Sztuka rozróżniania

Poglądy episkopalnego biskupa Sponga mogą szokować. Odbiegają od tego, co znamy jako naukę chrześcijańską.
Czyta się kilka minut

Zrozumiałe stają się wątpliwości, czy w ogóle mamy tu jeszcze do czynienia z chrześcijaństwem. Znajomość zaś statystyk może nasunąć pytanie: po co zajmować się poglądami kogoś, kto reprezentuje grupę tak szybko kurczącą się liczebnie?

Powodów jest kilka. Po pierwsze, ze względu na spory, jakie narastają w Kościele w Polsce. Spierając się o wizję chrześcijaństwa XXI wieku, warto znać szerszą perspektywę i wiedzieć, jak dużo nas łączy, mieć świadomość, że pozostając po różnych stronach, jesteśmy wszyscy bliżej centrum niż skrajności (istnieje bowiem i drugie, naprawdę skrajne, fundamentalistyczne skrzydło chrześcijaństwa: ludzie, którzy np. wierzą, iż Bóg stworzył świat w sześć dni).

Po drugie, z zawirowań historii amerykańskiego episkopalizmu można wyciągnąć pożyteczną naukę. Episkopalianie cechują się dużą wrażliwością na pytania i problemy dzisiejszego świata, takie jak dyskryminacja i wykluczenie, mają też świadomość powagi wyzwań, jakie dla chrześcijańskiej wizji świata niosą odkrycia nauk szczegółowych. Z drugiej strony, na przykładzie tego Kościoła możemy zobaczyć, ku czemu prowadzi tak wielkie wychylenie w stronę świata, bez równie głębokiego zakorzenienia w chrześcijańskiej tradycji sięgającej Ewangelii.

Wiem, to poważny osąd, ale kilka zdań wypowiedzianych przez biskupa Sponga na taki brak wskazuje. Oto np. swoją nadzieję, że w sporze o akceptację przez chrześcijan aktywnego homoseksualizmu jego stanowisko przeważy, uzasadnia stwierdzeniem: „Bo po naszej stronie jest historia”. Czyż dla chrześcijanina ważniejsze nie powinno być jednak, po jakiej stronie jest Ewangelia?

Innym świadectwem słabej znajomości tradycji jest uznanie za swój najważniejszy postulat, by „przestać myśleć o Bogu jako o nadprzyrodzonej istocie, która żyje gdzieś ponad naszym niebem”. Być może wspólnota, której przewodził biskup Spong, myśli tak jeszcze, być może myślą tak chrześcijanie (fundamentaliści?), z którymi wchodzi on w spór. Chrześcijanie zakorzenieni w tradycji nie muszą jednak przestawać myśleć o Bogu w sposób opisany przez biskupa Sponga. Już w IV w. tak nie myśleli. Oto np. biskup Nyssy, św. Grzegorz w popularnym dziełku „Co to znaczy być chrześcijaninem” pisał: „Nie wierzę, by Ewangelia (...) mówiła, że niebo jest jakąś odrębną siedzibą Boga. Stwórca jest bowiem obecny na równi we wszystkim i w ten sam sposób przenika całe stworzenie”.

Biskup Spong ma, jak sądzę, rację, że wskazywanie na fatalne statystyki nie powinno przeważyć pytania o Prawdę, tj. o właściwą interpretację Ewangelii. Warto przyjąć wobec niego i jemu podobnych myślicieli postawę Tomasza z Akwinu: trud spokojnego, życzliwego i krytycznego rozróżniania, gdzie mogą mieć rację, gdzie zaś – i dlaczego – się mylą. W ten sposób postąpimy naprzód w naszej pielgrzymce ku Prawdzie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 51/2012