Trochę wyobraźni

W niedawnej dyskusji radiowej, jednej z tych toczonych na marginesie strajku pielęgniarek, znany dziennikarz, będący nadto dyrektorem prywatnego liceum, wypowiedział zdumiewający pogląd, że zawód pielęgniarki należy do zawodów wygasających, które niebawem przestaną być potrzebne. Co jeszcze dziwniejsze, nikt mu zbyt gorliwie nie zaprzeczył. Pomyślałam wtedy, że niejedna decyzja polityczna o opłakanych skutkach może mieć za przyczynę taką właśnie nonszalancką (a co najmniej beztroską) ślepotę na rzeczywistość. Bo przecież nie trzeba niczego więcej poza odrobiną wiedzy i wyobraźni, by obawiać się w najbliższej przyszłości czegoś zupełnie odwrotnego: rosnącego zapotrzebowania na prace opiekuńcze dla ludzi, którzy sami sobie nie poradzą. Takich ludzi będzie coraz więcej, będą też coraz starsi, bo tu medycyna ma sukcesy w przedłużaniu życia, a atrakcyjność pracy na ich rzecz pozostawać będzie w dokładnie odwrotnej proporcji do popytu na nią. I nawet największy wysiłek organizatorów rzeczywistości społecznej niełatwo potrafi zapobiegać nieustannej dramatyczności tej dysproporcji. A jeśli o tym wysiłku nikt nawet myśleć nie zechce?
Czyta się kilka minut

To nie jest zresztą jedyna rzeczywistość rosnącego, a nie malejącego wyzwania. Inną zapowiada ogłoszony właśnie buńczuczny zamiar naszych najgłośniejszych ideologów prawicowych, planujących dalsze ograniczanie niekaralnych wyjątków w ustawie antyaborcyjnej. Intencje są tu oczywiście jak najbardziej chwalebne, niestety jednak tylko intencje. Nie zrozumiem nigdy, dlaczego całą wartość moralności lokuje się w samych zakazach, nawet, można by myśleć, w samym tylko ich dobitnym sformułowaniu i ogłoszeniu, bez zadania sobie pytania, jak się to ma urzeczywistniać, z jakim rezultatem, z jakimi skutkami, których uniknąć nie będzie łatwo. W tym przypadku - trzeba to już teraz powiedzieć expressis verbis - zapisanie bezwzględnego, pod rygorem karnym, nakazu przyjęcia dziecka ciężko chorego czy dotkniętego wadami rozwojowymi winno być dla ustawodawcy połączone z przyjęciem równie bezwzględnego obowiązku stworzenia systemu pomocy skutecznej i wydolnej, ponieważ taka sytuacja dla rodziców (czy tym bardziej dla samotnej matki) może być sytuacją nie do udźwignięcia. A wtedy stwarzanie tylko przymusu moralnego stałoby się nieuczciwością.

Norwid nie jest dziś ani cytowany, ani przywoływany. Więc pewnie i jego wiersz o człowieku, który "za kościołem o ratunek woła", też mało kto pamięta. Ten wiersz kończy się luźno rzuconym zdaniem: "A faryzeusz mimo idzie zadumany...".

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 27/2007