Aktualna strategia Unii: zatrzymać uchodźców na zewnątrz

Jeśli w Europie nie dojdzie do zmiany polityki względem uchodźców, cały system może się zawalić w ciągu paru dni – ostrzegał 25 lutego unijny komisarz ds. migracji.

29.02.2016

Czyta się kilka minut

Kamizelki ratunkowe uchodźców i migrantów pozostawione na greckiej wyspie Lesbos, 27 lutego 2016 r. /  / Fot. MARKUS HEINE / NURPHOTO / EAST NEWS
Kamizelki ratunkowe uchodźców i migrantów pozostawione na greckiej wyspie Lesbos, 27 lutego 2016 r. / / Fot. MARKUS HEINE / NURPHOTO / EAST NEWS

Wykazał się przy tym nadzwyczajnym optymizmem: obserwując ostatnie wydarzenia trudno bowiem dostrzec, aby jakikolwiek system jeszcze istniał.

Miniony tydzień pogłębił chaos. Obawiając się, że wraz z wiosną i lepszą pogodą na Morzu Egejskim liczba uchodźców gwałtownie wzrośnie, Austria – kraj tranzytowy na trasie z Turcji do Niemiec – ogłosiła, że dziennie będzie przyjmować tylko 80 podań od osób szukających azylu nad Dunajem i ograniczy do 3,2 tys. osób dziennie liczbę tych, którzy deklarują, że podróżują dalej do Niemiec. Pod hasłem „Wspólne zarządzanie kryzysem migracyjnym” w Wiedniu zorganizowano też szczyt, na którym państwa Europy Południowo-Wschodniej zadecydowały m.in. o czasowym zamykaniu swych granic.

Hasło spotkania było mylące, gdyż do niby-wspólnej dyskusji nie zaproszono głównego państwa na trasie bałkańskiej, tj. Grecji, do której od 1 stycznia dotarło już 113 tys. migrantów (dla porównania: w 2015 r. liczbę tę „osiągnięto” dopiero w czerwcu). W proteście Ateny, które boją się, że po zamknięciu granic staną się „europejskim Libanem”, odwołały swego ambasadora w Wiedniu. „Nie pozwolimy, aby nasz kraj zamienił się w przechowalnię ludzi” – mówił premier Aleksis Tsipras.

Grecja, która kilka miesięcy temu sama przyczyniła się do kryzysu na europejskich granicach – niemal rezygnując z ochrony swej granicy, która tu jest zewnętrzną granicą Unii (i strefy Schengen) – staje się więc kolejną jego ofiarą. Zamykanie szlaku bałkańskiego powoduje, że liczba tych, którzy utknęli w Grecji, rośnie w tempie 2-3 tys. osób dziennie. Aby uniknąć ich koncentracji w jednym miejscu, władze tymczasowo kwaterują ludzi w motelach i ośrodkach sportowych na całej długości trasy z portu w Pireusie do granicy z Macedonią. W weekend zawieszono nawet rejsy promów z wysp na Morzu Egejskim. A wśród uchodźców narasta frustracja – w Atenach dwóch z nich próbowało się publicznie powiesić. Wszystko to dzieje się w trudnym dla kraju czasie: protesty lekarzy i rolników to zapowiedź możliwej wiosną fali strajków przeciw polityce oszczędności. A także: większej pokusy politycznego wykorzystywania uchodźców. Mistrzem w tym jest Viktor Orbán, który ogłosił właśnie na Węgrzech referendum w ich sprawie. Pewny negatywny wynik ugruntuje tylko jego pozycję.

Tymczasem w Brukseli na 7 marca zapowiedziano szczyt Unia–Turcja. Ma przyspieszyć wdrażanie umowy, w ramach której Ankara, w zamian za kilka miliardów euro, zobowiązała się do zatrzymania u siebie migrantów. Już nawet Angela Merkel, dotąd regularnie apelująca o solidarne ich przyjmowanie przez kraje Unii, stawia dziś przede wszystkim na kruche porozumienie z Turcją. Zatrzymać Brytyjczyków w środku, a uchodźców na zewnątrz – tak można streścić strategię Unii na najbliższe miesiące.

– Są sposoby na ulżenie i uchodźcom, i Unii – przekonuje tymczasem w rozmowie z „Tygodnikiem” prof. Alexander Betts, dyrektor Refugee Studies Centre przy Uniwersytecie Oksfordzkim. – Jeden z nich to wizy humanitarne, które mogłyby wydawać europejskie konsulaty na Bliskim Wschodzie. Umożliwiłyby legalną podróż do Europy, za którą uchodźcy sami by płacili. Chroniłyby ich życie, odbierały zarobek przemytnikom i zmniejszały chaos na granicach.

Kłopot w tym, dodaje Betts, że przekonanie do tego pomysłu opinii publicznej graniczy dziś z cudem. Wobec niemocy polityków, ekspertom zostaje więc tylko wpatrywanie się w statystyki ruchu migracyjnego. Te publikowane codziennie przez ONZ przypominają wykresy elektrokardiogramu. Diagnoza: Grecja – i cała Unia – są w stanie przedzawałowym. ©℗

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Marcin Żyła jest dziennikarzem, od stycznia 2016 do października 2023 r. był zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”. Od początku europejskiego kryzysu migracyjnego w 2014 r. zajmuje się głównie tematyką związaną z uchodźcami i migrantami. W „… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 10/2016