłaszcza gdy ktoś myśli o pełnym odszkodowaniu za mienie pozostawione za Bugiem. Trybunał nie wymaga jednak pełnego odszkodowania czy kompensacji - uważa prof. Drzewicki.

Z powagi sytuacji zdają sobie sprawę także politycy. Dlatego Ludwik Dorn, poseł Prawa i Sprawiedliwość twierdzi, że zwrot mienia zabużanom leży nie tylko w interesie obecnej ekipy rządzącej, ale Polski: - Racjonalna opozycja nie będzie przy załatwianiu tej sprawy wkładać rządowi kija w szprychy - obiecuje.

W podobnym duchu argumentuje posłanka Platformy Obywatelskiej Zyta Gilowska. Skąd jednak wziąć pieniądze na odszkodowania? - Prawo własności jest podstawowym prawem w systemie gospodarki rynkowej. Stąd konieczność zadośćuczynienia zabużańskim krzywdom. Skala przypuszczalnych roszczeń jest wysoka i dziś państwa polskiego nie stać na ich jednorazową realizację w postaci wypłaty w gotówce. Trzeba to rozłożyć w czasie. Ponadto: skarb państwa i jego rozmaite agencje dysponują wieloma nieruchomości, które można przeznaczyć na odszkodowania. Nie jestem teraz w stanie powiedzieć, ile one powinny wynosić, ale nie może to być jałmużna - sugeruje Gilowska, typowana na ministra finansów następnego rządu.

***

Prof. Drzewicki przypomina jednak, że repatriacja zza Buga w istocie służyła ratowaniu Polaków przed pogromem i wywiezieniem w głąb terytorium sowieckiego: - To moralny aspekt sprawy, którego nie powinni tracić z oczu spadkobiercy zabużan, podnosząc niekiedy astronomiczne roszczenia.

---ramka 333287|strona|1---

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
89,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru TP 27/2004