Ten tramwaj bluźni. Błogosławienie pieskom obraża Boga?

Tramwaj, gość z jamnikiem na kolanach: „Co pani ma do psów?”. „Nie są do Boga podobne”. „A pani jest? To już Tuptuś bardziej”.
Czyta się kilka minut
Eliza Kącka // Fot. Grażyna Makara
Eliza Kącka // Fot. Grażyna Makara

Autobus 116, jazda wieczorna na Mokotów. Blisko, w przegubie autobusu, trzech dwudziestolatków z kebabami, uchichranych. Starsza z siedzenia przy mnie: „Panowie, z jedzeniem się nie jeździ!”. Pierwszy: „Ale to kebab”.

Dajesz babcia krafta!

Starsza do mnie: „Wie pani, co to za mania? Wnuczek tylko czeka, aż mu ojciec kebaba kupi. Nie chce do babci na schabowe”. 

Trójka śmieje się z aplauzem. „Jakaś mania. Słucha pani: ostatnia niedziela. Obiad zawsze u mnie po kościele. A ten płacze, że chce kraftowe rzeczy. Czyli kebaby?”. 

Drugi się ożywił: „Kraft to jak dają własne mięso, nie mielonkę”. Starsza: „To jakiś bełkot: własne. Sami świnie hodują?”. Trzeci: „Że lokal sam się zajmuje mięsem”. „Też się sama zajmuję mięsem”. 

Pierwszy: „Dajesz babcia krafta!”. Śmieją się. Drugi: „Wnuk się cieszy, że babcia kulki nie skrawa”. Starsza: „Kulki? Skrawa? Słyszy to pani?!”. Ja: „Aha”. „To jakiś burdel! A mój syn niewinne dziecko tam prowadza”. 

Przestałem lubić mój dom

Bus do Olsztyna, ciasno i upalnie na drodze z Lidzbarka. A że toczymy się powoli na zakrętach, laser słoneczny ma czas na długie operacje. Znów dostaję po oczach.

Przystanek w Dobrym Mieście, wymiana walut ludzkich. Starszy, na oko po siedemdziesiątce, przychyla się ku mnie: „Pani mruży oczy jak mój dzieciak. Nigdy nie chciała nosić okularów słonecznych”. „Też rzadko używam”. 

Westchnął: „Jaki dobry czas był kiedyś. Wiem, ludzie zawsze tak gadają, ale był. Żona żyła, córka nie chorowała. Wszystko się zeszło z początkiem tej przeklętej wojny”. „Ech”. „Żona zmarła, córka – diagnoza raka. I cień Putina na tym wszystkim”. „Ciemny czas”. 

„Miałem sen wczoraj. Szedłem w stronę domu z zakupami. Ludka zaczęła mrużyć oczka, jak zwykle. I raptem: «Boli, tatuś!». Pytam, co boli. «Głowa, bardzo». Wyprzedziła mnie, znikła za zakrętem. Przyspieszyłem w przeczuciu złego. 

Stanąłem na górce i zobaczyłem dom mój wypchany ludźmi; aż napierali na okna. Ludka biła piąstkami w drzwi ganku. «Córciu, nie wchodź!». Porzuciłem siaty, biegłem. Wpuścili ją! Co to był za widok. Okrążałem dom, błagałem, by mnie też wzięli, ale chyba zabrakło już miejsca, nie mogłem się dopchać”. „Straszne”. 

„Wiedziałem, że w środku, pewnie w piwnicach jest żona. I że to koniec. Wie pani, oni tam wszyscy wskoczyli, by zginąć. Pojąłem to we śnie”. „Uhm”. 

„Pamiętam obraz kolejnego okrążenia: ciał ludzkich rozpłaszczonych na szybach, miny sąsiada, który z piętra prosił mnie spojrzeniem o ratunek, a ja nic nie mogłem. Odwróciłem twarz, by nie oszaleć. Obudziłem się z uciskiem w piersi”. „Nic dziwnego”. 

„Przestałem lubić mój dom. Myślę, że ich uwięził, wszystkich”. „Aha”. „Ludki nie obroniłem. Ani przed chorobą, ani przed śmiercią tam we śnie…”. „Nie mógł pan”.

„To nic nie zmienia. Jak przyjdzie wojna, chcę się w nią rzucić. Rzucić się w wojnę. Chyba tylko tak się ułożę. Z tym snem”. 

Tu się tak żyje: trzeba z ludźmi być

Lidzbark Warmiński, kolejka w aptece, rozmowy. Dwie po pięćdziesiątce. Pierwsza: „Tak pani nic nie załatwi”. Druga: „No to co mam robić? Tylko prawnik zostaje”. „Prawnik? Jeszcze czego!”. „No to co…?”. „Dogadać się”. „Ja się nie będę dogadywać”. 

Starsza kiele osiemdziesiątki zza moich pleców: „Pani młoda, mało żyje. Ja długo, dużo. To pani powiem: pani się nie stawia, dogada”. Pierwsza: „Nie opierać się, nie kombinować”. Aptekarka od półki: „Święte słowa, dogadać się”. 

Starsza: „Ustąpić, nie wdawać się w awantury”. Druga: „Ja chcę tylko rozwiązania”. Starsza: „No to je pani ma: ustąpić. Mężem się zająć”. Pierwsza: „Ototo”. 

Starsza: „Tu się tak żyje: trzeba z ludźmi być, ustąpić”. Pierwsza: „Nie jeżyć się”. Stara: „Jeży się młode, głupie. Potem ustępuje. Pani tych prawników cofnie. Z ludźmi nie drażnić się, tylko dogadać”. 

Co się pani tak śmieje?

Tramwaj 16, jazda ku Śródmieściu. Na pokładzie ja, obok gość w moim wieku z tobołkiem książek. Po lewej ojciec z córeczką. Za nami ruchomy skład stojących, rotujących co minutę przy kasownikach.

Zakręt ze Zbawiciela ku Politechnice, a tu raptem wrzask. Głos żeński: „Pan się nie tyka moich pleców!”. Głos męski: „Ja tylko chciałem pokazać…”. „Pan uważa. Mam odruch, tak powiem. Jakbym użyła odruchu, to bym panu wybiła oko”. „Dobra”. 

Toczymy się kilka metrów ku stacji metra. Głos żeński nie ustaje: „No i pan mi obudził odruch, tyle powiem”. Czuję, że ktoś mi się przygląda. „Pani się zdaje, że pani nie widzi, że ja widzę”. „Że mnie?” – pytam. „A tak, pani sobie notuje i siedzi, i myśli, że ja nic”. „Ależ ja nic nie oczekuję”. „Nie no, zupełnie nic. A klepnąć panią?”. 

Myślę. „No proszę”. I dostałam w ramię, lekko. Uśmiecham się. Patrzy się na mnie badawczo: „Co się pani tak śmieje?”. „Taki odruch”. I widzę, że uśmiecha się serdecznie. Wyskakuje przy Hożej. 

Ten tramwaj bluźni

Tramwaj 14, dwie kiele sześćdziesiątki. „Pani się córki niepotrzebnie czepia. Ślub, emocje. Można psa pobłogosławić”. „Księdza się czepiam”. „Eee tam, jak jajka można poświęcić....”. „O! Poświęcić, nie pobłogosławić”. 

„Co pani tak skarbi tych błogosławieństw? Limit jakiś?”. „Tak, to Boga obraża”. „Błogosławienie pieskom?”. 

Włącza się gość z sąsiedniego, z jamnikiem na kolanach: „Co pani ma do psów?”. „Nie są do Boga podobne”. „A pani jest? To już Tuptuś bardziej”. 

„Ten tramwaj bluźni”. „Może. Ale niech pani spojrzy, jakie on ma oczka. Ja tam bym chciał takie”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru Nr 31/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Pani się nie stawia