Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Tabletka z opóźnionym zapłonem

Tabletka z opóźnionym zapłonem

18.01.2015
Czyta się kilka minut
W Polsce, gdzie od lat toczy się wojna ideologiczna w sprawie regulacji poczęć, można kupić w aptekach bez recepty kontrowersyjną pigułkę.
Fot. Karol Serewis / EAST NEWS
E

EllaOne stosuje się po stosunku. Oprócz blokowania owulacji, zapobiega ona zagnieżdżeniu się zarodka, jeśli doszło do poczęcia. 7 stycznia Komisja Europejska ogłosiła dyrektywę dopuszczającą tę tabletkę do dystrybucji bez recepty w całej UE. Dwa dni później wiceminister zdrowia Sławomir Neumann poinformował, że nie dotyczy to Polski. 15 stycznia ministerstwo zmieniło zdanie. 16 stycznia pigułka była już dostępna bez recepty, np. w aptekach na Podkarpaciu. Jak tłumaczy rzecznik ministerstwa, polski parlament musiałby uchwalić ustawę zakazującą sprzedaży środka bez recepty, a ponieważ takiej ustawy nie ma, podlegamy decyzjom Unii.
Zapowiada się więc, że batalia o pigułkę dopiero przed nami, tym bardziej że Zespół Ekspertów Konferencji Episkopatu Polski ds. Bioetycznych już wezwał „katolików prowadzących działalność polityczną, zwłaszcza parlamentarzystów” do zablokowania decyzji...

5875

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Tabletka jest droga, nikogo młodego nie zarabiającego nie stać na powszechne stosowanie tego środka (a tych co stać, było stać i wcześniej, tabletka nie spadła z kosmosu, w Czechach bez problemu są dostępne podobne), zatem argument na wyrost. Wielkim problemem tego kraju jest fakt deprecjacji seksu, zwłaszcza kobiet. Ta deprecjacja jest tak wielka, że ofiary przemocy seksualnej boja się komukolwiek o tym mówić ze wstydu. Te ofiary zasługują na to by nie być poniżane przez lekarzy z "klauzulą sumienia" (a czas leci i skuteczność tabletki spada, na poszukiwaniach lekarza bez fanaberii), zasługują by nie musieć rodzić dzieci oprawcom, a i zwykły dorosły obywatel też zasługuje by w XXI wieku dysponować awaryjną antykoncepcją, bez ryzyka natrafienia na ginekologa z "klauzulą sumienia" który potraktuje go w imię swoich fanaberii jak zbrodniarza, ale kasę za wizytę oczywiście nie omieszka pobrać (życzę powodzenia tym którzy myślą, że dostaną się do ginekologa z NFZ-etu w czasie krótszym niż czas skuteczności tej tabletki).

Pozdrawiam serdecznie.

Bardzo cenię sobie opinie siostry Barbary. Także w tej sprawie pogląd, zwłaszcza na różnorodność postaw przykuwa moja uwagę. Moja osobista otwartość na wszystko, co ludzie też dociera do pewnych granic u progu których każe pytać/stawiać pytania. Nie ma przypadków(?) Jakiekolwiek spotkanie zostaje zarejestrowane. Owszem, nie musi być obciążone daleko idącymi konsekwencjami, mimo to bagatelizowania może być przyczyną odczytywania kolejnego zdarzenia w sensie przypadkowości: 'od przypadku do przypadku'. Uznaję wszystkie racje. A problem języka okazuje się być rzeczą fundamentalną.

Być może pani ma na myśli ogólną sytuację i całość działalności pani Barbary ja jednak skupię się na tym tu. Problem jest taki, że fundamentaliści religijni ze wszystkich sił próbują swój światopogląd zawrzeć w prawodawstwie. Ich wpływy są na tyle silne, że nikt przy zdrowych zmysłach z nimi nie dyskutuje bojąc się skończyć jak przysłowiowe "Hello Kitty" czy "gender". Firma X to aktualnie wspaniale wykorzystała (ciekawe przypadek? czy zaplanowany zabieg?). Weszła na polski rynek z przytupem załatwiając sprawy na poziomie centralnym, europejskim z pominięciem Polski stając się w tym monopolistą na naszym rynku (baaa i kampania reklamowa za darmochę i to na najwyższym marketingowym poziomie). Podejrzewam, że nasz rynek wart był takiego zabiegu, o ile było to celowe. Skutki społeczne uważam, że dla kraju będą raczej dobre (mniej patologicznych ciąż jako wyników gwałtów, mniej małoletnich dziewczyn w ciąży, najprawdopodobniej mniej samobójstw, mniej martwych niemowlaków odnalezionych na śmietnikach), ale ekonomicznie znowu ktoś nas zrobił na szaro. Brak konkurencji, monopolista dyktuje taką cenę jaka mu się podoba, tylko bliskość Czech go ogranicza.

Na nieszczęście brak informacji, że takie samo działanie ma połknięcie 4 tabl. antykoncepcyjnych jakichkolwiek i powtórzenie dawki po 12 godzinach, czyli metoda Yuzpe. Koszt kilkuzłotowy. Pozdrawiam znów serdecznie.

Nie. To co mówisz, dotyczy imitowania działania tabletek z lewonogestrelem, czyli tych wcześniejszych, które dostępne są niestety na receptę. Jednak chyba nie osiągnie się tego zażywając "jakiekolwiek" tabletki antykoncepcyjne, bo chodzi o zażycie progesteronu, a np. tabletki wielofazowe mają różny skład w zależności od fazy cyklu. A także, tabletki z progesteronem mają różne jego dawki, więc zażycie czterech oznaczać może co innego w zależności od preparatu. Na twoim miejscu nie podawałabym takiej uproszczonej półwiedzy, bo komuś możesz zaszkodzić. Natomiast EllaOne ma inne działanie. Polecam przeczytanie, co pisze o tym dr endokrynologii: http://www.blog.endokrynologia.net/2015/01/21/antykoncepcja-interwencyjna-kilka-spraw-do-przemyslenia-kilka-faktow-do-sprostowania

" Skutki społeczne uważam, że dla kraju będą raczej dobre (mniej patologicznych ciąż jako wyników gwałtów, mniej małoletnich dziewczyn w ciąży, najprawdopodobniej mniej samobójstw, mniej martwych niemowlaków odnalezionych na śmietnikach), ale ekonomicznie znowu ktoś nas zrobił na szaro. Brak konkurencji, monopolista dyktuje taką cenę jaka mu się podoba, tylko bliskość Czech go ogranicza." Z tym się zgadzam, ale problemu odpowiedzialności, zwłaszcza potraktowania poważnie życia seksualnego,decyzji o podjęciu aktywności seksualnej nie rozwiązuje. Farmacja to w ogóle rynek nieokiełznany.

Brak dostępu do tabletki też nie rozwiązuje problemu odpowiedzialności.

Nie, tylko ją tłumi.

"Brak dostępu do tabletki też nie rozwiązuje problemu odpowiedzialności." Wypadło mi jedno zdanie. Ta więc ponownie, anuszko. Jeżeli sądzimy, że taki specyfik jakim jest tabletka ułatwia nam podejmowanie pewnych decyzji jaką jest, bez wątpienia, rozpoczęcie aktywnego życia seksualnego to gdzieś ginie nam problem osobistej odpowiedzialności

Jeśli pójdziemy tokiem rozumowania, że "antyzagnieżdżeniowe" działanie nie jest aborcją, to musimy też uznać, że skazywanie ludzi na śmierć głodową nie jest zabójstwem. Bo taka tylko w gruncie rzeczy jest rola macicy - dostarczenie pożywienia i ochrony. Zarodek rozwija się sam. I to od chwili zapłodnienia. W momencie rozpoczęcia implantacji ma już kilka faz rozwojowych za sobą i dalej rozwija się też podczas implantacji, która trwa kilka dni!. Teza, że człowiekiem stajemy się w momencie zagnieżdżenia jest dlatego tezą absurdalną. Jest też tezą nową. Wygodną dla in vitro i producentów środków antykoncepcyjnych. Nie zetknęłam się z nią ani na studiach medycznych (jestem lekarzem) ani w trakcie rezydentury. Co więcej - w opisie działania środków antykoncepcyjnych jasno czytałam, że działanie tabletki ma od 5% (przy tabletkach estrogenowo-progesteronowych) do 50% (tabletki progesteronowe) działania wczesnoporonnego. Właśnie "wczesnoporonnego" mimo, iż ich działanie wczesnoporonne polega na działaniu "antyzagnieżdżeniowym". A do podziału zarodka może dojść i po momencie implantacji, tak że trudno używać tego argumentu. Warto też tutaj przytoczyć wyrok „Brüstle przeciwko Greenpeace” z 2011r., w którym Europejski Trybunał Sprawiedliwości stwierdził, że ochrona z tytułu „godności i integralności osoby” należy się embrionowi ludzkiemu od momentu poczęcia. I bazując na własnej praktyce nie mogę nie zgodzić się z troską s.Chyrowicz i dr Nowak, że tabletka ta bedzie nadużywana przez nastolatki.

Pozornie logiczne, tylko że nawet bez żadnej antykoncepcji zarodek ma większe szanse, że nie przeżyje, niż że przeżyje. Wg znanych mi informacji ok. 60% zarodków się nie zagnieżdża, a potem jeszcze część zagnieżdżonych ulega wczesnemu poronieniu. Tak, że starający się o dziecko mają 75% szans, że w danym cyklu doprowadzą do śmierci zarodka. Zatem rodziny wielodzietne mają na sumieniu najwięcej "żyć ludzkich", bo - zupełnie jak w in vitro - powstanie jednego dziecka "okupione jest śmiercią trojga jego braci i sióstr". I proszę mi nie mówić, że to jest dopuszczalne, bo naturalne. Jeśli jest jakaś klęska żywiołowa, w której ginie 75% ludzi, to nie ratowałaby pani poszkodowanych, bo klęska jest naturalna? Przecież naturalność nie usprawiedliwia bezczynności...? Sama pani widzi, że początków życia ludzkiego nie da się opisywać w takich samych kategoriach, jak życia rozwiniętego człowieka.

tak, ogromna część zarodków samoistnie nie doczeka urodzenia. Ale chyba czuje pani różnicę między tym, że stanie się to bez czyjegoś udziału, lub z czyjąś pomocą? Znowu - odwołując się do przykładu z życia po urodzeniu - wszyscy umrzemy, ale to jednak nie usprawiedliwia morderców. I proszę pomóc mi zrozumieć, co doprowadziło panią do wniosku, że uważam, że ponieważ klęska żywiołowa jest "naturalna", to nie należy ratować ludzi poszkodowanych?? Nie uważa pani, że to raczej można ekstrapolować zwolennikom pigułki "dzień po" - że skoro i tak 75% zarodków ginie w sposób naturalny, to pomóżmy zginąć pozostałym 25%?

Nie, nie. To najpierw pani powinna wyjaśnić tę sprzeczność: Pani zdaniem oraz zdaniem Kościoła, zresztą zdaniem prawdopodobnie wszystkich przyzwoitych osób - widząc ogólnoświatową klęskę żywiołową zabijającą 75% małych dzieci, to należałoby je ratować wszelkimi sposobami. Np. gdyby to była epidemia, to należałoby zaprząc do pracy legion medyków i ich laboratoria, aby stworzyły lekarstwa, szczepionki, aparaturę do podtrzymywania życia. Ale już Kościół nie wzywa medycyny, aby zrobiła wszystko co możliwe, by uratować każdy naturalnie obumierający zarodek. A przecież logicznie rzecz biorąc, jeśli zarodek jest człowiekiem, to jest to hekatomba dzieci. Dlaczego ta różnica? Jest jedyna logiczna odpowiedź: Bo dla pani, dla Kościoła - życie tych zarodków jest jednak mniej warte niż życie rozwiniętych ludzi. I w tym momencie sypie się cała pani logika. Bo jeśli tak, to zarzuca pani innym to, co sama pani robi: Zarzuca pani innym, że nie cenią życia zarodka tak samo jak ludzkiego życia i stąd pozwalają sobie na uśmiercanie zarodków. Ale przecież pani także nie ceni życia zarodka jak ludzkiego życia, bo pozwala sobie pani na bezczynność w obliczu tylu naturalnie umierających, a jeśli starała się pani kiedykolwiek o dziecko, to nie czuje pani żadnego dyskomfortu związanego ze śmiercią kilku zarodków, którą okupiła pani poczęcie dziecka.

Pani Anuszko - na pewno natknęła się Pani na informację, że znakomita większość naturalnie obumierających zarodków umiera, bo jest obarczona wadami/chorobami, których nie umiemy leczyć. Jak to moja mama mówiła - na śmierć nie ma lekarstwa. Dotyczy to zarówno zarodka jak i "rozwiniętego człowieka". I to musimy zaakceptować, mimo że to boli. Ale cały czas prowadzone są badania, które może pomogą nam odkryć, dlaczego tak się dzieje. Już wiemy, że wiele substancji/leków sprzyja powstawaniu wad - temu m.in. poświęcona była konferencja w ubiegły poniedziałek w Poznaniu. A jeśli chodzi o hekatombę zarodków, które nie ulegną implantacji, mimo iż mogłyby - to przecież Kościół cały czas o nie walczy wskazując, że antykoncepcja hormonalna jest zła i promując naprotechnologię, która dużą uwagę poświęca temu odcinkowi życia człowieka. I odpowiadając na ostatnie pytania - nie pozwalam sobie na bezczynność - będąc lekarzem biorę pod uwagę przepisując leki kobiecie, aby nie zaszkodziły potencjalnemu zarodkowi. I rzeczywiście - nie mam żadnego dyskomfortu, że jako osoba współżyjąca najprawdopodobniej powołałam więcej dzieci do życia niż mam ich urodzonych. I z radością poznam je kiedyś w niebie:-). Pozdrawiam serdecznie

Te 75% martwych zarodków nie dotyczy żadnych hormonalnych antykoncepcji, to proces w pełni naturalny który odbywa się jak najbardziej wśród par nie stosujących żadnej antykoncepcji, nawet naturalnych. Kobiety często z tego nawet nie zdają sobie sprawy gdyż większość tych zarodków nie zdoła w przedbiegach po prostu się zagnieździć i kobieta odczuje to co najwyżej poprzez opóźniony "okres". To odbywało się od zawsze i jest najprawdopodobniej elementem selekcji naturalnej i procesy cywilizacyjne (leki, toksyny itp.) nawet jeśli ten odsetek co nieco zwiększają to nie zmieniają faktu, że taki jest naturalny system ludzkiej płodności, że większość zarodków obumiera. To KK (bo inne kościoły chrześcijańskie nie mają takiej obsesji na tym tle) odznacza się w tej kwestii hipokryzją, bo zarodki które obumierają w procesie naturalnej płodności ich w ogóle nie interesują, a jak już to zdawkowo i symbolicznie, natomiast wykazują wielkie wręcz patologiczne zainteresowanie tymi z "invitro" czy tym podobnych. Te z "Invitro" to drobny promil tej hekatomby, która odbywa się w pełni naturalnymi metodami i to pani w swoim wpisie zręcznie manipulując przeinaczyła, czy takie manipulacje przestoją komuś kto rości sobie prawo uczestnictwa w "religii prawdy"?

wszystko, napisane w pierwszej części jest prawdą. Ale proszę zwróć uwagę na dopowiedzenie, które napisałam dzisiaj w komentarzu do Anuszki. Tak samo jak prawdą jest, że 100% urodzonych umrze. Niektórzy z nich zostaną zamordowani. I o co ten cały krzyk i karanie morderców? Przecież to tylko promil tej hekatomby, która odbędzie się w pełni naturalnymi metodami. Czy widzi Pan to kuriozalne oskarżenie, o które oskarżacie razem z Anuszką KK?

Ja o coś oskarżam KK? Wolne żarty, to KK bezczelnie nazywa osoby o moim światopoglądzie mordercami (lub potencjalnymi mordercami, chodzi oczywiście o podejście do invitro i omawianych tu pigułek), ja tylko się bronie i wykazuję absurdalność tych ciężkich, bezczelnych i absurdalnych oskarżeń. Ponadto widzę, że nie rozumie pani języka ironii. Wykazaliśmy, że zarówno pani jak i KK sami nie traktujecie życia zarodków na równi z życiem ludzkim i teraz pani próbuje zanegować to bardzo dziwnym argumentem. Cóż pani argument sugeruje, że należałoby poniechać leczenia ludzi z chorób, a zająć się wyłącznie ochroną człowieka przed agresją drugiego człowieka. Dziwaczna koncepcja, choć kto wie czy w jakiś odmianach kultów religijnych coś takiego nie zachodzi? W końcu skoro Bóg do siebie powołuje to jak się temu sprzeciwiać i grzesznie się od tego ratować przyjmując jakieś diabelskie leki? Jak wspomniałem powątpiewam w pani rozumienie ironii, zatem nie wiem czy pani zrozumiała co miałem na myśli? Zatem już bez ironii. Zarodek nie jest człowiekiem jest tylko nośnikiem informacji, projektem człowieka. Projektem jest już i plemnik (co z tego, że połowicznym? ale niepowtarzalnym i wyjątkowym), ale nikt nie ma zamiaru realizować wszystkich plemniczych projektów. zarodek nie ma w ogóle nawet śladów centralnego układu nerwowego wokół którego odbywają się procesy myśli i czucia. Nikt nie potraktuje za żywego człowieka z odciętą głową (choć część centralnego układu nerwowego wciąż w nim pozostaje), zatem głębokim nadużyciem jest traktowanie za odrębnego człowieka ludzkiego zarodka. Równie dobrze za odrębnego człowieka moglibyśmy traktować naszą krew (są religie które coś w ten deseń postulują). Z DNA zawartego w krwi w końcu można by nas kompletnie sklonować (nie tylko z krwi, ale krew brzmi dostojniej), ale nie traktujemy naszej krwi, nerek, plemników i innych naszych biologicznych organów za odrębne jednostki ludzkie, zatem takie traktowanie zarodka jest też według mnie i absurdalne, i niezasadne.

Jeśli się zarodkowi nieobarczonemu śmiertelną wadą lub chorobą nie przeszkodzi, to samoistnie pojawi się na świecie wyglądając jak dziecko. Nie potrzebuje do tego żadnej pomocy. Żeby z krwi (i innych komórek) rozwinął się człowiek, byłaby potrzebna nasza ogromna pomoc. 21 dnia od poczęcia istnieją już komórki nerwowe i pęcherzyki mózgowe, po 40 dniu zarejestrowano oznaki fal mózgowych, rączki i nóżki wykonują ruchy, w 8 tygodniu od poczęcia całe ciało jest wrażliwe na dotyk. Dziwnie coś takiego nazwać projektem, chyba że projektem w trakcie realizacji - ale czyż my wszyscy też nie jesteśmy takimi projektami?

Myli się pani, zarodek by stał się człowiekiem potrzebuje gigantycznej i skomplikowanej pomocy, pomocy ze strony organizmu matki. Skoro technologia pozwala nam latać mimo że Bóg nie dał nam skrzydeł, to wypadałoby by technologia pozwoliła matce świadomie zadecydować czy ten gigantyczny wysiłek chce podjąć. Nie widzę różnicy czy wysiłek dotyczy użytej technologi czy podświadomych procesów ludzkiego organizmu, gdybym widział chodziłbym piechotą a nie jeździł samochodem, choć pobiegać też miło. Komórka jajowa też jest projektem i doprawdy niewiele trzeba robić by go realizować. W Indiach są grupy religijne które już nawet "miesiączkę " traktują jako rodzaj zabójstwa. Od pani toku myślenia do takiego już tylko mały krok. Niemniej ja tu widzę jeszcze jedną przyczynę pani dziwnych koncepcji równania zarodka i człowieka. Pani deprecjonuje człowieka, dla pani człowiek jest tylko jakimś projektem (oczywiście zapewne bożym i to niby ma usprawiedliwić tą deprecjację). Człowiek jest odrębną czującą i myślącą istotą, a nie żadnym projektem, niby na co projektem? Zabaweczką w czyiś rękach? To czego projektem są np. tzw. "grzeszni ludzie", och zapomniałem o Pawle z Tarsu, grzeszni ludzie są po to by przy nich lepiej wzrastali ci wspaniali i "słuchający Boga". Doskonałość mistrza można poznać po jego dziełach, czasem jak rozglądam się wokół to uważam, że z przyczyn moralnych lepiej nie wierzyć w celowe stworzenie. ps. jestem za tym by powstanie fal mózgowych było granicą poważnego traktowania płodu jako ludzkiej jednostki której należna jest pomoc i ochrona, ale jak sama pani widzi okres działania tej pigułki 24h/po w tym okresie jest już nie skuteczny, baaa wtedy ta pigułka działać będzie wprost podtrzymując ciążę, już jej absolutnie nie zaszkodzi. Do tego czasu selekcja w invitro też nie powinna nikogo gorszyć. Ponadto pragnę stwierdzić że pani dopuściła się kolejnej manipulacji w swoich "Faktach", płynnie pani przeszła od fazy projektowej organizmu do wykonawczej. Niemniej w tych swoich faktach zmuszona pani była podać pewną granicę realizacyjną w których organizm matki po fazie projektowej i przygotowawczej zaczyna rzeczywistą realizację budowy odrębnej niezależnej jednostki ludzkiej współpracującej w tym procesie (dopiero odrębny centralny system nerwowy umożliwia taką współpracę czy też współodczuwanie), za co jestem wdzięczny.

Czas na zapytanie, czy kobieta zechce podjąć ten gigantyczny wysiłek jaki związany jest z ciążą, jest w czasie przed współżyciem. Potem już niewiele zależy od niej. Podobnie jest z trawieniem - czas na zapytanie czy chcemy podjąć ten też skomplikowany proces trawienia jest przed połknięciem. Potem już niewiele zależy od nas - chyba że zdecydujemy się na prowokowane wymioty, co jak wiadomo, zdrowym nie jest. Chociaż tutaj małe dopowiedzenie - przy ciąży mimo wszystko dochodzi do zapytania organizmu matki, co obrazuje wyjątkowość ciąż wśród ciężko chorych kobiet. Jeśli chodzi o moje stwierdzenie, że wszyscy jesteśmy projektem, to chodziło mi o coś zupełnie innego niż o rodzaj zabaweczki. Po prostu - uważam, że przez cały czas się rozwijamy, że zmieniamy się od urodzenia do samej śmierci. I fizycznie i częściowo psychicznie. I że w jakimś stopniu to my sami sobie projektujemy te zmiany, bo stawiamy sobie cele, które potem realizujemy. Może nie było to najszczęśliwsze określenie. Za to zgadzam się, że każdy człowiek jest odrębną czującą i myślącą istotą. Chcianą dla niej samej przez kochającego Boga. I proszę mi nie zarzucać manipulacji. Ja używam faktów, żeby uświadomić prawdę, że odrębna niezależna jednostka ludzka powstaje w momencie zapłodnienia. Jeśli coś, co napisałam nie jest prawdą, to proszę to udowodnić. I pewnie znowu wywołam oburzenie, ale muszę doprecyzować informację o "organizmie matki...( który) zaczyna ... realizację budowy... jednostki ludzkiej": to zarodek steruje ciałem matki, żeby dostać od niej to, co w danym momencie potrzebuje, aby móc się rozwijać zgodnie z planem. I przed kolejnym zarzutem o manipulację proszę o tym doczytać.

To raczej ciało matki reaguje na potrzeby zarodka, pani tradycyjnie odwraca kota ogonem by udowodnić swoje, poza tym wdzięczny jestem, że ujawniła pani swoje poglądy w kwestii współżycia, czyli że według pani jedynym jego celem jest prokreacja co udowadnia pani swoim argumentem, że zapytaniem kobiety o chęć dziecka jest podjęcie współżycia(ja twierdzę, że tak jest u zwierząt i jest to zezwierzęcenie ludzkiego erotyzmu, takie poglądy jak pani, ale zwierzęta oczywiście szanuję, niemniej zwierzęta cywilizacji nie stworzyły). Na koniec twierdzę, że nie przedstawiła pani najmniejszego dowodu, że niezależna ludzka indywidualność określana mianem człowieka powstaje w momencie poczęcia, ja swoje stanowisko uargumentowałem w postaci konieczności pojawienia się centralnego systemu nerwowego. Pani na to nie przedstawiła najmniejszego kontrargumentu, zatem obstaję przy swoim, czyli o człowieku możemy mówić w momencie wzbudzenia się fal mózgowych, oczywiście nie wykluczam, że wobec wiarygodnych nie ideologicznych argumentów zmienię zdanie. Pozdrawiam. ps. czy ciała zgwałconych kobiet też wyraziły zgodę na ciążę? tak tylko na marginesie zapytam, pani porównanie do jedzenia uważam jednak za ciekawe, gdy zjemy coś co nam szkodzi to bez wahania sięgamy po odpowiednie środki by tego się pozbyć, nie widzę powodu by tu miało być inaczej.

Ciało matki reaguje na hormony produkowane najpierw przez ciałko żółte, w które po zapłodnieniu przekształca się pęcherzyk Graafa (z którego komórka jajowa została uwolniona), a potem tę funkcję przejmuje łożysko - twór płodu ludzkiego. Gdy organizm matki "dowie się", że ma w sobie obce ciało, którym jest zarodek/płód, to stara się je zniszczyć. Na tym ogólnie polega konflikt serologiczny. I niestety - ciało kobiety nie analizuje w jaki sposób doszło do poczęcia - akceptuje ciążę z gwałtu na takich samych warunkach jak każdą inną. Nie uważam, że jedynym celem współżycia jest prokreacja. Wcale nie. Chciałam napisać, że ponieważ nie ma antykoncepcji na 100% skutecznej, to podejmując współżycie trzeba mieć świadomość, że może ono być początkiem innego ludzkiego życia. Dlatego np. jeśli wiem, że nie chcę, aby dana kobieta była matką mojego dziecka lub dany mężczyzna był ojcem mojego dziecka, to choćby popęd był nie wiem jak silny, nie będę współżyć. Po to jestem człowiekiem myślącym - przewiduję skutki moich czynów i wolnym - nie muszę ulegać własnym zachciankom, choć mogę, ale to ja decyduję o moich czynach - przy czym w przypadku współżycia jednocześnie szanując decyzję drugiej osoby. Wracając do porównania z jedzeniem - jeśli przypadkiem zjem coś zagrażającego życiu, to oczywiście bez wahania sięgam po środki, aby się tego pozbyć. Ale jeśli wiedząc, że coś mi może zaszkodzić, ja to świadomie i dobrowolnie zjadam, to chyba się wspólnie zgodzimy, że nie można nazwać normalną sytuacją. Teraz co do początku życia ludzkiego. Projekt plemnik z wielkimi planami na przyszłość i projekt komórka jajowa z równie wielkimi planami (bardzo mi się to określenie spodobało) same z siebie samoistnie zginą. I ja nie zamierzam po nich płakać. Ale - jeśli te dwa się połączą, to powstaje zygota - coś nowego, co samoistnie, o ile jest zdrowa, nie zginie, tylko od samego początku wg ściśle ustalonego programu zacznie się dzielić, różnicować i rozwijać bez chwili przerwy i bez pytania kogokolwiek o zgodę. Gdzieś w trakcie tego procesu możemy zarejestrować fale mózgowe - mózg zaczyna działać. Ale żeby móc działać, musi mieć fizyczne, cielesne podstawy, które już są zapisane, że będą, na samym początku, od zapłodnienia. Jeśli powiemy - zygota nie jest nową istotą ludzką, bo nie wytwarza fal mózgowych, to możemy również powiedzieć, że noworodek Albert Einstein to nie był ten Einstein, bo jego mózg nic odkrywczego nie wymyślił. Ale ten mózg już był, tylko wymagał czasu, żeby się rozwinąć do podziwianego etapu. Tak samo w zygocie - już są konkretne informacje, wg których dojdzie do rozwoju danego, określonego mózgu. Przekonałam?

ale już wystarczy, pani nie płacze po plemnikach i komórkach jajowych, ja nie płaczę po zarodkach, dla mnie jedno i drugie jest tylko budulcem z którego może lecz nie musi się rozwinąć świadomość, a budulec to jeszcze nie świadomość, a Albert Einstein to nie jego wynalazki tylko człowiek, niestety już zmarły.

to do usłyszenia - a dla mnie plemnik i komórka jajowa to budulec, a zarodek to już człowiek, z którego rozwinie się ktoś niepowtarzalny, jak niepowtarzalnym był Albert Einstein z jego genialnym umysłem. Mimo iż na samym początku swego życia też nie miał ani mózgu ani świadomości :-).Pozdrawiam.

Protokół rozbieżności uznaję zatem za podpisany, dyskusja zakończona.

Mówi Pani: Próby ratowania naturalnie obumierających zarodków nie są potrzebne, bo te zarodki są obarczone wadami/chorobami, których nie potrafimy leczyć. 1. Skąd Pani wie, że nie potrafimy ich leczyć? Tego Pani nie sprawdzi, jeśli nie podtrzyma Pani tego zarodka przy życiu. 2. Jeśli ciąża jest zagrożona - czy równie łatwo powiedziałaby Pani, że OK, niech dojdzie do poronienia, widocznie płód jest nieuleczalnie chory? Czy raczej obstawałaby Pani za podtrzymywaniem tej ciąży mimo wszystko? Nawet gdyby wiedziała Pani z USG, że płód jest faktycznie obciążony wadami i chorobami? Widać tutaj, że gdy mowa o zarodkach, to nad ich śmiercią przechodzi Pani lekko. Gdy mowa o nieco bardziej rozwiniętych płodach - to już dla Pani zupełnie co innego. Tak jak mówiłam - życie zarodków traktuje Pani, wbrew deklaracjom, jako mniej ważne.

ad 1) wiemy z tego samego powodu, z jakiego wiemy o obumarłych zarodkach - głównie z badań histopatologicznych. To badając krew miesiączkową odkryto, że szczególnie przy tzw. opóźnionych miesiączkach miało miejsce spontaniczne poronienie. Tutaj muszę zaznaczyć, że nie znalazłam tych procentów (60/75%), o których Pani pisze. Za to chciałabym przytoczyć dane (za "The Merck Manual", wyd. 16): 85% spontanicznych poronień ma miejsce w 1-ym trymestrze ciąży i zazwyczaj przyczyna leży po stronie płodu. W co najmniej 50% wczesnych poronień u płodu stwierdza się anomalie chromosomowe uniemożliwiające życie. Dalej jako przyczynę poronień wymienia się wiele wirusów, a szczególnie wirusy cytomegalii, herpes, różyczki; ostrą infekcję u matki. I inne przyczyny matczyne. Oczywiście jest tu jeszcze wiele niewiadomych, ale jak napisałam uprzednio, badania się toczą. ad 2) chyba Panią zaskoczę - jeśli bym faktycznie wiedziała z usg, że płód jest obciążony wadami i chorobami i że dochodzi do poronienia - NIE obstawiałabym za podtrzymywaniem tej ciąży mimo wszystko. Żeby było jasne - nie wywoływałabym poronienia, ale nie zatrzymywałabym poronienia jeśli do niego spontanicznie by zaczęło dochodzić. Tak samo jak NIE jestem za uporczywą terapią u osób już urodzonych. Więc wbrew temu co Pani mówi - życie zarodków, płodów bardziej rozwiniętych i ludzi urodzonych traktuję jako tak samo ważne.

Siostra Chyrowicz najwyraźniej woli, żeby młode dziewczyny ryzykowały ciążą, niż ryzykowały zażywając tabletkę. Jak "nie myśli perspektywicznie", to za karę ma być w ciąży. Ja tu widzę przede wszystkim brak miłosierdzia.

Wymyśliłam ostatnio nazwę dla takiego niemiłosiernego podejścia - "niechże każdy cierpi naturalne konsekwencje swoich czynów, nawet jeśli niewspółmiernie ciężkie" - o dziwo jakże częstego wśród pobożnych katolików. To się nazywa KORWINIZM MORALNY.

Niezupełnie każdy cierpi konsekwencje swoich swoich czynów. czasem zaangażowana jest w owo cierpienia cała rodzina, wspólnota, bywa naród, społeczeństwo. Uważasz, ze (na przykład) niż demograficzny nie szkodzi społeczeństwu? Albo choroby, które nas nękają, a wiele z nich jest przykra konsekwencją ludzkich zaniedbań, bezmyślności...Narażamy innych sądząc, ze to wyłącznie nasz sprawa. To właśnie klasyczny przykład myślenia Pana Korwina, ponoć nowo upieczonego tatusia.

Wola s.Barbary nie ma tu nic do rzeczy, albowiem to nie o jej życie chodzi. Pamiętasz dyskusje na temat odpowiedzialności prof. Chazana? Tam zaistniała podobna sytuacja. Odpowiedzialność za siebie i swoje dziecko bierze matka. Tabletka nie rozwiązuje problemu odpowiedzialności, wręcz przeciwne, zbyt częste jej stosowanie sprawia, że takiej kontroli,odpowiedzialności nie ma. To znaczy ona nie ma okazji, aby się zrodziła, rozwijała. Te dziewczyny są jak bezwiednie działające osoby, którym wszczepiono 'programator' . Myślę, że jak w każdym takim 'novum' potrzebna jest edukacja i właściwy język. Aby była jasność nie jestem przeciw.

... Zespół Ekspertów Konferencji Episkopatu Polski ds. Bioetycznych już wezwał „katolików prowadzących działalność polityczną, zwłaszcza parlamentarzystów” do zablokowania decyzji resortu ... Wolałabym, żeby wezwał rodziców do porozmawiania na ten temat ze swoimi dziećmi i lekarzy do porozmawiania ze swoimi pacjentkami. Lepiej zakazać niż edukować, ech.

Zgadzam się, Pani Danuto, wychodzenie przed orkiestrę w tak delikatnej sprawie nie służy sprawie. Kościół wprawdzie czuje się powołany, w osobach pasterzy, do zabrania głosu, ale zwykle robi to z urzędu co może wzbudzać niesmak, a priori. I niestety bardzo często wpływa negatywnie na rozwiązywanie problemów. Wielka szkoda. Jest tyle drzwi i okien otwartych, ze naprawdę nie trzeba żadnych wyważać, ni też wchodzić 'tylnymi'. Ponadto od jakiegoś czasu już wiemy, że głos Kościoła, zwłaszcza polskiego jest wpierw na; Nie! Taka panuje tradycja.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]