Tak jak chleba

Radiowa "Dwójka" ma o świtaniu króciutki program "Słowo na dzień". Zapowiada go parę łagodnych akordów i wyciszony, przyjazny głos. Jeszcze nie tak dawno było to pięć minut czyjejś refleksji osobistej, podarowanej nieznanemu słuchaczowi jak dar od przyjaciela: żeby mu pomóc znów zacząć żyć - i wtedy, gdy zrywa go niecierpliwość, i wtedy, gdy wraca lęk, i wtedy, gdy nie potrafi zrozumieć, po co otworzył oczy i jaką ścieżkę ma przed sobą. To nie była ani lekcja, ani kazanie, tylko czyjaś dobra, krzepiąca obecność. Ale od pewnego czasu prawie zawsze odzywają się wtedy do nas erudyci albo dydaktycy, doskonale przygotowani do wykładu i spieszący się, by w owych pięciu minutach zawrzeć jak najwięcej wiedzy i słuszności. I to jest już zupełnie inne słowo na dzień...

27.01.2009

Czyta się kilka minut

Jeśli wierzyć wyrazicielom opinii publicznej, czyli posłom i mediom, to od kilku dni naszym największym pragnieniem jest jawna i oczywiście rozgrywająca się przed kamerami sejmowa komisja śledcza zajmująca się jedną z wyjątkowo odrażających zbrodni sprzed lat kilku i jej następstwami. Refleksja, że może zdrowa potrzeba sprawiedliwości zaspokojona zostałaby wtedy, gdyby - zamiast fundować masom niekończący się spektakl tropienia bardzo ciemnych ścieżek - dokonać skupionej, fachowej pracy, a potem jasno przedstawić jej rezultaty i mapę wyegzekwowanej odpowiedzialności; ta refleksja nie miała najmniejszych szans. Żadnych białych ksiąg, lud chce być obecny na bieżąco w całym procesie badań, jakkolwiek by wyglądały i jakkolwiek długo potrwają. Jeśli ktoś boi się o duchową kondycję już nie tropicieli, ale właśnie widzów, sprowadzanych do ponurej przyjemności nieustannego artykułowania podejrzeń i skazywania już zawczasu coraz to nowych podejrzanych, zostanie uznany za obrońcę niesprawiedliwości. Nic mniej.

Znowu wracam do naiwnego myślenia. O tym, że ludziom jak powietrze czy jak chleb potrzebne są dobre przeżycia. Bo innych, sensacyjnych albo dotkliwych, w naszej epoce im nie zabraknie. Dobrych - jest deficyt. I jakby coraz trudniej rodziły się same. W poświęconej wychowaniu rubryce "Gościa Niedzielnego" autorka cytuje matkę zaniepokojoną oświadczeniem córeczki, że gdy tylko będzie większa, przestanie chodzić na niedzielną Mszę, na której się nudzi. Co robić? - pyta. A przecież ratunkiem nie będzie tu samo przyuczanie w porę ani egzekwowanie posłuszeństwa. Naprawdę pomoże radość odkrycia w tej najważniejszej liturgii czegoś własnego, i to w wymiarze najgłębszym. Świetna książka i film Beresia i Barona o księdzu Tischnerze przywołują m.in. fenomen jego Mszy dla przedszkolaków u św. Marka w Krakowie. Z niedzieli na niedzielę darowywał dzieciom i ich rodzicom właśnie radość i poczucie bycia u Pana Boga jak u siebie. Dary, które karmiły. Czy muszą to być tylko wspomnienia?

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
Dziennikarka, publicystka, felietonistka, była posłanka. Od 1948 r. związana z „Tygodnikiem Powszechnym”, gdzie do 2008 r. pełniła funkcję zastępczyni redaktora naczelnego, a do 2012 r. publikowała felietony. Odznaczona Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 05/2009