Tak jak chleba

Radiowa "Dwójka" ma o świtaniu króciutki program "Słowo na dzień". Zapowiada go parę łagodnych akordów i wyciszony, przyjazny głos. Jeszcze nie tak dawno było to pięć minut czyjejś refleksji osobistej, podarowanej nieznanemu słuchaczowi jak dar od przyjaciela: żeby mu pomóc znów zacząć żyć - i wtedy, gdy zrywa go niecierpliwość, i wtedy, gdy wraca lęk, i wtedy, gdy nie potrafi zrozumieć, po co otworzył oczy i jaką ścieżkę ma przed sobą. To nie była ani lekcja, ani kazanie, tylko czyjaś dobra, krzepiąca obecność. Ale od pewnego czasu prawie zawsze odzywają się wtedy do nas erudyci albo dydaktycy, doskonale przygotowani do wykładu i spieszący się, by w owych pięciu minutach zawrzeć jak najwięcej wiedzy i słuszności. I to jest już zupełnie inne słowo na dzień...
Czyta się kilka minut

Jeśli wierzyć wyrazicielom opinii publicznej, czyli posłom i mediom, to od kilku dni naszym największym pragnieniem jest jawna i oczywiście rozgrywająca się przed kamerami sejmowa komisja śledcza zajmująca się jedną z wyjątkowo odrażających zbrodni sprzed lat kilku i jej następstwami. Refleksja, że może zdrowa potrzeba sprawiedliwości zaspokojona zostałaby wtedy, gdyby - zamiast fundować masom niekończący się spektakl tropienia bardzo ciemnych ścieżek - dokonać skupionej, fachowej pracy, a potem jasno przedstawić jej rezultaty i mapę wyegzekwowanej odpowiedzialności; ta refleksja nie miała najmniejszych szans. Żadnych białych ksiąg, lud chce być obecny na bieżąco w całym procesie badań, jakkolwiek by wyglądały i jakkolwiek długo potrwają. Jeśli ktoś boi się o duchową kondycję już nie tropicieli, ale właśnie widzów, sprowadzanych do ponurej przyjemności nieustannego artykułowania podejrzeń i skazywania już zawczasu coraz to nowych podejrzanych, zostanie uznany za obrońcę niesprawiedliwości. Nic mniej.

Znowu wracam do naiwnego myślenia. O tym, że ludziom jak powietrze czy jak chleb potrzebne są dobre przeżycia. Bo innych, sensacyjnych albo dotkliwych, w naszej epoce im nie zabraknie. Dobrych - jest deficyt. I jakby coraz trudniej rodziły się same. W poświęconej wychowaniu rubryce "Gościa Niedzielnego" autorka cytuje matkę zaniepokojoną oświadczeniem córeczki, że gdy tylko będzie większa, przestanie chodzić na niedzielną Mszę, na której się nudzi. Co robić? - pyta. A przecież ratunkiem nie będzie tu samo przyuczanie w porę ani egzekwowanie posłuszeństwa. Naprawdę pomoże radość odkrycia w tej najważniejszej liturgii czegoś własnego, i to w wymiarze najgłębszym. Świetna książka i film Beresia i Barona o księdzu Tischnerze przywołują m.in. fenomen jego Mszy dla przedszkolaków u św. Marka w Krakowie. Z niedzieli na niedzielę darowywał dzieciom i ich rodzicom właśnie radość i poczucie bycia u Pana Boga jak u siebie. Dary, które karmiły. Czy muszą to być tylko wspomnienia?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 05/2009