Swobodny lot

Ten film dopełnia portret Stanisława Latałły. Niepozorna wprawka, a zarazem spełniona próba autorskiego kina, pokazuje, jak nieszablonowym był artystą.
Czyta się kilka minut

Pomysł zrodził się - jak wspomina Andrzej Titkow w wydanym przez korporację ha!art “Portrecie niedokończonym" - jeszcze w łódzkiej Filmówce, gdzie na zajęciach ze scenopisarstwa Aleksander Jackiewicz za przykład literatury nieadaptowalnej podawał “Anda" Stanisława Czycza. Opowiadanie, a właściwie kilkudziesięciostronicowy polifoniczny monolog będący subiektywną relacją z wyjazdu autora i Andrzeja Bursy na zjazd młodych poetów; tekst napisany wbrew literackim konwencjom i czytelniczej wygodzie. “To się da zrobić" - mieli powiedzieć Titkow i Latałło. W 1974 r. ten drugi zrobił film dla niemieckiej telewizji ZDF. Teraz można go nareszcie zobaczyć bez niemieckiego dubbingu.

“Pozwólcie nam do woli fruwać nad ogrodem" to improwizowana “wariacja na temat" - stąd w tytule parafraza z wiersza Bursy “Dobry psychiatra". Reżyser żongluje scenami, cytatami, inaczej aranżuje sytuacje, w których padają nieliczne słowa. Kluczowa dla opowieści scena: zejście do podziemnego dworca-miasta i kluczowa kwestia: “czy ciebie nie zdumiewa fakt, że jeszcze żyjesz?" pojawiają się jeszcze przed wyjazdem.

Latałło z zadziwiającą lekkością oddaje gorączkę Czyczowego monologu. Akcja co i rusz zastyga w pozornej martwocie, pod którą wrze emocjonalna kipiel. Dwaj niepokorni, przenikliwi młodzi ludzie urządzają cyniczną zgrywę, niszczą fasadowe ramki bycia. Czycz (Jurek Bogajewicz) i Bursa (Jan Nowicki) rozbijają Zjazd Zaczynających Pisać i Zapowiadających Się, podrywają “dziwy", kpią z nawiedzonych kulturalnych animatorów i pseudoliteratów. W tej grze stawką jest coś więcej. “Chichotu nie można nazwać życiem, więc ja przerwę tylko ten chichot" - pisał Czycz. Mistrzów Cierpienia, barwnych i ironicznych, przepaja poczucie bezsensu. Ledwie trzydniowa podróż stanowi kondensację historii ich związku i oczyszcza relację. Dzięki niej wracają do zarzuconego kodu, są znów dwiema połówkami, leśmianowskimi Świdrygą i Midrygą. Na chwilę schowane do plecaka zwątpienie wychyla jednak znów łeb.

“Pozwólcie..." ujmuje anarchizmem. Latalle udało się przekazać niesforną, jakby na przekór czasom, wewnętrzną wolność dwóch artystów. Co ciekawe, w aktorskim pojedynku lepiej wypada improwizujący, swobodny Bogajewicz.

Drugi biegun, wizyjnego fatalizmu, określają długie ujęcia Witolda Stoka i duszna muzyka Zygmunta Koniecznego: saksofony i trąbki wyją przeciągle jak ostrzegawcze syreny albo pogrzebowa orkiestra. W magmę opowieści wprowadza dopisana przez Latałłę scena. And-Nowicki idzie z psem (wiadomo o sympatii Bursy do zwierząt) brukowaną drogą. Gdy wilczur na chwilę odbiega, zjawiają się hycle, którzy łapią psa i odjeżdżają. W finałowym, też dopisanym i niemiłosiernie długo wytrzymanym ujęciu, po sekcji zwłok pracownik uniwersyteckiego wydziału medycznego pieczołowicie spłukuje szlauchem krew do otworu wanienki. “Proszę państwa, zamykamy"...

***

Marcin Latałło pokazywał “Pozwólcie nam do woli fruwać nad ogrodem" od grudnia do czerwca w wybranych kinach i klubach w kraju, niekiedy razem z innym filmem ojca, “Listami naszych czytelników" na podstawie słuchowiska Herberta. Oba winny wejść do klasyki filmowej krótkiej formy. Dwa monologi, przepuszczone przez wizualną wyobraźnię i wrażliwość Stanisława Latałły, twórcy niepowtarzalnego, są po latach bezcennym dokumentem - pewnego świata i będących z nim na bakier, lecz również w nim zanurzonych ludzi.

“POZWÓLCIE NAM DO WOLI FRUWAĆ NAD OGRODEM", scen. i reż.: STANISŁAW LATAŁŁO

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 25/2005