Rząd zorganizował nawet kampanię mającą przestrzec kierowców przed skutkami jazdy w stanie nietrzeźwym. A wszystko to dzieje się w kraju, w którym od rewolucji islamskiej w 1979 r. sprzedaż i konsumpcja alkoholu wśród muzułmanów są, przynajmniej oficjalnie, zakazane.
Jednak, jak donosi „New York Times”, w Teheranie i innych dużych miastach wśród przedstawicieli klasy średniej picie alkoholu bywa tak samo popularne jak w Europie i kupić można go już od dawna. Choćby na telefon, z szybką dostawą do mieszkania. W zdominowanym przez szyitów państwie nie wolno działać klubom ani dyskotekom; konsumpcja odbywa się więc za zamkniętymi drzwiami, czasem – na dachach domów. Odkąd latem 2013 r. prezydentem został Hasan Rouhani, zwolennik reform, liczba nalotów policyjnych na takie miejsca zmalała.
Alkohol sprowadza się nielegalnie z sąsiedniego Iraku (gdzie w październiku również uchwalono zakaz jego produkcji, w praktyce pozostaje on jednak fikcją) bądź z Rosji. Zdaniem przedstawicieli irańskiej opozycji jego przewóz do kraju nie może odbywać się bez wiedzy konserwatywnej Gwardii Rewolucyjnej, a jej zyski z kontrabandy idą w miliony dolarów. Według agencji Reutera nawet 200 tys. Irańczyków może być uzależnionych od alkoholu. ©℗
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.














