Austria się grodzi

Kolejne kraje na szlaku bałkańskim zamknęły granice dla uchodźców i imigrantów. Również austriacki rząd dołączył do tej nowej europejskiej większości.

12.03.2016

Czyta się kilka minut

Czy takie obrazy nie będą się już powtarzać? Punkt rejestracji uchodźców i imigrantów na granicy austriacko-niemieckiej, Freilassing, wrzesień 2015 r. / Fot. Dominic Ebenbichler / REUTERS / FORUM
Czy takie obrazy nie będą się już powtarzać? Punkt rejestracji uchodźców i imigrantów na granicy austriacko-niemieckiej, Freilassing, wrzesień 2015 r. / Fot. Dominic Ebenbichler / REUTERS / FORUM

Po unijnym szczycie poświęconym uchodźcom nie ma już żadnych wątpliwości, że rząd Austrii wykonał zwrot w swojej polityce migracyjnej i postanowił podążyć inną drogą niż wytyczana przez Niemcy. O ile Angela Merkel podkreślała, że „nie można czegokolwiek zamykać”, to austriacki kanclerz Werner Faymann oponował: „Trzeba powiedzieć jasno – zamkniemy wszystkie szlaki, również szlak bałkański”.

Ostry kurs spotyka się nad Dunajem ze sporym entuzjazmem. Redaktor jednej z popularnych austriackich bulwarówek pisał: „Każdy, kto tak jak Angela Merkel marzy, że Unia wspólnie uporządkuje chaos wywołany przez uchodźców, stoi na straconej pozycji. (...) Austria wybrała właściwą drogę – w dzisiejszej Europie przeżyje niestety tylko ten, kto forsuje własne interesy”.

Powrót granic

Własny interes zaczął jednak wypierać wcześniejsze hasła o potrzebie solidarności i człowieczeństwa na długo przed rozpoczęciem unijnego szczytu. Już w styczniu rząd w Wiedniu ogłosił wprowadzenie limitu dla uchodźców: w 2016 r. Austria ma przyjąć nie więcej niż 37,5 tys. osób. Od 19 lutego zaczęły obowiązywać dzienne limity: 80 przyjmowanych wniosków o azyl w Austrii oraz 3200 osób przepuszczanych w dalszej drodze do Niemiec.

Potem, na początku marca, minister spraw wewnętrznych przedstawiła kampanię informacyjną mającą zniechęcać Afgańczyków do przyjazdu do Austrii. W jednym z ogłoszeń, które mają ukazać się w afgańskich mediach, wielkimi czerwonymi literami napisano „Żadnego azylu w Austrii”, a mniejszymi, szarymi: „z przyczyn ekonomicznych”. Pomysł ministerstwa wzorowany jest na podobnej kampanii, jaką w libańskich mediach zorganizował rząd Danii, i wcześniejszej akcji informacyjnej adresowanej do mieszkańców Kosowa, która podobno przyniosła znaczący spadek składanych przez nich w Austrii wniosków o azyl.

Gdy rząd w Wiedniu ogłaszał roczny limit uchodźców, kanclerz Faymann zapewniał, że wszystkie posunięcia będą ściśle koordynowane z Niemcami. Choć dzienne limity oprotestowała – jako ich zdaniem niekonstytucyjne – grupa znanych austriackich intelektualistów, a Berlin z niechęcią powitał „podrzucanie” codziennie po ponad 3 tys. ludzi pod swoją granicę, to poważne rozejście dróg austriackiej i niemieckiej nastąpiło dopiero po zorganizowaniu w Wiedniu własnego miniszczytu z udziałem państw bałkańskich. Ustalono na nim, że państwa leżące na tzw. szlaku bałkańskim zamkną swe granice dla uchodźców-imigrantów, co oznacza, że większość z nich będzie musiała pozostać w Grecji, której przedstawicieli do Wiednia nie zaproszono.

Rząd austriacki usiłuje przedstawiać to rozwiązanie jako całkowicie racjonalną obronę własnych granic i instytucji państwowych przed przeciążeniem. Minister spraw wewnętrznych skomentowała po szczycie: „Chodzi nam o wywołanie reakcji łańcuchowej rozsądku”. Dla kanclerz Merkel ta reakcja łańcuchowa to preludium do rozmontowania strefy Schengen. Przywrócenie kontroli granicznych przez siedem państw Unii już generuje poważne koszty. Przywrócenie granic w obrębie strefy, jak policzyli eksperci Fundacji Bertelsmanna, miałoby przynieść do 2025 r. wszystkim gospodarkom Unii łączne straty w wysokości prawie półtora biliona euro.

Te kalkulacje nie znajdują jednak szerszego oddźwięku w Austrii. Zwolennicy nowego kursu chwalą rząd za obronę interesów narodowych i nie zastanawiają się, czy swoimi ostatnimi posunięciami nie podkopuje ich w dłuższej perspektywie. Z kolei krytycy twardego zwrotu apelują w pierwszej kolejności do sumień i współczucia, nie do własnego interesu Austriaków, którzy na odbudowie murów w obrębie Europy na pewno straciliby ekonomicznie.

Zapomniany rok 1989

Niektórzy wskazują, że nowa austriacka polityka migracyjna – wpisująca się w nową europejską większość: granice dla imigracji zamknęły też kraje bałkańskie, a kontrole graniczne pojawiły się m.in. w Skandynawii – może okazać się nie tylko początkiem końca strefy Schengen, ale doprowadzić do rozmontowania ładu, który udało się z trudem zbudować po 1989 r. Ładu, którego celem była możliwość swobodnego podróżowania ze Wschodu na Zachód i z Zachodu na Wschód oraz stopniowe znoszenie kolejnych podziałów w obrębie integrującej się Europy.

Austriacki historyk Michael Gehler twierdzi w tekście dla „Die Presse”, że odpowiadając na kryzys uchodźczy limitami i drutem kolczastym, „zakończymy proces otwierania granic, który rozpoczął się w 1989 r.”. Georg Hoffmann-Ostenhof wtóruje mu na łamach tygodnika „Profil”: „W czerwcu 1989 r. austriacki minister spraw zagranicznych Alois Mock przeciął wspólnie ze swoim węgierskim odpowiednikiem Gyulą Hornem drut kolczasty wyznaczający granicę. (...) Żelazna kurtyna miała wkrótce należeć do przeszłości. A proces tworzenia strefy Schengen został dzięki wydarzeniom roku 1989 – Roku Otwarcia – wyraźnie wzmocniony”.

Symboliczna waga przywrócenia granic w Europie nie daje się policzyć równie dokładnie, co ekonomiczny koszt rozmontowania strefy Schengen, ale jest być może nie mniej istotna. Oznacza zmianę myślenia o historii i sensie całej Unii. Jeśli związek między rokiem 1989 a integracją europejską zostaje podany w wątpliwość, to demokratyczne przemiany w Europie Środkowej okazują się o wiele słabszym kontrargumentem przeciw tym, którzy postulują Europę dwóch i więcej prędkości.

Granice „soft power”

W szeroko komentowanym pamflecie „Why Europe Will Run the 21st Century” z 2005 r. Mark Leonard, dyrektor think tanku European Council for Foreign Relations, przekonywał, że Unia Europejska jest wyjątkowym tworem politycznym, który w przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych potrafi demokratyzować kraje spoza Unii nie sięgając po siłę militarną, lecz dzięki swojej soft power, tutaj: mocą swego przykładu. Stwarzając krajom Europy Środkowej, Wschodniej i Południowo-Wschodniej możliwość akcesji – po spełnieniu określonych warunków politycznych i gospodarczych – przekształca je ich własnymi siłami, delikatnie popychając w stronę umacniania demokratycznych swobód i ekonomicznej transparentności i konkurencyjności.

Nowa austriacka odpowiedź na kryzys uchodźczo-migracyjny, sformułowana podczas „kongresiku wiedeńskiego” – jak złośliwie nazwał szczyt z państwami bałkańskimi Gustav Seibt na łamach niemieckiej „Süddeutsche Zeitung” – może się okazać dowodem na wyczerpanie się europejskiej soft power. Centralnym elementem „reakcji łańcuchowej zdrowego rozsądku” jest Macedonia, od której Wiedeń oczekuje jedynie zamknięcia granicy z Grecją i nie zadaje niewygodnych pytań o tamtejszą korupcję czy autorytarne zapędy rządu w Skopje.

Macedonia ma od 2005 r. status państwa kandydującego do Unii, ale dotąd nie rozpoczęła negocjacji akcesyjnych. Po szczycie w Wiedniu szanse na to, że Europa zażąda od niej zobowiązań do demokratycznych reform w zamian za realne perspektywy dołączenia do Unii, są jeszcze mniejsze. Austria, kraj członkowski, oczekuje dziś od Macedonii jedynie zamknięcia granicy z innym państwem członkowskim.

Wygląda na to, że resztki unijnej soft power, rozmienianej na drobne przez egoizmy poszczególnych państw europejskich, służą dziś już nie przekształcaniu niedemokratycznych czy skorumpowanych krajów od wewnątrz, lecz jedynie nakłonieniu ich do współpracy w zakresie, jakiego wymaga wąsko pojęty interes.

Unia klientką autokratów

Dotyczy to nie tylko Austrii i jej nowej polityki migracyjnej, ale też Niemiec.

Rząd w Wiedniu woli nie rozmawiać o kondycji demokracji w Macedonii, z kolei kanclerz Merkel – negocjując z Turcją jej nową rolę „przedmurza Europy”, która zatrzyma migracyjną falę – nie zadaje pytań o coraz bardziej autorytarne posunięcia rządu w Ankarze. Turcja ma być przede wszystkim narzędziem do rozwiązania kryzysu uchodźczego – i przez to utrzymania jedności Europy. Nikt już nie wymaga od niej spełniania demokratycznych norm. Grodząca się Unia przestaje być atrakcyjnym wzorem cywilizacyjnym dla niedemokratycznych państw. Zamiast tego staje się klientką autokratów.

I niewykluczone, że sama będzie stawać się w procesie grodzenia coraz mniej demokratyczna. Gdy w 1999 r., cztery lata po wejściu Austrii do Unii, ksenofobiczna i populistyczna Parta Wolnościowa pod przywództwem Jörga Haidera wygrała wybory, europejscy politycy zareagowali sankcjami dyplomatycznymi, izolując rząd sformowany z jego udziałem. Dziś Austria niejako sama nakłada na siebie sankcje dyplomatyczne, deklarując brak zainteresowania wspólną unijną polityką migracyjną, pierwszeństwo interesu narodowego nad unijnym i antagonizując się z Niemcami.

Haider, który zginął w wypadku samochodowym w 2008 r., zapewne nieźle odnalazłby się w dzisiejszej austriackiej polityce. Być może przymknięto by nawet oko na jego interesy z tyranami, takimi jak Husajn czy Kaddafi, o ile zatrzymaliby skutecznie napływ uchodźców. ©


CZYTAJ TAKŻE:

Prof. Alexander Betts, dyrektor Refugee Studies Centre w Oksfordzie: Większość Europejczyków ma umiarkowane poglądy. Nie wierzę, aby los uchodźców był im obojętny. To politykom brakuje wizji.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Socjolog, historyk idei, publicysta. Szef działu Obywatele w forumIdei Fundacji im. Stefana Batorego, zajmuje się ruchami i organizacjami społecznymi oraz zagadnieniami sprawiedliwości społecznej. Należy do zespołu redakcyjnego „Przeglądu Politycznego”. Stale… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 12/2016