Teatr Śląski im. Stanisława Wyspiańskiego bezapelacyjnie tryumfował na 18. Festiwalu Teatralnym Boska Komedia. Przełożeni na śląski przez Mirosława Syniawę „Tkocze” Gerharta Hauptmanna w reżyserii Mai Kleczewskiej otrzymali Grand Prix, a trzy osoby z zespołu, Aleksandra Bernatek, Grażyna Bułka i Marcin Gaweł, nagrody aktorskie.
Poza tym międzynarodowe jury nagrodziło jeszcze tylko Martynę Krzysztofik za rolę Molly Bloom w „Ulissesie” Joyce’a w reżyserii Michała Borczucha z Teatru im. Słowackiego, Grzegorza Mielczarka za występ w „Zamachu na Narodowy Stary Teatr” Jakuba Skrzywanka z NST oraz frekwencyjny hit festiwalu: adaptację nagrodzonej Nike książki Elizy Kąckiej „Wczoraj byłaś zła na zielono” z Teatru Dramatycznego w Warszawie (nagrody za scenografię – Marek Braun; światło i wideo – Wojciech Kapela; za muzykę – Jacek Wierzchowski). Reszty propozycji festiwalowych nie dostrzeżono.
Ten werdykt bardzo cieszy, ale ma też gorzki posmak. Cieszy, bo doceniona została znakomita praca, jaką w Katowicach, mieście pod wieloma względami szczególnie ważnym dla współczesnej polskiej kultury, wykonuje Teatr Śląski pod trwającą już dwanaście lat dyrekcją Roberta Talarczyka. Konsekwentna i dojrzała polityka teatralna owocuje znakomitymi przedstawieniami, stałym wsparciem własnej publiczności, a także jednym z najlepszych zespołów teatralnych w kraju. Wyspiański, który patronem Teatru Śląskiego został dość przypadkowo, może być dumny ze sceny noszącej jego imię.
„Tkocze”: remake teatru, który wydawał się krytyczny dwadzieścia lat temu
„Tkocze”, a także pokazane na Boskiej przedstawienia „Godej do mnie” i „Mianujom mnie Hanka”, są efektem ważnej dla teatru pracy nad kulturą śląską, niekiedy bardzo krytycznej.
Katowicki teatr to naprawdę rzadki i wyjątkowo cenny przykład żywej, prowadzonej nie na klęczkach relacji z tradycją regionu.
Radość z nagrodzenia Teatru Śląskiego mąci mi natomiast fakt, że wyróżniono przedstawienie, owszem, efektowne i atrakcyjnie zainscenizowane, ale jedynie zręcznie udające „teatr wściekły i totalny”, który „poraża bezradnością i inspiruje do buntu”. Te cytaty z werdyktu dowodzą, że jury kupiło fantazję o proletariuszach, których dawno już nie ma, i o rewolucji, której nie będzie.
„Tkocze” to remake teatru, który wydawał się krytyczny dwadzieścia lat temu. Stanowi kolejny z wielu sygnałów, że zamiast prób odpowiedzi na to, co dzieje się z rzeczywistością, teatr znów będzie się zadowalał docenieniem „rzemiosła, wiedzy i znajomości fachu” (to z kolei cytat z reakcji Bartosza Szydłowskiego na werdykt końcowy).
Odnotowując kolejne symptomy zwrotu ku teatrowi bogatemu (i dla bogatych, choć o biednych), pozostaje się tylko cieszyć, że dzięki tegorocznym selekcjonerkom w programie 18. Boskiej było tyle skromnych, a bliskich w doświadczeniu przedstawień raczej performatywnych niż widowiskowych. Jedno z nich, „Kosmiczny dom” Liny Lapelytė z TR Warszawa, to mój osobisty zwycięzca festiwalu. Zamiast pokrzykiwań o gniewie i rewolucji, uczciwsze i bliższe prawdy wydaje mi się śpiewanie o rodzynkach, które kiedyś były winogronami.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















