Trochę wdzięczności

Od dawna już na próżno szukałam w jednym z tygodników katolickich "Dylematów" ks. prof. Remigiusza Sobańskiego, znakomitego nauczyciela obywatelskiego myślenia na aktualne tematy. Problemy ze zdrowiem? Zniechęcenie? Zagadkę wyjaśnił dopiero czwarty tom felietonów w wydaniu książkowym. Na końcu list redaktora naczelnego tygodnika: podziękowanie za dotychczasowe publikacje, a także zaproszenie "do dalszej współpracy w innej co prawda formie".
Czyta się kilka minut

Przyznaję: nie spotkałam się dotąd z tak elegancką trawestacją formuły "panu (księdzu) już dziękujemy". Autor jednak zrozumiał i dołączył do książki dwa ostatnie, pewnie już wtedy gotowe, ale jeszcze niewysłane teksty. I jak na razie zamilknął, czego pewnie nie tylko ja, ale i rzesze czytelników nie przestaną żałować. Bo nauczycieli mądrego myślenia i odpowiedzialnego porządkowania pojęć i zachowań nie mieliśmy nigdy w nadmiarze, a teraz szczególnie ich brak.

I chyba także brak wdzięczności, ale takiej szczerej, prawdziwej. Czyniącej nasz czas przynajmniej trochę łatwiejszym do znoszenia. Wdzięczności przynajmniej dla tych, których nam ubywa. Niedawno zmarła Stanisława Grabska, teolog, biblistka, swego czasu prezes warszawskiego KIK, jedna z najważniejszych postaci w laikacie katolickim PRL. Odeszła tak, jak mówi poeta: "Jest głośno, coraz głośniej i tylko ludzie odchodzą szeptem, prawie zawstydzeni". Naczelny "Więzi" poświęcił jej na łamach "Tygodnika" obszerne wspomnienie. Ale czy ktoś poza tym w ogóle tę śmierć zauważył? Gdzieś w eterze mignęła mi wypowiedź dość hałaśliwego dziennikarza, który przyznając Stanisławie Grabskiej wysoką jakość "katolicyzmu otwartego", nie omieszkał dodać szczypty złośliwości pod adresem tych, którzy podobno chcą tej formuły używać jako wyróżnika. Nie lepiej było po prostu powiedzieć, że się Zmarłą szanowało i podziwiało, bo na to zasługiwała?

Dla mnie jednak jest to ostatnia okazja, by Pani Stanisławie podziękować. Kiedyś w latach 90., gdy rozdawało się razy złym katolikom, ujęła się za mną na łamach "Tygodnika". Nigdy o tym nie zapomnę.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 48/2008