W Waszyngtonie na National Mall ma stanąć pomnik sufrażystek. Czy to się może udać za rządów Trumpa?

Organizacje kobiece latami walczyły o przywrócenie pomnika, który przedstawia matki ruchu sufrażystek w USA, w należyte miejsce. Kongres niezmiennie odpowiadał, że rzeźba jest brzydka i ciężka.
Czyta się kilka minut
Zuzanna Radzik // Fot. Grażyna Makara
Zuzanna Radzik // Fot. Grażyna Makara

Tuż przed tym, jak uwagę świata skupiły kapelusz Melanii podczas prezydenckiej inauguracji, pierwsze decyzje Donalda Trumpa czy salut Elona Muska, prezydent Joe Biden w ostatnim momencie podjął małą, a ważną decyzję. Na National Mall, czyli w waszyngtońskim parku, który jest właściwie patriotyczną galerią na świeżym powietrzu, ma stanąć pomnik sufrażystek. Inna rzecz, czy się to uda, skoro nowy prezydent USA zajmuje się raczej stawianiem świata na głowie. Ale po raz pierwszy jest na to szansa.

To aż dziwne, że dopiero teraz, ale z reprezentowaniem kobiet na pomnikach nigdzie nie jest zbyt dobrze. Tylko 10 proc. pomników w skali USA przedstawia historyczne kobiety i tylko dziesięć pomników w całym kraju upamiętnia sufrażystki. Kobiety są więc pomnikowo niedoreprezentowane. Jeśli ten pomnik sufrażystek kiedykolwiek na National Mall stanie, będzie pierwszym przedstawiającym kobiety lub kobiecą historię. Upamiętniono wcześniej 22 mężczyzn, weteranów, skautów, a nawet pocztowców i kanały. Mimo tego działaczki latami słyszały, że na pomnik kobiet nie ma miejsca.

Wcześniej sufrażystki upamiętniono w stołecznej przestrzeni raz: po przyznaniu Amerykankom prawa głosu poprzez 19. poprawkę do konstytucji przyjętą w 1920 r. Pomnik stanął pół roku później, w obecności przedstawicielek 70 organizacji kobiecych i na koszt Krajowej Partii Kobiet w Rotundzie Kapitolu, łączącej budynek Izby Reprezentantów z Senatem. Rzeźbiarka Adelaide Johnson przedstawiła na nim matki ruchu sufrażystek w USA: Elizabeth Cady Stanton, Lucretię Mott i Susan B. Anthony, które działały w XIX wieku i nie dożyły sukcesu swojej sprawy. „Najpierw kobiecie odmawiano duszy, potem nazywano bezrozumną, teraz powstała, ogłaszając się istotą, z którą należy się liczyć” – podpisano rzeźbę. 

Pomnik budził kontrowersje również wśród samych działaczek kobiecych ze względu na nieoczywistą, niekompletną formę. Oprócz trzech popiersi wykutych w białym marmurze rzeźba miała nieobrobiony fragment kamienia. Johnson uparła się przy swojej artystycznej wizji, twierdząc, że to honoruje niekończącą się walkę kobiet o ich prawa i stanowi symboliczne miejsce dla kolejnych aktywistek, które będą w nią zaangażowane. Niedokończona walka o prawa kobiet została samospełniającą się przepowiednią. Następnego dnia po odsłonięciu marmurową rzeźbę zniesiono do krypty (kiedyś przeznaczonej na prochy Waszyngtona, wtedy jednak zajętej przez szczotki), gdzie spędziła kolejne kilkadziesiąt lat.

Organizacje kobiece latami walczyły o przywrócenie pomnika w należyte miejsce, od czasu do czasu uzyskując jedynie zgodę na otwarcie krypty z pomnikiem dla zwiedzających. Kongres niezmiennie odpowiadał, że rzeźba jest brzydka i ciężka. Te same argumenty padły, gdy w 1995 r. obchodzono 75 lat równościowej poprawki do konstytucji. Nie pomogły uwagi demokratycznych kongreswomen, że i pomnik Lincolna nie jest najpiękniejszy. W końcu jednak w 1997 r. udało się wydobyć matki-sufrażystki z krypty. Zapłacić jednak musieli za to prywatni darczyńcy, bo komisja zajmująca się Kapitolem, choć dysponowała budżetem ponad 20 milionów, nie była skłonna wysupłać na ten cel 75 tysięcy dolarów. Czasem ciężko uwierzyć, jak przyziemne i proste są sposoby dyskryminacji.

Warto przy okazji przedstawić autorkę pechowego pomnika. Urodzona w 1859 r. Adelaide Johnson z farmy, na której się wychowała, trafiła do szkoły artystycznej dla dziewcząt, założonej zresztą przez zwolenniczkę równouprawnienia. Potem z koleżanką założyły w Chicago dobrze prosperującą firmę dekoratorską, ale dobrą passę Adelaide przerwał wypadek: wpadła do niezabezpieczonego szybu windowego i srogo się połamała. Wygrała jednak w sądzie duże odszkodowanie, dzięki któremu wybrała się na studia artystyczne do Europy.

Związana z sufrażystkami, była wegetarianką, jej o dekadę młodszy mąż przyjął jej nazwisko, ślubu udzielała im duchowna kobieta, a za druhny posłużyły popiersia Elizabeth Cady Stanton i Susan B. Anthony. Tej ostatniej stworzyła dziewięć popiersi jeszcze za jej życia. Pod koniec swoich lat znalazła się w finansowych tarapatach, ale nie chciała sprzedawać rzeźb za cenę niższą, niż uważała, że są warte. W 1939 r. w obecności prasy zniszczyła swoje rzeźby, a w 1947 r. wzięła udział w teleturnieju telewizyjnym, próbując tak wygrać pieniądze. Kłamała, zawyżając swój wiek: obeszła setne urodziny w wieku 88 lat, a umarła w 1955 r., mając 96, choć sądzono, że ma 108 lat.

Ostatecznie, choć może była ekscentryczna, Adelaide Johnson miała rację: walka o prawa kobiet jest nieskończona. A nowy prezydent USA – zresztą nie on sam – będzie nam o tym przypominał. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 5/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Sposoby dyskryminacji